„My leżelim, a pan major stojał ‒ opowiadał mi jeden z żołnierzy zaraz potem ‒ to pewno coś zobaczył. Każdemu ciekawość: czołgi nasze idą? Niemcy poddają się?… A pan major podniósł wysoko but i krzyczy: >>Dobry znak, chłopcy! W gówno wdepłem!<<. To my roześmiali się tylko i poszli. Kużden jeden pomyślał ‒ jak stary takie szpasy odwala, to pewno nie już taki ostatni koniec”
(Melchior Wańkowicz, „Monte Cassino”)
Od trzech dni karierę w moim otoczeniu robi artykuł pewnego dziennikarza z onetu i konkluzja, która została wybita na lead tego artykułu, że Ukraina przegrywa te wojnę i że lepsza jest zła prawda niż coś tam.
Takie ustawienie języka sugeruje, że ten pan, Pan Wyrwał wie jaka jest prawda bo był, jest w Donbasie i teraz mówi to, czego nie mówią wszyscy inni eksperci, znawcy, komentatorzy. On wie to, czego nie powie wam generał, major, kapitan, czego nie powie Marcin Ogdowski, nie napisze Marcin Jop, nie wspomni Mikolaj Susujew czy Zła Ambasada, Jarosław Wolski i w ogóle nikt. On wie i widzi, że Ukraina przegrywa.
Myślałem, ciul tam, nie otworzę gęby, nie byłem w Donbasie, a w czasie wojny do Ukrainy wjechałem na kilka godzin zdać sanitarkę, którą kupił Dariusz Piszewski i zaraz wyjechałem.
Ale przeczytałem tego Wyrwała, podzieliłem się uwagami z starym kumplem na messnegerze i tyle. Opinia to opinia, jedna z wielu, jedne są takie, a drugie są inne, biorąc poprawkę na mgłę wojny – może mieć rację, ale nie musi. Zimna krew, spokój i robić swoje.
Ale widzę, że mija dzień trzeci i opinia reportera Wyrwała zaczyna chadzać nie jako opinia ale prawda. No tak, w leadzie wybito bon mot, że lepsza zła prawda niż coś tam. Bo to się klika prawie tak dobrze, jak wyłącz telewizju włącz myśleniu. Każdy chce poznać prawdę. No i wychodzi – krok po kroku, że reporter Wyrwał jest depozytariuszem prawdy. Prawdę posiadł i rzecze jak jest.
Tego to nie lubię – jak śpiewał Janerka.
Nie mam czasu jechać po całości, ale jednak na kilka przesunięć w tekście reportera Wyrwała jednak zwrócę państwa uwagę. Bo państwo może czytali. A jak nie – to zwrócę uwagę i tak, bo moim zdaniem to są -delikatnie rzecz ujmując – które ludziom o dobrych i złych charakterach będą się zdarzać, z różnych powodów. Charakterologicznych, osobowościowych ale może i innych – światopoglądowych albo chęci manipulowania emocją.
Na przykład napisał reporter Wyrwał, uzasadniając leadową konkluzję, że rosja wygrywa a Ukraina przegrywa bo rosja ma teraz, 31 maja więcej ukraińskiego terytorium we władaniu, niż miała 24 lutego 2022 roku.
Niby patrzysz na mapę i się zgadza.
Tylko ja zapytam – a gdzie była trzecia armia pierwszego świata w marcu? Czy aby nie pod Czernihowem, Kijowem, Sumami, Charkowem? I czy aby wtedy nie miała jeszcze więcej terytorium pod kontrolą? I czy teraz nie ma mniej niż wtedy? I czy to nie znaczy, że już przedupiła część kampanii, kilka bitew i musiała się cofnąć?
Nie trzeba być mistrzem mapy, żeby widzieć, że rosja miała więcej, przez chwilę, chciała więcej i musiała się cofnąć. Co więcej cofała się tak, że nie zacierała nawet śladów zbrodni. Nie miała czasu albo nikt o tym nie pomyślał.
Jeżeli tak się przegrywa wojny, że zmusza się przeciwnika do wycofania, to szkoda, że mój kraj tak nie przegrał kilku bitew.
Pomijam historyczne rozważania o tym, czy teren jest głównym czynnikiem decydującym o tym, czy ktoś wygrywa czy przegrywa wojny. Przykład? W 1809 roku Józef Poniatowski po krwawej bitwie pod Raszynem zdecydował żeby – uwaga – nie bronić za wszelką cenę Warszawy, ale zachować zdolność do manewru. I armia, chociaż moralnie to było wydawałoby się niemożliwe do dźwignięcia opuściła bez walki Warszawę. Ale nie chcę grzęznąć w historycznych analogiach i piętrowych założeniach, że oczywiście inne czasy, inne armie i tak dalej.
Innym przesunięciem w tekście Wyrwała, niemal tożsamym z przesunięciem narracyjnym rosyjskiej propagandy to jego opowieść o celach jakie rosja sobie stawiała rzekomo w tej wojnie. Wyrwał nie napisze, że celem władimira wampirowicza było obalenie rządu w Kijowie i wchłonięcie Ukrainy. Nie. Wyrwał pisze o tamie na Dnieprze o zasobach węglowodorowych Donbasu, bez których Ukraina nie da rady. Rzeczywiście, czytam o tej wojnie trzy miesiące, czytałem o zaporach na Dnieprze, ale nie wiedziałem oto że one były głównym celem wojsk rosyjskich i ich zajęcie wyczerpuje ambicje okupantów.
Ogólnie mawiali u nas na psychologii, że podstawą sukcesu w psychoterapii jest udana redefinicja problemu. Innymi słowy jak ci pacjent w wieku 56 klat szcza do łóżka, można sprawić, żeby nie szczał do łóżka, a można zredefiniować problem i sprawić, żeby pacjent był z tego dumny.
I operacja narracyjna reportera Wyrwała przypomina taką redefinicję problemu. Jak znika z analizy pierwotny cel wysłanników mordoru, to rzeczywiście zaraz wyjdzie, że od początku chodziło o zajęcie Siwierdoniecka.
Potem zaś reporter Wyrwał dostrzega, że Ukraina ma długie granice i pisze o zagrożeniu militarnym z Naddniestrza. I z Białorusi. I w ogóle zewsząd i dlatego dostawy z zachodu nie dadzą nigdy rady.
Oczywiście zagrożenie zawsze jest, ale jak to pisało wielu – w tym tych, których próbuje unieważnić reporter Wyrwał, bo wojskowi, generałowie, majorowie, to co oni tam mogą wiedzieć – nie takie wielkie. Naddniestrze to wąski pas ziemi o powierzchni może dwóch-trzech powiatów i bazuje tam kilka tysięcy żołnierzy, którzy są archaicznie wyposażeni i nie palą się do walki. Może by sie zapalili, gdy wyszło poważne uderzenie na Odessę albo desant, ale do tego jakoś nie wydaje się blisko.
Także dlatego, że obrona przeciwokrętowa Odessy się wzmocniła, a na odcinku między Mikołajowem a Chersoniem ostatni atakującą stroną i wygrywającą jest Ukraina. Tak to tam, jest lotnisko Czronobajewka masakrowane dwadzieścia razy przez ukraińska artę.
A wspominam o tym nie bez kozery, bo reporter Wyrwał pisze następnie w trybie oznajmującym że strona rosyjska ma zdecydowanie lepszą artylerię. A Wyrwał to wie, bo widział rannych w ukraińskich szpitalach po ostrzale arty.
No i okej, gdyby to była opinia w stylu – widziałem rannych, arta naprawdę zbiera srogie żniwo – to nie byłoby się z czym kłócić. Ale kiedy opinia brzmi – rosjanie mają lepszą artylerię bo widziałem stu ukraińskich rannych, to jakoś nie widzę związku.
Artyleria to paskudne narzędzie walki i rany od niej są rzeczywiście ciężkie i jak pocisk padnie w pole to bywa że zmiecie kilka osób na raz a jak idzie nawała, to nie wiem jak jest, bo nie przeżyłem, ale ludzie co przeżyli opowiadali mi, że naprawdę chce się wypierdalać z własnej skóry, nie z miejsca gdzie się jest, ale z siebie.
Tylko, że to nic nie mówi o jakości działania artylerii. Jak się artylerię ustawi ciasno i zwali atak artyleryjski na wąski pas obrony to artyleria zawsze coś trafi. Schody zaczynają się wtedy gdy trzeba przeprowadzić manewr, poprowadzić ogień za swoimi siłami, zaskoczyć przeciwnika, trafić precyzyjnie w cel 20 i więcej kilometrów za swoimi liniami, wykonać atak kontrbateryjny.
Mogę powiedzieć, że tak na sto procent to nie wiem kto a lepszą artylerię, ale nie ma żadnych dowodów na to, że są to rosjanie. Powiem więcej – styl stosowania tej artylerii, jej komasowanie na wąskich odcinkach świadczy raczej o tym, że być może mimo przewagi ilościowej – nie jest z tą artą tak dobrze.
I ostatnia rzecz, najważniejsza. Nad wszystkim unosi się taki duch, do którego trudno strzelić, ale się go wyczuwa. Że tej wojny nie da się wygrać bo to rosja a rosja jest przecież niepokonana.
Acha. Dlatego przegrała wojnę krymską, wojnę z Japonią, pierwszą wojnę światową, wojnę z Polską w 1920 roku i wojnę w Afganistanie.
Wojna ma to do siebie, że rozciąga się w czasie, strony próbują narzucać sobie styl rozgrywki, cele, metody. Nie zawsze jest tak, że od razu, po miesiącu, po dwóch, po trzech wiadomo kto wygrywa a nawet jak jedna strona zaczyna przegrywać – to zawsze los się może z nagła odmienić, bo wygrywający mają tendencję do popełniania błędów.
Ale póki co – Ukraina walczy. Walczy na śmierć i życie, walczy krwawo, walczy z pomysłem, zimną krwią, szkoli rezerwy, wchłania błyskawicznie pomoc sprzętową. Tam są moim znajomi, znajomi moich znajomych. Też są na pierwszej linii i też mają swoją opowieść. Nie ma w niej mowy o tym, że przegrywają. Nie mówią, do zobaczenia po wojnie, tylko „po zwycięstwie”. I dopóki oni walczą nie ośmieliłbym się im powiedzieć – przegrywacie.
Nie. Walka trwa. I walkę prowadzi się do końca.
Nie sądziłem, że w Polsce trzeba sobie to wyjaśniać.
The illegal and unprovoked invasion of Ukraine is continuing.
Losy się ważą. I tutaj, w necie, u Ciebie u mnie na profilu też jest wojna. I w Twojej głowie, sercu, w moim – też.
także co tam wyrwał Wyrwał to wyrwał. A tutaj równamy szereg i do boju.
Dobrego dnia wszystkim, codziennie coś dla zwycięstwa, niech będzie dziesięć złotych, szer, klik.
Wytrwałości nam – odwagi im.
Слава Україні
fot. Pixabay.com
________________________________________________________________
cichy ban trwa, dzięki za wsparcie – szery , kliki, lajki.
trwają różne zbiórki – wrzucam link do w komentarze. A grupa ludzi, w tym związanych z projektem Wyleczyć z wojny zbiera na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers.
kto ceni moje regularne, wytrwałe pisanie i chce mi postawić kawę, jedną z tych, które w liczbie trzech żłopie codziennie – nie będę się kłócił.
Pisał będę i tak i tak, bo inaczej nie umiem, ale taka mikrogratyfikacja zawsze daje dodatkową satysfakcję i poczucie bezpieczeństwa, że jakby co załatam dziurę w domowym budżecie.
Ciągle działa mój kawomat – nie przypominam przy każdym poście, bo uznaję, że nie każdy post, nie każde dzielenie się tutaj ma cechy pracy.
Nadal można mi postawić kawę w serwisie buycofee.to, link TUTAJ. Wrzucam go tylko wtedy kiedy czuję, że stworzenie danego postu było w jakiejś mierze pracą, bez cudzysłowu. Wymagało premedytacji oraz nakładu czasu i energii większego niż prosty bluzg typu usiadł i napisał.
Za kawy także dzięki.
Trwa też zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.
Autor: Radosław Wiśniewski Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.
Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74
Zostaw komentarz