Wszyscy mówią o Grecji. Mądrze i uczenie. Szermują argumentami, terminami, przewidywaniami i pewnie wszyscy specjaliści od polityki, ekonomii, UE, RWPG, NATO, ONZ, produktów krajowych brutto, SWIFTów, RORów, BRT i innych skrótów pięknych, acz groźnych, rzucą się na mnie z profesorskim wrzaskiem, lecz ja kocham Greków i gratuluje wam: Hellenowie, zatrzymaliście, przynajmniej na chwilę, drang nach osten. Chwała wam za to, potomkowie Spartan!

W roku 2003, we wrześniu chyba, na „rozkładówce” jednej z głównych brytyjskich gazet ukazał się artykuł pod tytułem „Europa Schroedera = Europa Hitlera” (oni tak pisali nazwisko kanclerza). Autor przedstawiał hipotezę, według której zjednoczone Niemcy podjęły na nowo swój marsz na wschód i zdobywanie lebensraum, lecz tym razem bez czołgów oraz Wermachtu. W artykule powoływano się na wzrastające wpływy Niemiec w Czechach, na Słowacji, kokietowanie Węgier, a także na wzrost obecności biznesu niemieckiego w Kaliningradzie, w Moskwie i na Ukrainie.

Jeśli chodzi o Polskę, to ostrzegano, że po przyjęciu do Unii dostaniemy głównie pieniądze z Berlina, który wymusi przeznaczenie funduszy unijnych na „restrukturyzację i odbudowę” byłych terenów Rzeszy, uzyskanych przez nas po wojnie. Kilka dni później zadzwonił do mnie znajomy Anglik, wykonujący prace dziennikarza i zaczął od wskazania na artykuł, jako „wyjątkowo przenikliwy” i dodał: „Coście się tak uczepili tych Niemców? My byśmy was szybciej wepchnęli do UE niż oni”. Opowiedział mi też o propozycji nowej waluty, wspólnej dla całej Unii. „ Wiedzą, że Deutsche Mark źle się kojarzy, więc wymyślili sobie pieniądz, którym napchają sobie kabzę, nakarmią własne banki.” – mówił, patrząc na mnie uważnie – „Przekonali Francuzów, a ci natychmiast się podniecili. Wiesz, Francuzowi wszystko jedno w czym zarabia. Oni sprzedaliby wszystko i zawsze wszystko robili dla kasy. Ja tak, wiesz, po starej znajomości. My was cenimy. Wiesz, Gdańsk, korytarz, Bitwa o Anglię. Wiesz. Potem dogadają się z Rosją i wiesz…”. „Aha!” – odpowiedziałem i zamówiłem kolejne bittery.

Ciężko jest zrozumieć brytyjski stosunek do Niemców. W tym czasie nie było dnia bez filmu na jednej z licznych stacji telewizyjnych opowiadającego o tym, co złego ta nacja uczyniła światu. Najlepszy z nich pokazywał pewnego profesora historii najnowszej, który komentując filmy propagandowe III Rzeszy udowadniał, że Hitler i jego otoczenie było krypto homoseksualistami, a filmy Lenni Riefenstahl świadczą o jej lesbijskich preferencjach.

Raz jeszcze przypominam, iż tekst ten nie jest żadną analizą, a tylko luźnymi wspominkami sprowokowanymi przez samego Facebooka, który w polu „Status” denerwuje mnie ciągle przyćmionym pytaniem: „O czym teraz myślisz?”. Święty by nie wytrzymał!

A Grecy? Cóż, biorąc śmieszne dodatki do pensji i – jak mówi jeden z moich znajomych – leżąc na plaży do góry brzuchem z piwem w ręku, zatrzymali drang nach osten. Również bez jednego wystrzału.

Przywódcom Niemiec i Francji, bankom i finansistom, którzy będą pewnie mieli bezsenną noc dedykuję wiersz greckiego poety Konstandinosa Kawafisa, napisany na początku XX wieku i przetłumaczony przez Zygmunta Kubiaka. Wiersz pochodzi z tomu „Ekdota poiematica” i nosi piękną nazwę „Czekając na barbarzyńców”:

Na cóż czekamy, zebrani na rynku?

Dziś mają tu przyjść barbarzyńcy.

Dlaczego taka bezczynność w senacie?
Senatorowie siedzą — czemuż praw nie uchwalą?

Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
Na cóż by się zdały prawa senatorów?
Barbarzyńcy, gdy przyjdą, ustanowią prawa.

Dlaczego nasz cesarz zbudził się tak wcześnie
i zasiadł — w największej z bram naszego miasta —
na tronie, w majestacie, z koroną na głowie?

Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
Cesarz czeka u bramy, aby tam powitać
ich naczelnika. Nawet przygotował
obszerne pismo, które chce mu wręczyć —
a wypisał w nim wiele godności i tytułów.

Czemu dwaj konsulowie nasi i pretorzy
przyszli dzisiaj w szkarłatnych, haftowanych togach?
Po co te bransolety, z tyloma ametystami,
i te pierścienie z blaskiem przepysznych szmaragdów?
Czemu trzymają w rękach drogocenne laski,
tak pięknie srebrem inkrustowane i złotem?

Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a takie rzeczy barbarzyńców olśniewają.

Czemu retorzy świetni nie przychodzą, jak zwykle,
by wygłaszać oracje, które ułożyli?

Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a ich nudzą deklamacje i przemowy.

Dlaczego wszystkich nagle ogarnął niepokój?
Skąd zamieszanie? (Twarze jakże spoważniały.)
Dlaczego tak szybko pustoszeją ulice
i place? Wszyscy do domu wracają zamyśleni.

Dlatego że noc zapadła, a barbarzyńcy nie przyszli.
Jacyś nasi, co właśnie od granicy przybyli,
mówią, że już nie ma żadnych barbarzyńców.

Bez barbarzyńców — cóż poczniemy teraz?
Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem.

Piotr Wroński

Piotr Wroński - fot. Julita SzewczykPułkownik Piotr Wroński, pracownik I Departamentu SB, a w III RP oficer UOP i Agencji Wywiadu jest autorem powieści z kluczem „Spisek założycielski. Historia jednego morderstwa” odsłaniającej kulisy działalności bezpieki, w tym m.in. morderstwa bł. ks Jerzego Popiełuszki.