Od wybuchu II wojny światowej mijają już 82 lata. Im bardziej rola Józefa Stalina, głównego jej sprawcy, jako taka uznawana jest przez historyków na całym świecie, tym mocniejsze są próby zrzucenia odpowiedzialności na innych.

Ta nowa historyczna wojna dla kogoś, kto zna historię najnowszą nie tylko ze szkolnej ławy przypomina bredzenie wariata. Fakty, i to wielokrotnie sprawdzane przez różnych autorów idą w kąt, zastępowane przez odgrzewaną wielokrotnie często jeszcze stalinowską propagandę. Teraz podający się za polskich narodowców polskojęzyczni Rosjanie odgrzebali esej niejakiego Jacquesa R. Pauwelsa analizującego najnowsze dzieje z pozycji… marksistowsko-leninowskich! Jak widać ten zatwardziały lewak godny jest cytowania przez naszych „narodowców”, bowiem bezkrytycznie chwali i broni Rosji, a wcześniej Związku Sowieckiego.

I tak polskojęzyczni rozpowszechniają pochodzący jeszcze z 2004 roku esej tego autora, w którym to wzorem popagandzisty z epoki Chruszczowa obarcza winą za powstanie III Rzeszy Amerykanów.

Nie dość, że bili Murzynów, to jeszcze Hitlera forowali.

Najwyraźniej my tu w Polsce nie znamy prawdy. Dlatego polskojęzyczni wzięli sobie za cel przekonanie nas, iż wszelkie opowiadania o Stalinie, który nie tylko umożliwił partii Hitlera objęcie rządów w Niemczech, a potem aż do rana 22 czerwca 1941 roku wysyłał surowce strategiczne na Zachód tak, by Niemcy mieli z czego produkować amunicję i napędzać pojazdy nie mówiąc już o zbożu, którego u Sowietów brakowało, ale za to Niemcy mogły się wyżywić, to bzdura. Lewak Pauwels pisze:

Na początku lat trzydziestych elita około dwudziestu największych amerykańskich korporacji, w tym Du Pont, Union Carbide, Westinghouse, General Electric, Gillette, Goodrich, Singer, Eastman Kodak, Coca-Cola, IBM i ITT, utrzymywała ścisłe stosunki z Niemcami. Wreszcie, wiele amerykańskich firm prawniczych, ubezpieczeniowych i finansowych oraz banków było głęboko zaangażowanych w amerykańską ofensywę finansową w Niemczech; wśród nich słynna kancelaria prawna z Wall Street, Sullivan & Cromwell oraz banki JP Morgan i Dillon, Read and Company, a także Union Bank of New York, należący do Brown Brothers & Harriman. Union Bank był ściśle związany z finansowym i przemysłowym imperium niemieckiego magnata stalowego Thyssena, którego wkład finansowy umożliwił Hitlerowi dojście do władzy. Ten bank był prowadzony przez Prescotta Busha, dziadka George’a W. Busha. Prescott Bush miał być również entuzjastycznym zwolennikiem Hitlera, ponieważ Bush wysysał mu pieniądze za pośrednictwem Thyssen, a w zamian osiągnął znaczne zyski z robienia interesów z nazistowskimi Niemcami. Dzięki tym zyskom wprowadził swojego syna, który później został prezydentem USA, do biznesu naftowego.

Prawda jest jednak inna, niż chciałby ten holendersko-kanadyjski lewak.

Otóż w wyborach 1932 roku NSDAP faktycznie odniosła sukces. W lipcowych zdobyła aż 37,4% w liczącym 608 miejsc Parlamencie. Jednak próby utworzenia rządu koalicyjnego spaliły na panewce. W tej sytuacji rozpisano nowe wybory na listopad tego samego roku.

W nich NSDAP zdobyła już mniej głosów – tylko 33,6%. Kolejne dwie partie, socjaldemokraci i komuniści, razem dysponowali aż 37.1%. W tej sytuacji utworzenie rządu socjaldemokratyczno-komunistycznego jawiło się logicznym rozwiązaniem, usuwającym z horyzontu politycznego partię Hitlera.

Jak wiemy, do tego nie doszło, i to na osobiste zalecenie Stalina, wg którego socjaldemokraci stanowić mieli największego wroga komunistów. Co było dalej, pamiętamy. W 1933 roku Hitler został kanclerzem.

Holendersko-kanadyjski lewak tak oto opisuje kolejny okres historii:

Stygmaty faszyzmu krzyżackiego Führera, jak każda inna odmiana faszyzmu, miały charakter reakcyjny i niezwykle korzystny dla celów kapitalistów. Doprowadzony do władzy przez niemieckich biznesmenów i bankierów Hitler służył ich interesom. Jego główną inicjatywą było rozwiązanie związków zawodowych, zmiażdżenie komunistów i wielu działaczy socjalistycznych, wtrącanie ich do więzień i pierwszych obozów koncentracyjnych.

W tym czasie obozy koncentracyjne hulały w najlepsze w ówczesnej Ojczyźnie Proletariatu, czyli dzisiejszej Rosji. I było ich więcej, niż kiedykolwiek później w III Rzeszy.

Ten „faszyzm krzyżacki” był niczym innym jak socjalizmem z odcieniem marksistowskim. Tyle tylko, że miał o wiele bardziej ludzkie oblicze od tego wschodniego.

Związki zawodowe, liczne w Republice Weimarskiej, zaraz po objęciu władzy przez Hitlera, zostały zastąpione przez Deutsche Arbeitsfront (DAF, Niemiecki Front Pracy). Dokładnie za wzorem Związku Sowieckiego, w którym od ponad dekady działała już Ogólnozwiązkowa Centralna Rada Związków Zawodowych (Всесоюзный Центральный Совет Профессиональных Союзов, ВЦСПС). Nic dziwnego, że poza deklarowaną wrogością oba państwa podejmowały realne kroki, by się dogadać.

Zabawne są też uwagi towarzysza Pauwelsa dot. rozwoju gospodarczego Niemiec. Jego zdaniem:

W nazistowskich Niemczech realne płace gwałtownie spadły, podczas gdy odpowiadające im zyski wzrosły i nie można było wspomnieć o żadnych kwestiach pracowniczych, a tym bardziej o próbie zorganizowania strajku bez natychmiastowej reakcji zbrojnej ze strony gestapo, co skutkowało aresztowaniami i zwolnieniami. Oczarowani tym byli właściciele i menedżerowie amerykańskich korporacji inwestujących w Niemczech i otwarcie wyrażali swój podziw dla Hitlera. Hitler zachwycił amerykański system korporacyjny z jeszcze jednego bardzo ważnego powodu: wyczarował, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, rozwiązanie ogromnego problemu Wielkiego Kryzysu. Jego środek zaradczy stanowił rodzaj keynesowskiej sztuczki w postaci zamówień i robót publicznych mających na celu pobudzenie popytu, wznowienie produkcji i zrobienie wszystkiego, co możliwe na rzecz firm w Niemczech – w tym również firm z kapitałem zagranicznym – aby bezwzględnie zwiększyć poziom produkcji i uzyskać bezprecedensowy poziom rentowności. Jednak to, co nazistowskie państwo zamawiało od niemieckiego przemysłu, było materiałem wojennym i było całkiem jasne, że polityka zbrojeń Hitlera nieuchronnie doprowadzi do wojny, ponieważ tylko łupy wynikające z udanej wojny pozwolą reżimowi na opłacenie rachunków. .

Zdaniem tego lewackiego matoła przed Hitlerem ludzie w Niemczech (tzw. klasa robotnicza) zarabiali o wiele więcej… Pauwels, mieniący się historykiem, łże zatem niczym wyliniały kremlowski kundel – Hitler doszedł do władzy w państwie targanym ogromnym kryzysem gospodarczym. Inflacja zjadała wypłaty często w drodze od kasy do domu, zaś bezrobocie sięgało w niektórych rejonach nawet 50%. Najwyraźniej pisząc Niemcy ma na myśli Związek Sowiecki. Faktycznie, tam cały wysiłek Ojczyzny Narodów był skierowany na rozwój sektora wojennego. Nawet słynna elektryfikacja była przedsięwzięciem na wskroś militarnym – prąd był potrzebny do otrzymywania aluminium. A z aluminium budowano samoloty, a także jeden z najdoskonalszych silników czołgowych W-2 (znany np. z T-34).

Nic dziwnego, że tuż obok tamy wybudowano hutę aluminium. Zagarniecie jej przez Niemców już w sierpniu 1941 roku uzależniło przemysł sowiecki od dostaw aluminium m.in. z USA, ale też i Anglii. Brak ich oznaczałby koniec produkcji czołgów i samolotów, a zatem klęskę Stalina wiosną 1942 roku.

O tym jednak holendersko-kanadyjski lewak nie wspomina. Zamiast tego serwuje kolejną opowiastkę dla mało rozgarniętych filorosjan:

Po wojnie na Zachodzie stało się powszechnym twierdzenie, że nieoczekiwany sukces Sowietów przeciwko nazistowskim Niemcom był możliwy dzięki ogromnej pomocy Amerykanów oraz że bez tej pomocy Związek Sowiecki nie przetrwałby agresji hitlerowskiej. To stwierdzenie nie jest zbyt wiarygodne.

Po pierwsze, amerykańska pomoc materialna przed 1942 r. była zupełnie nieznaczna, wzrosła długo po tym, jak Sowieci bez żadnej pomocy zakończyli natarcie Wehrmachtu i rozpoczęli pierwszą kontrofensywę.

Po drugie, pomoc amerykańska nigdy nie przekroczyła czterech lub pięciu procent całkowitej sowieckiej produkcji wojennej, choć trzeba przyznać, że nawet ten skromny wkład mógł w jakiś sposób okazać się kluczowy w krytycznej sytuacji. ZSRR skończył spłacać długi zaciągnięte w USA w czasie wojny krótko przed swoim rozpadem.

Po trzecie, sami Sowieci zainicjowali produkcję wysokiej jakości lekkiego i ciężkiego uzbrojenia – takiego jak czołg T-34, prawdopodobnie najlepszy czołg II wojny światowej – co umożliwiło im zwycięstwo w walce z Wehrmachtem. Wreszcie, szeroko nagłośniona pomoc udzielona ZSRR została w dużej mierze zneutralizowana przez nieoficjalną, dyskretną, ale naprawdę ważną pomoc udzielaną Niemcom, wrogom Sowietów przez amerykańskie firmy. W latach 1940 i 1941 amerykańskie koncerny naftowe zwiększyły eksport ropy do Niemiec, wysyłając znaczne ilości do nazistowskich Niemiec przez państwa neutralne, osiągając duże zyski.

A o ZSRS ni słowa.

Tymczasem w 1941 r., tuż przed wybuchem konfliktu pomiędzy dwoma sojusznikami, Niemcy ze Związku Sowieckiego otrzymywały aż 70% całego importu! Pozostałą część zapewniała Rumunia, Węgry, Szwecja i Hiszpania. Nie jest sporne, że pewne kampanie III Rzeszy nie były by możliwe bez pomocy Stalina – w bitwie o Anglię niemieckie samoloty w bakach miały benzynę wyprodukowaną z ropy naftowej z Morza Kaspijskiego. Podobnie pancernik Bismarck.

A domorosły marksistowski demagog opowiada o hamerykanach! Co nasze rodzime (?) matołki zapatrzone w Putina niczym w święty obrazek powtarzają…

Kompletną nieznajomość materiału lewacki matoł wykazuje również wtedy, gdy wdaje się w szczegóły techniczne. Otóż wg Pauwelsa:

Eksperci uważają, że najlepsze innowacje technologiczne GM i Forda do celów wojennych przyniosły korzyści głównie ich filiom w nazistowskich Niemczech. Jako przykład przytaczają ciężarówki z napędem na wszystkie koła Opla, które okazały się szczególnie przydatne Niemcom w błocie frontu wschodniego i pustyni Afryki Północnej, a także silniki nowego ME-262, pierwszego myśliwca odrzutowego, który był montowany przez firmę Opel w Rüsselsheim.

Messerschmitt Me-262 Schwalbe (Jaskółka) naprawdę był budowany w zakładach macierzystych oraz, licencyjnie, w zakładach Blohm und Vos oraz Staaken. Nawet silniki nie miały nic wspólnego z Oplem, były bowiem produkcji Junkersa. Dążąc za wszelką cenę do wykazania, że USA pomogły Hitlerowi, kanadyjsko-holenderski lewak miesza fakty. Otóż 23 maja 1928 roku niejaki Fritz von Opel ustanowił rekord świata na samochodzie napędzanym silnikiem rakietowym. Dopiero rok później 80% akcji firmy Opel rodzina von Opel sprzedała amerykańskiemu koncernowi GM.

Faktycznie, związek z silnikiem odrzutowym w Me-262 jest jak jasna cholera… 😉

I kolejny już babol lewackiego hersteryka:

Bernard Baruch, wysoki rangą żydowski doradca prezydenta Roosevelta, wydał rozkaz, aby nie bombardować niektórych fabryk w Niemczech lub nie bombardować ich za mocno; trudno się dziwić, że do tej kategorii należały filie amerykańskich firm. I rzeczywiście, gdy historyczne centrum Kolonii zostało zrównane z ziemią w wyniku powtarzających się nalotów bombowych, duża fabryka Forda na przedmieściach mogła cieszyć się opinią najbezpieczniejszego miejsca w mieście podczas nalotów.

Najwyraźniej Amerykanie (oraz inni alianci, w tym Polacy) za nic mieli „rozkaz” doradcy amerykańskiego prezydenta. I tak zakłady Opla w Bawarii zostały całkowicie zniszczone, zaś macierzyste w Rüsselsheim, częściowo. W każdym bądź razie zniszczenia były na tyle dotkliwe, że produkcja ruszyć mogła dopiero dwa lata po wojnie.

A Baruch? No cóż, podpadł Stalinowi i dwóm kolejnym gensekom za bezkompromisowy antykomunizm zaraz po wojnie. Jak widać lewacka nienawiść trwa nawet po jego śmierci (Baruch zmarł w 1965 r.).

Końcówka tekstu Pauwelsa kończy się niczym antykapitalistyczna agitka z Trybuny Ludu w czasach Bieruta:

Dziś wielu naszych przywódców politycznych i mediów chce, abyśmy wierzyli, że „wolny rynek” – eufemistyczny język szyfrowania „kapitalizmu” – i „demokracja” to bracia syjamscy. Jednak nawet po II wojnie światowej kapitalizm, a zwłaszcza amerykański, nadal ściśle współpracował z faszystowskimi reżimami w krajach takich jak Hiszpania, Portugalia, Grecja i Chile, wspierając ruchy skrajnie prawicowe, w tym szwadrony śmierci i terrorystyczne w Ameryce Łacińskiej, Afryce i na całym świecie.

Co prawda w tym czasie komuniści wyrzynali miliony (nawet dziesiątki milionów w Chinach), potrafili wymordować blisko 40% własnego narodu (komunista Pol-Pot w Kambodży) nie mówiąc już o powszechnej nędzy, w jaką wpędzili własne kraje.

Ale to nic, zdaniem lewaka. USA winne. Aż dziw, że nie pisze o „soldatesce amerykańskiej”.

I pewnie należałoby zbyć wzruszeniem ramion te lewackie szczyny, ale… Ale podający się za prawdziwych Polaków publikują to w necie. Sądząc zaś po komentarzach jest grupka osób łykających toto jak bocian żabę.

Polska to wolny kraj. Jest miejsce dla każdego. Niestety, rosyjskie służby wykorzystują to bezwzględnie. Właśnie stąd biorą się różni Mazgule, Frachy, Opary itp. Każdy z nich osobno stanowi folklor. Razem jednak namącili w głowach sporej gromadce osób.

A tego nie sposób już lekceważyć.

10.08 2021

fot. pixabay