Nic mnie nie zatrzyma jeno grób! Zawsze pracowałem w imię polskiej racji stanu. Zastraszyć się nie dam. Informuję publicznie, że po „koleżeństwie” rozsyłany jest mail zatytułowany „krótkie podsumowanie działalności renegata Wrońskiego”. Pisownia oryginalna. Styl też, przypominający inny „krótki” kurs – WKPB. Chciałem go opublikować, ale proszono mnie bym tego nie robił, bo mail zawiera odniesienia do osób niezaangażowanych w żadną działalność lub publicznych i tylko dla tego uszanuję tą prośbę. W mailu złamano też pewne tabu, bo uderzono we mnie, wykorzystując moje prywatne sprawy i tragedie.

Ale wróćmy do maila. Jest on w sumie dla mnie nobilitujący. Autorzy, bo jest ich dwóch, twierdzą, że „zdradziłem służbę”, wiążąc się z prawicą w roku 1992, a nawet wcześniej – w latach osiemdziesiątych. Ostatnia sugestia ma tłumaczyć walkę o ujawnienie zbioru zastrzeżonego, bo wtedy zdobędę dowody uwalniające mnie od restrykcji ustawy „07”. Dowodem mojej „zdrady” ma być fakt mojej wizyty, wraz z kilkoma kolegami, u szefa UOP w roku 1992 i rozmowa na tematy operacyjne. To ciekawe, bo potem i ja, i autorzy maila, wielokrotnie rozmawiali z innymi szefami UOP i nie była to zdrada. Tylko rozmowa z Tym Szefem uznana za zdradę została i „koleżeństwo” oburzyło się strasznie. Nie dziwię się. Nigdy nie byłem poprawnym politycznie oficerem i takim samym emerytem jestem.

Z takiej definicji zdrady wynika mi jedno: autorzy, pewnie nieświadomie, przyznali mi rację. SB była obcą służbą, a UOP wrogą. Nie można więc, mówić o kontynuacji pracy operacyjnej, skoro jej próba uznana została za zdradę, a oficerowie demokratycznej służby za renegatów, bo rozmawiali z szefem tej służby, mianowanym przez premiera wybranego w demokratycznych wyborach i nie interesowało ich, że ten szef nie odpowiadał „prawdziwym oraz poprawnie politycznym” funkcjonariuszom. Nie będę pisał czy moja wizyta u Tego Szefa UOP miała miejsce, czy nie, bo to nie ma najmniejszego sensu.

W mailu mam ciekawy życiorys. Podano fakty znane tylko niewielu, ale włączono również fragmenty życiorysu głównej postaci „Spisku Założycielskiego”. Na marginesie, jak już piszemy coś, to sprawdźmy, bo wychodzi śmiesznie. Nie było na przykład, specjalnego wydziału Departamentu III SB do „inwigilacji studentów polonistyki”. Nadmieniam też, że „Polonistyka” piszemy wielką literą. Wszystko to, włącznie z oceną mojej pracy (chyba prawdziwą, bo oficjalnie oceniano mnie dobrze) i podkreślonymi wadami urody z onychofagią włącznie, ma pokazać jakim okropnym typem jestem. Prawdziwa „blać”, jak zasugerował to jeden z poprawnych politycznie emerytów mainstreamowych, guru wywiadu i młodzieży (zablokowałem go na FB zresztą, a co? Wolno mi!).

Mam tylko pytanie: czego się PT Autorzy boicie? Tylko przestępcy się boją haków i Zetek. Jakie interesy naraziłem?

Uczciwe, to nie ma czego się bać. Wiem, że jedną z moich licznych wad jest całkowita nieumiejętność zarabiania forsy i nie jest ona dla mnie motorem wszystkiego, ale przecież nikt wam waszej zabrać nie chce. Skąd więc ta nienawiść?

A teraz trochę poważniej. Piszę trochę emocjonalnie. Taki już jestem i trudno. Tym razem na zimno i bez emocji: nie zatrzymanie mnie żadnymi atakami na mnie i moją rodzinę. Nawet fizycznymi. Jeśli mnie tak znacie, jak to sugerujecie w mailu, to musicie wiedzieć, że zareaguję odwrotnie. Musicie zlikwidować mnie fizycznie, bym zatrzymał się. Fizycznie, czyli zabić.

piotr wroński  czyli renegat poszukiwany

Wqrwiłem się niemożebnie. Jestem sam, żadna owca czarna lub biała za mną nie stoi i nadal będę na FB (eksperyment z Salonem24 nie wypalił , bo nie chce mi się od nowa przekonywać, że nie jestem wielbłądem, a klapek z oczu nie mam siły zdzierać).

Renegat Wroński poszukiwany żywy lub martwyNa koniec ponawiam prośbę, zasugerowaną mi przez jednego z komentatorów. Nie mam talentu plastycznego, więc czy ktoś zrobiłby mi zdjęcie – można wziąć jakieś ode mnie – i zrobił z niego mem z napisem „Renegat Wroński. Wanted dead or alive”. Ozdobię sobie nim swój profil, bo w kontekście maila jestem dumny z bycia „zdrajcą i renegatem”.

Fot. Maciej Zienkiewicz