Zenon Kałuża próbuje zmieścić w ośmiu tysiącach znaków doświadczenie wojny w Ukrainie, która nie jest jego udziałem a zarazem jest, jak cholera jest i nie wie jak to zrobić z dwieście dziewięćdziesięcioma dniami i ta nocą, w którą pisze te słowa.
„(…)Krzyk!– Grad! – Front!- Noc!- Strach!–
Krew! – Opór!– Siła!– Ukraina!–
Nie bać się! – Ukraina! – Nie bać się! –
Ukraina!– Nie bać się! –„
(Jurij Zawadski, „Schron”, przeł. Janusz Radwański)
Policzyłem, że kiedy skończę ten tekst, o ile nie przekroczę ośmiu tysięcy znaków na jakie umawialiśmy się z Yulia Berezhko-Kaminska, wszystkie moje posty o wojnie będą liczyły milion sto tysięcy znaków.
Nie licząc komentarzy,
Wierszy,
poetyckich parafraz,
mniej ważnych postów
albo postów pisanych przy okazji
udostępniania innych postów,
no i prócz twittów.
Bo przez wojnę zarejestrowałem się na twitterze.
Zrozumiałem, że twitter wie szybciej, potem dowiaduje się facebook,
Na końcu ociężałe gazety i telewizja.
Musiałem się nauczyć szybko oceniać wiarygodność, zwracać uwagę na szczegóły, typy uzbrojenia, na przykład model magazynka przy karabinku, szatę roślinną, porę roku, akcent ludzi, mówiących do obiektywu.
Pewnie jeszcze szybciej od twittera wiedzą kanały na telegramie,
ale uznałem, że za słabo znam języki tej wojny,
chociaż po dziesięciu miesiącach nie musze już każdej korespondencji
przez Messenger czy każdego postu po ukraińsku wrzucać do translatora.
Już poznaję litery, słowa a nawet całe frazy, takie jak
Слава Україні,
героям слава,
смерть ворогам,
Русский военный корабль, иди на хуй,
разом до перемоги
I jeszcze kilka innych.
Swoją drogą słyszeć jak Polacy pozdrawiają się zwrotem Слава Україні
Kto by pomyślał dziesięć lat temu?
Wojna sprawiła też, że nauczyłem się gdzie są na mapie średniej wielkości miasta
takie jak Lisiczańsk, Bachmut, Siwierodonieck, Izjum, Kramatorsk, Słowiańsk, Bierdańsk, Melitopol.
Już wcześniej wiedziałem, że są takie miejsca jak Gorłowka, Piaski, Debalcewe, Mariupol, Iłowajsk,
i wiedziałem, że tam zginęło pięćdziesiąt razy tyle chłopaków co w Niebiańskiej Sotni w czasie gdy biedna Europa patrzyła na Majdan.
Ale co tam Bachmut co tam Kramatorsk, skoro wojna nauczyła mnie, że są jeszcze inne miejsca takie jak Tokmak, Awidjewka, Bucza, Irpień, Hostomel, Biłohorywka, Wysokopilia, Łymań, Czornobajewka, Sołedar, Bałaklija, Kupjańsk, Swatowe, Kreminna, Popasna.
Bardzo szybko się dowiedziałem po co byłem potrzebny bogu w tej cholernej hurtowni, kiedy okazało się, że tam potrzebne też są termowizory, noktowizory, dalmierze, a ja wiem skąd je wziąć w dobrej cenie.
I szybko nauczyłem się wyjaśniać, czym się różni noktowizja od termowizji. Nie wiecie?
Termowizja pokazuje obiekty które są ciepłe, ale nie zawsze obiekt, który ciebie interesuje
będzie ciepły, na przykład czołg ze zgaszonym silnikiem, który stoi po wieżę w okopie może być słabo widoczny i to może ciebie albo kogoś innego kosztować życie.
A z kolei noktowizja, to wzmacnianie światła szczątkowego, które jest prawie zawsze w tle, więc z kolei czołg bez włączonego silnika i z włączonym będzie wyglądał tak samo, i on może wyglądać tak samo słabo.
wtedy potrzeba specjalnego oświetlacza o długości fali 940 albo 840 nanometrów.
I dowiedziałem, się bo zapytałem kogoś kto to sprzedawał, że zwierzęta tego światła też nie widzą.
Ale coś mi mówiło, że muszę się pytać dalej, bo od tego co wybiorę, może potem na froncie zależeć czyjeś życie,
więc zapytałem czy jakby, zupełnie hipotetycznie, taki jeleń miał też sprzęt do noktowizji, to czy by mógł, zupełnie hipotetycznie, wykryć, że go ktoś namierza i strzelić pierwszy gdyby, zupełnie hipotetycznie, jeleń miał broń?
I słyszałem, że sprzedawca zamilkł, a potem zapytał gdzie w ogóle my dalej odsprzedajemy ten cały stuff?
A ja powiedziałem, że tam gdzie pan wie, a ja nie muszę mówić,
i usłyszałem jak westchnął, jakby właśnie czegoś się nauczył o świecie i ludziach
i powiedział, że niestety, ale promieniowanie oświetlaczy, którego nie rejestruje oko jelenia,
rejestruje niemal każda matryca aparatu cyfrowego, na przykład w smartfonie.
Zatem wystarczy że zwiadowca jeleni przeskanuje teren przed swoim oddziałem przy pomocy aparatu w komórce i zobaczy czy i skąd go doświetlają noktowizorem.
A potem szukaliśmy gogli noktowizyjnych dla tych co jeździli z Bachmutu do Siewierodniecka,
i zastanawialiśmy się czy skoro nie ma porządnych gogli noktowizyjnych, takich amerykańskich czy izraelskich, a te porządne kosztują tyle co cztery celowniki termowizyjne, to czy nie kupić takich z aliekspress,
I dowiedziałem się, że ponieważ noktowizja to wzmacnianie światła szczątkowego, jak już wam mówiłem, to takie gogle do jazdy w nocy muszą mieć specjalną funkcję ochrony wzroku, bo inaczej założysz je na oczy, będziesz jechać w nocy i ktoś ci poświeci latarką w te gogle i możesz uszkodzić trwale wzrok bo te tanie gogle, które tylko wyglądają tak samo jak te izraelskie albo te amerykańskie – nie mają tych układów ochrony wzroku.
I wojna szybko też nauczyła mnie się co to jest i czym się od siebie różni zasięg detekcji, zasięg identyfikacji, szczególnie w termowizji.
Że na granicznym zasięgu detekcji jeleń czy sarna niczym nie będzie się różniła od strzelca wyborowego czy włączonego silnika ciężarówki. Bo będzie to po prostu jeden świecący piksel w matrycy. I ta odległość, z której uruchamia się ten jeden piksel to właśnie odległość detekcji.
A identyfikacji, to kiedy tych pikseli jest tyle, że umiesz rozróżnić jelenia od czołgu i snajpera.
I nauczyłem się czym różnią klasy wytrzymałości lunet, termowizorów, dalmierzy,
i dowiedziałem się czym się różni celownik myśliwski od taktycznego, zwanego też sportowym.
Znajomy myśliwy mi powiedział, że myśliwska broń jest skalowana na bliskie dystanse, bo zwierzę się podchodzi i strzela się z bliska, żeby zabić, najlepiej od razu, żeby zwierzyna się nie męczyła.
A taktycznie czasem strzelasz żeby zabić a częściej jednak żeby wykonać zadanie bojowe, a to nie to samo. I mówił, myśliwy strzela w lesie, w ruchu, między drzewami, krzakami, nie ma warunków do strzelania na średni i daleki dystans.
Także, dowiedziałem się, dla naszych trzeba kupować lunety taktyczne, nie myśliwskie, chociaż wydawałoby się, że jest na odwrót.
A w ogóle to też przez tą wojnę zaczęliśmy chodzić na strzelnicę z żoną. Żeby ręce nie drżały jak się wkłada naboje do magazynka, żeby oduczyć się podnoszenia głowy po każdym strzale, niby, żeby sprawdzić efekty, żeby się nie bać, tego co broń robi z twoim ciałem.
I powiedziałem jeszcze dziewczynie, zaraz na początku, że pamiętaj, ja zostaję, a ty jedź z dziećmi do Berlina, tam jest umówiona meta.
Coś mnie tak podkusiło, znajomy opowiadał, że mu firma budowlana wysiadła, bo wszyscy Ukraińcy powiedzieli – ni chuja i pojechali do siebie, bronić kraju. I mówi – nie mam kim robić.
W tym samym czasie dziewczyna mi opowiadała, że kolejki po paszporty nagle zaczęły się pod urzędem ustawiać o drugiej w nocy, wszystkie Polaczki przypomniały sobie o tym, że rodziny mają w szikago, misissaga i innych niujorkach.
A ja pomyślałem, jedźcie, jedźcie, ja zostanę.
Pouczę się jeszcze trochę strzelać z Dragunowa, Kałacha, M4. Zostaję.
Nauczyłem się też, że to ryzykowne, zapytać znajomego w czasie wojny, czy czegoś mu nie potrzeba.
Bo zapytałem w pierwszym tygodniu wojny znajomego, czy czegoś nie potrzebuje,
a on mi napisał – załatw nam sanitarkę, nie mamy czym wozić rannych z Irpienia.
Rozumiecie, jeżdżę wysłużonym dwudziestoletnim samochodem na stację kolejową i dalej pociągiem do pracy, bo ten mój osiołek jest naprawdę zużytym samochodem, a facet pisze – weź załatw sanitarkę, tak o.
Ale okazało się, że jeżeli umiesz opowiadać historię – to ludzie będą ciebie czytali, podawali dalej a od słów czasem zaczną się dziać rzeczy.
Napisałem na fejsbuku, hej ludzie, mój kumpel, poeta, potrzebuje sanitarki dla swojego batalionu i w ciągu trzech dni znalazł się inny znajomy, też poeta, który powiedział, mam, kupiłem sanitarkę, jedziemy, po prostu.
No i pojechaliśmy.
Ale co to jest nasza sanitarka, skoro taki koleś z twittera – #Exen ze swoim zespołem dostarczył na Ukrainę czterdzieści terenówek.
Korea Południowa, takie państwo, przemysłowa potęga Azji przekazała Ukrainie sto terenówek.
#Exen, taki chłopak z Polski i jego ziomale i Ziomaki – przekazał ich czterdzieści.
Także kiedy napisał do mnie Bożydar Pająk, hej zbierzmy kasę i kupmy helikopter, to już nie stukałem się w czoło, tylko pomyślałem – pewnie, kupimy helikopter.
Nie jeszcze nie kupiliśmy, ale mamy prawie 20% potrzebnej kwoty.
Wojna nauczyła mnie, że żaden gniew nie jest bezsilny, każdy gniew potencjalnie prowadzi do działania i dlatego jest cenny świadomie przeżywany
Gniew.
Widzisz dziecko przy trumnie ojca, który zginął na wojnie i prosisz internet, żeby ci pomógł ustalić skąd jest ten chłopiec, jak ma na imię, gdzie mieszka
I nie mija doba a już wiesz i robisz ze znajomymi i coraz częściej nieznajomymi w ogóle zrzutkę na
samochód sterowany radiem, albo klocki lego, czyli marzenie chłopca, które kiedy się spełni – to on się uśmiechnie, mimo, że wywołana przez rosję wojna zabrała mu tatę.
Także nie wierzcie wszystkim, co pierdolą, że tak to straszne, wojna, ale co ja , ty, my możemy zrobić? A potem dorzucają z cynicznym uśmieszkiem, że może nawet coś można, ale to i tak pozbawione znaczenia.
Zupełnie nieprawda.
Każdy może coś zrobić
i cokolwiek zrobisz, to jest więcej niż nic,
a wszystko co jest więcej niż nic,
ma znaczenie.
Jeżeli sobie dasz wmówić, że jest inaczej, to ci, którzy chcą twojej bierności – już wygrali walkowerem, już cię mają, już mają mnie,
a tu trzeba powiedzieć gromko „idi nachuj” i robić swoje.
Zrozumiałem też, co mnie różni od papieża Franciszka, kanclerza Scholza, prezydenta Macrona.
Bowiem nauczyłem się myśleć o możliwym świecie w którym nie byłoby w ogóle rosji,
w którym rosja byłaby zamkniętym rozdziałem ludzkiej cywilizacji. Byłaby jakaś republika petersburska, Jakucja, Buriacja, Tuwa, Syberia Wschodnia,
ale rosji by nie było.
Przecież nie ma imperiów wiecznych, nawet Rzym upadł, a o państwie Hetytów wiedzą tylko nieliczni badacze starożytności,
a co dopiero jakaś tam rosja.
Moi znajomi z Ukrainy, a tych od początku wojny bardzo mi przybyło, mówią:
– Kijów moskwę ochrzcił,
Kijów moskwę pochowa,
a ja myślę – czemu nie,
do niczego nikomu ta rosja nie jest w obecnej formie potrzebna,
przynosi biedę, śmierć, gwałt i zniszczenie,
także Rosjanom.
I rzeczywiście mam wielu znajomych z Ukrainy, dużo więcej niż przed wojną, wszyscy żyją, nie są ranni,
umawiamy się po wojnie na wakacje na Krymie,
i policzyłem sobie, że jakby chciał ich wszystkich odwiedzić i spędzić jeden dzień to pomału urlopu zaczyna mi brakować.
A na razie oni mówią:
– dzięki, że o nas pamiętacie, że nie zapomnieliście, że jesteście z nami,
a ja mówię,
jak sąsiadowi się pali dom, to się pomaga,
to normalne, nie ma za co dziękować.
I mówię, przecież to my możemy wam dziękować, bo ta cała horda rzuciła się na was, a wy jej i tak spuszczacie wpierdol.
I kiedy cały świat mówił, że rosja to mocarstwo,
to jakoś jedna Ukraina powiedziała, no chodź szumowino,
chodź na solo, pokaż co umiesz. A ona głupia poszła i zbiera
w dziób.
I znajomi z zachodu pytają czasem czy ja się nie boję rosji, bo atomówki, bo mocarstwo, a ja im wtedy mówię, że nie, bo
Ukraina
nauczyła mnie
nie bać się.
Po prostu,
Ukraina,
nie bać się.
( i wyszło jedenaście tysięcy znaków)
_______________________________________________________________________
Bardzo dziękuję wszystkim za wszelkie objawy sympatii, udostępnienia, lajki, komentarze taktyczne.
Bardzo dziękuję za wszystkie wpłaty na zbiórki, jest ich sporo, ale widzę, że co post, to ktoś się dorzuca, kap , kap, kap.
Bardzo też dziękuję za wszystkie wirtualne kawy na buycofee.to. Osiołek tez dziękuje.
Dziękuję też za wspieranie mojego tutaj pisania poprzez wirtualne kawy w serwisie buycofee.to. Dziękuję za wszelkie objawy sympatii – lajki, udostępnienia, komentarze oraz – a jakże – wirtualną kawę postawioną tu i tam na buycoffe.to – link tutaj.
Póki co ciągle zachęcam do wsparcia zbiórki BBożydar Pająk Ważny jest tyleż grosz, co podrzucanie linków do zbiórki gdzie kto może – wykop, tik-tok, twitter, telegram, sam już nie wiem.
Dzisiaj tradycyjnie wrzucam zbiórkę na batalion medyczny (link tutaj) Медичний Добровольчий Батальйон Госпітальєри • Hospitallers Paramedics
– zbiórkę Bożydar Pająka na helikoptery ewakuacji medycznej (link tutaj).
Trzymajcie się!
Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.
Fot. MON
Autor: Radosław Wiśniewski Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.
Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74
Zostaw komentarz