Jednym z największych błędów prawicy po 1989 r. było umocowanie „nauczania religii” w szkołach publicznych.

DLACZEGO?

Ano dlatego, że prawica nic a nic nie zrozumiała, że nauczanie „religii” w szkołach publicznych, czyli użycie nominalnie świeckiej szkoły do wpajania określonej formy konfesyjności może z sukcesem odbywać się wyłącznie wówczas, jeśli całe otoczenie kulturowe jest zdecydowanie konfesyjne.

W przeciwnym wypadku będą pojawiać się napięcia, gdyż konfesyjna propedeutyka staje się izolowaną wyspą wyjętą z ogólnego paradygmatu naukowej racjonalności i liberalnej hierarchii wartości, na jakich opiera się świecka szkoła.

Rozsądnym wyjściem byłoby uznanie, że szkoła publiczna nie jest właściwym miejscem dla formacji religijnej, ale jest jak najbardziej odpowiednim miejscem do przekazania uczniom „wiedzy o religijności”. Takie religioznawcze i filozoficzne podejście pozwoliłoby na przekazanie kolejnym pokoleniom w ramach języka sekularnego oczywistego faktu, że religie są kluczowym elementem kultury, bez zrozumienia którego nie sposób prawidłowo w niej uczestniczyć.

Takie ujęcie przedmiotu stworzyłoby też miejsce dla swobodnej dyskusji wokół duchowości i roli elementów transcendentalnych w kulturze.

Tymczasem prawica zadowoliła się katechetyzacją, czyli oddała formację intelektualną młodych pokoleń Kościołowi.

Oczywiście – co było do przewidzenia – Kościół zrobił to skrajnie niekompetentnie, gdyż wszystko na co było go stać, to powtarzanie do upadłego modelu wychowawczego sprzed 1989 r., kiedy wychowanie katolickie było po prostu powszechną formą odsunięcia się społeczeństwa od reżimu komunistycznego,

Model ten nie sprawdził się i NIE MÓGŁ się sprawdzić w realiach współczesnej presji medialnej lansującej odmienne od tradycyjnych style życia i odmienny od katolickiej ortodoksji system wartości. Mówił o tym wielokrotnie ksiądz Andrzej Kobyliński ostrzegając przed lawinowo postępującą sekularyzacją młodzieży szkolnej.

Jednak instytucjonalny Kościół nic sobie z tych przestróg nie robił a środowiska prawicowe nadal tkwią w paradygmacie nauczania religii jako formacji religijnej. Katolicki portal deon.pl przekonuje, że „nauczanie religii jest normą w Europie”.

No dobra – pytam się. I co z tego, głąby?

Prawica musi odsunąć się od bigoterii! Katolicka bigoteria to śmierć!

Tym, na czym powinno zależeć prawicy, to nauczanie wiedzy o religii a nie katechetyzacja.

Tylko tak można dziś ocalić resztki zrozumienia tego, czym jest religia i jak ważną funkcję kulturotwórczą pełni.

Obraz sspiehs3 z Pixabay