Działalność warszawskich urzędników zmusza mnie od czasu do czasu do aktywności społecznej. Czas temu ratowałem piękną topolę, która przeszkadzała komuś na parkingu, teraz ratuję mokotowskie ogródki działkowe.
Niestety – we współczesnych realiach ekonomicznych wciąż najtańszym sposobem na wzbogacenie się jest przejęcie za bezcen słabo chronionych zasobów przyrodniczych.
Post-PRL-owska forma Ogrodów Działkowych jest przykładem takiego słabo chronionego zasobu, który urzędnicy mogą łatwo przejmować „w interesie społecznym” uzasadniając to różnymi potrzebami. W przypadku rodzinnych ogrodów działkowych na czerniakowskim zakolu Wisły uzasadnienie przekształcenia rekreacyjnych terenów zielonych w teren pod zabudowę jest banalne. W warszawskim Wydziale Architektury Urzędu Miasta powiedziano mi, że jest to po prostu atrakcyjny, dobrze skomunikowany teren a miasto cierpi na deficyt zabudowy mieszkalnej. Dowiedziałem się także, że takie planowanie wynika z popularnej ostatnio koncepcji przeciwdziałania tzw. suburbanizacji, czyli „rozlewania się” przedmieść. Jednym słowem – lepiej wyciąć setki dorodnych drzew i zabetonować pięknie utrzymany, pół-dziki teren w obrębie miasta, teren będący ostoją wielu gatunków fauny i flory, włączając tak rzadko widywane w miastach zwierzęta jak sarny, bobry, remizy czy gile.
Czerniakowskie ogrody działkowe stanowią bowiem, pomimo przedzielenia wiaduktem Trasy Siekierkowskiej, pewną jedność z ekosystemem rezerwatu Jeziorka Czerniakowskiego. Wiele gatunków zwierząt stale migruje między tymi terenami, dzięki czemu pojemność przyrodnicza Jeziorka Czerniakowskiego jest znacznie większa, niżby wynikało z areału samego rezerwatu.
Działalność Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy jest przepełniona obrzydliwą hipokryzją. Urzędnicy lekką ręką niszczą dojrzałe, pełnowartościowe zasoby przyrodnicze w zamian proponując „nowe nasadzenia”, czyli de facto krzaczki, które drzewami staną się za kilkadziesiąt lat, mając zarazem gębę pełną proekologicznych frazesów. Kilka lat temu wojewoda Zdzisław Sipiera zaskarżył w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym plan miejscowy dla okolic Jeziorka Czerniakowskiego, w którym przewidziano likwidację i przekształcenie pod zabudowę większej części otuliny rezerwatu. Teraz to samo lobby deweloperskie próbuje znaleźć sposób na przejęcie terenów rod-owskich po drugiej stronie Trasy Siekierkowskiej. Zawsze znajduje tu przychylność usłużnych warszawskich urzędników, których działania firmuje uśmiechnięty, über-postępowy prezydent Rafał Trzaskowski.
Zostaw komentarz