„W ostatnich dniach doszło do intensyfikacji rosyjskich działań dezinformacyjnych; Rosja konsekwentnie próbuje siać chaos informacyjny oraz manipulować obrazem agresji na Ukrainę – podkreślił w czwartek rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.
Żaryn na Twitterze stwierdził, że rosyjskie działania dezinformujące, wzmożone w ostatnich dniach, są obliczone na „zmianę percepcji sytuacji przez Polaków”. „Rosja konsekwentnie próbuje siać chaos informacyjny oraz manipulować obrazem agresji na Ukrainę” – stwierdził.”
Bany się sypią po znajomych, nikt już nie kontroluje chyba ile i za co. To wygląda na wysiew botów z fejkowymi kontami, które potem automatem zgłaszają posty, konta, komentarze stosując pewnie wyszukiwanie przez słowa klucze. Na przykład te słowa z Tolkiena.
I się sypie. Obniża się napięcie społeczności. Wychodzą na pierwszy plan kotki, pieski, jedzonka, pierwsze fotki urlopowe, wojna się przykrywa, przysypuje. A chuj nas ta wojna. A i tak nie mam ja, ty, nikt na to wpływu. Panie, jedni drugich warci. I tak się przegina funkcja, przesila się i w końcu wychodzi na to, że jaka wojna, na lody poszliśmy dzisiaj przecież, słońce świeciło, ciesz się chłop tym co masz, co ci z tego wzmożenia, kup se grządkę do pielenia.
Nie jestem naiwny, żeby uważać, że zależy ode mnie wiele. Albo od Was, każdego, każdej kto mnie czyta. Ale koncepcja myślących kamieni, świadomych ziaren piasku, które potrafią zatrzeć swoim oporem spore kołowroty jest mi miła i bliska.
I nie jest to tanie romantyzowanie wojny, tylko uznanie, że ktoś tu został postawiony w sytuacji granicznej, dosyć blisko i ani zipnie. A zatem „… jak powiedział to ktoś inny – możesz więc wpłyń na bieg lawiny”. Cytat z pamięci. Sami wiecie z kogo.
Dzisiaj akurat sfinalizowaliśmy na jednym froncie wysyłkę termowizora o sporym zasięgu tam, gdzie trzeba.
I pewnie w sobotę albo w niedzielę tam gdzie się należy pojedzie siedem czy sześć celowników, co udało się przy pomocy telefonów i rozmów chujwiskund załatwić na innym froncie.
Gdyby nie wzmożenie tutaj i w wielu innych miejscach, prosty upór zwykłych ludzi, drobne gesty wsparcia na ten sprzęt by się pieniądze nie uzbierały nigdy. Nie są to czołgi, ale są to konkrety. Po kilka tysięcy sztuka.
Tak samo jak zrzutka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers która toczy się trzeci miesiąc i osiągnęła 850% założonego celu, czyli 5000. Większość tej kwoty trafiła do adresatów.
Od razu wyjaśniam – dlaczego większość a nie całość. Bo zrzutka ciągle trwa, a ja przekazuję kasę partiami.
Bez pisania, podawania sobie jeden drugiemu i bez emocji zbiórka by nie ruszyła, a co dopiero, żeby dała jakiś efekt.
Przypomnę – dzięki dobrej organizacji i wsparciu w ramach działań medycznych przeżywalność rannych, wszystkich, po ukraińskiej stronie oscyluje około 80%, po tamtej stronie (nie, nie użyję słów kluczy) – 30 – 50%.
Te 42 tysiące złotych to kawałek, bardzo drobny, tej historii.
To także wynik czegoś co nieuchwytne, ale co nazywa się ogólną atmosferą, a tę można współtworzyć, na przykład pisaniem. Nawet za cenę tych głupich blokad i banów. Ban na fejsie robi się jak rana na wirtualnym polu walki.
A skoro o banach i czołgach mowa – pamiętacie zdjęty przez administranturę fejsboga post o polskich czołgach w liczbie grubo ponad 200 oddanych Ukrainie?
Pisałem wówczas, że niestety, z jednej strony te nasze T-72, są jako wozy nieco gorsze od ukraińskich T-64, chociaż dzielą z nimi wady post-sowieckich czołgów. Mają za to lepsze przyrządy łączności, być może polski system dowodzenia, który całkowicie rewolucjonizuje coś, co się nazywa świadomością sytuacyjną załogi, dowódcy. Mają też może lepsze przyrządy do widzenia i celowania w nocy. Pisałem też o tym, że te nasze czołgi nie mają pancerza reaktywnego, tych specjalnych kostek wypełnionych materiałami wybuchowymi, które mają redukować siłę pocisku kumulacyjnego, przeciwpancernego uderzającego specjalnie uformowanym strumieniem rozgrzanego powietrza i płynnego metalu.

No, to wczoraj wypłynęły zdjęcia tych naszych, chociaż już nienaszych T72M jadących na front. Mają już nałożone eleganckie kostki pancerza reaktywnego, zdaje się że czeskiej produkcji. Także taka to wojna – nasze czołgi na licencji sowieckiej, zmodyfikowane po polsku, wyposażone w czeski pancerz reaktywny pod flaga Ukrainy jada młócić sami wiecie kogo.

Sytuacja przypomina zaś dwóch wyczerpanych bokserów w bóg wie której rundzie jak wchodzą w klincz i jeden bije po żebrach i drugi, a obaj potwornie zmęczeni. I tak dołem się nawalają, ale głowę jeden na ramieniu drugiego opiera.
Azowstal skapitulował. Na rozkaz. Teraz obrońcy mają być wymienieni na jeńców drugiej strony. Politycy z Moskwy wyją i pohukują tu i tam że należy sądzić ich, specustawę nawet napisać. Ale w tym samym czasie potajemnie służby wiecie kogo wywożą ciała z Teatru w Mariupolu. Pamiętacie jeszcze? Wielki napis „Dzieci” przed teatrem.
Dokładniej o tym pisze Zła Ambasada , Marcin Jop, Marcin Ogdowski – zaglądajcie do nich, dzielcie się informacją – oni też już dostali bany i shadowbany.
Od siebie dodam tylko tyle, że na Łuku Donbasu naprzód, nie ma co ukrywać, że w żółwim tempie i za cenę wysokich dziennych strat posuwa się tylko jedna strona. Próba większego kontrataku ukraińskiego na południe Zaporoża raczej się nie powiodła, ale rzeczywiście jeżeli gdzieś oczekiwać mocniejszego uderzenia to gdzieś w ten lądowy korytarz jaki wyrąbano z Krymu przez Melitopol, Mariupol do Rostowa. Teren jest rozległy, trudny do gęstego obsadzenia i przygotowania do obrony.
Bo na przykład Chersoń, mimo, że pewnie znowu zaraz ktoś ostrzela Czornobajewkę ma od zachodu dwie linie obrony i ciągle się rozbudowuje. Czołowy atak tam nie ma sensu. Ale gdzieś między Łukiem Donbaskim a Dnipro – czemu nie, za jednym zamachem odcina się zaplecze Krymu, np. zajmując Nową Kachowkę, odcina się Chersoń od zachodu i przerywa lądowy korytarz.
No nie jest to hop siup i tak łatwo, ale jakby dobrze tego kopa wymierzyć to mogłaby to być jedna z ostatnich bitew tej wojny. Ale nie wiem czy przed latem zbiorą się wystarczające siły, czy te, które są wytrzymają zanim zbiorą się te nowe oddziały.
Na razie pod Izjum stoją, nad Dońcem powoli naprzód, za Popasną też tamci naprzód, za to na wschód od Charkowa nasi pono sforsowali Doniec. I to już wygląda poważnie, bo to trochę tak, że tamci idą na południe a tutaj od północy ktoś może zacząć odcinać im drogi zaopatrzenia.
Poważna sprawa powiadam. Mimo kapitulacji Azowstalu
losy się ważą.
A ja czuwam, chociaż może nie ma to wielkiego sensu.
I powtarzam
Слава Україні o poranku
Слава Україні o zmierzchu.
_______________________________________________________________________
Nadal mam tak zwanego „shadowbana” – nie mogę publikować, komentować w grupach a widoczność moich postów jest obniżona poprzez zrzucanie ich w dół newsfeeda. Dlatego za każdy dobry gest – zostawienie reakcji pod postem l komentarz, polecenie znajomym, kliknięcie „obserwuj”, udostępnienie posta – serdeczne buk zapłać.
Można też postawić mi kawę w kawomacie – osiołek rży radośnie, a ja liczę drobniaki. Link TUTAJ.
Proponuję też subować blog Dziad z Kiełczowa – link Tutaj – jakbym tutaj dostał ostrego bana, zawsze mogę być tam. Piszę o tym bo na razie jest jedna osoba na stałe śledząca.
Jeśli uważasz, że to co robie zasługuje na wsparcie, to proszę postaw mi kawę klikając tutaj, link: buycoffee.to/radek_wisniewski
Autor: Radosław Wiśniewski Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.
Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74
Zostaw komentarz