„Po pierwsze, był żołnierzem, po drugie, składał przysięgę, po trzecie, chodził w mundurze”. Nie skomentuję tego wywiadu, bo po co dyskutować z bzdurami, tym bardziej, że pan generał sam sobie zaprzecza. Gdybyśmy te atrybuty, zawarte w cytacie, czyli „żołnierz”, „mundur” i „przysięga, przyłożyli do pana generała, wówczas wyszłoby, że jest zdrajcą, według jego własnych kryteriów. Przecież Dukaczewski chodził w mundurze, był żołnierzem i składał przysięgę wg roty i na konstytucję, w którą była wpisana wieczna przyjaźń z ZSRS. Po dziewięćdziesiątym roku, bez trudu złożył inną przysięgę, a więc złamał tamtą.

Nie wiem, jak było w rzeczywistości, ale chyba z układów, obowiązujących w poprzedniej epoce wynikało, iż informacje na temat polskiego wojska były udzielane obcemu mocarstwu w ramach sojuszniczej współpracy. Ciekaw jestem, czy w podobnym stylu i z podobnym zaangażowaniem generalicja udzielała informacji o naszym wojsku nowym sojusznikom?

Podejrzewam, że tak, bo, znając nadgorliwość i wspaniała zdolność mimikry u naszych „wężykowców”, dziwiłbym się, gdyby było inaczej. I kto tu jest zdrajcą?

Pułkownik Kukliński stanął przed wyborem wyjątkowo trudnym, który wymaga o wiele większej odwagi, niż całowanie… rąk kolejnym premierom oraz ministrom. Łatwo jest zarzucać komuś zdradę, gdy samemu ograniczyło się słowo „ojczyzna” tylko do dobra własnej instytucji i grupy kolegów.

Rozumiem, że zdaniem generała Dukaczewskiego także Pieńkowski zdradził. Ciekawe? Jeśli pan generał nie wie, kto to był Pieńkowski, proponuję poczytać trochę o wywiadzie, albo pomyśleć, chociaż wiem, że na generalskich szczeblach to niezwykle trudne.

I jeszcze jedno. Czasem jest tak, że człowiek w coś uwierzy, naiwnie i młodo, a gdy znajdzie się w środku, łuska spada z oczu i pozostaje tylko rozczarowanie. Można się przystosować, lub walczyć o zachowanie resztek własnego ja. Nie oceniajmy więc, jeśli nigdy nie stanęliśmy w podobnej sytuacji i przed podobnym wyborem. Dziś łatwo jest wygłaszać sądy. Niestety, coraz bardziej mi się wydaje, że tacy panowie towarzysze „gienierałowie” przetrwają bez szwanku, a za wszystko zapłacą tacy, jak ja. I to już niedługo.

Lud przecież potrzebuje ofiary.