Czwartkowy wywiad prof. Adama Strzembosza, pierwszego w III RP Pierwszego Prezesa SN powinien trafić „pod strzechy”.

Oto fragment, który powinien wyprowadzić ludzi na ulice. Przynajmniej tych bardziej świadomych:

No właśnie, czy sędziowie wyłonieni w procedurze prowadzonej przez KRS w obecnym składzie, to są sędziowie czy nie?

Właśnie. Według Sądu Najwyższego nie.

Czyli nie mogą wydawać wyroków dzisiaj?

Oczywiście. Według mnie, jeżeli zostali powołani przez pana prezydenta, ale na podstawie wniosku organu, który nie miał takich kwalifikacji, żeby występować z takimi wnioskami. Bo w tym organie następują wszystkie podstawowe merytoryczne oceny danego kandydata. Bo pan prezydent tylko podbija pieczątkę, to znaczy – przyjmuje ślubowanie. Pan prezydent oczywiście przyjmując ślubowanie nie może sondować tego, co tam w tej krajowej radzie się stało.

 https://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/popoludniowa-rozmowa/news-strzembosz-o-odebraniu-przez-prezydenta-slubowania-od-nowych,nId,3371878#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Strzembosz, zwany ojcem chrzestnym sądowej mafii przez najbardziej zaciętych zwolenników totalnej reformy wymiaru sprawiedliwości, przez prawicowych publicystów wspominany jako ten, który zablokował reformę sądownictwa mówiąc, że środowisko sędziowskie samo się oczyści, jest konsekwentny.

W dalszej części swojego wywiadu mówi tak:

Wyobraża pan sobie, że jakiś sędzia w sądzie wyższej instancji podważa wyrok wydany w wyższej instancji przez sędziego powołanego przez KRS w obecnym składzie?

Tak, dlatego, że jest powołany przez Krajową Radę Sądowniczą.

(op. cit.)

Tymczasem zgodnie z art. 179 Konstytucji powołania sędziego dokonuje Prezydent.

Sędziowie są powoływani przez Prezydenta Rzeczypospolitej, na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, na czas nieoznaczony.

Profesor L. Garlicki, którego wszak trudno pomawiać o pisowskie sympatie ( L. Garlicki, Omówienie art. 179, [w:] L. Garlicki (red.), Konstytucja, s. 5) pisał: „Powoływanie sędziów jest osobistym uprawnieniem (prerogatywą) prezydenta, bo z mocy art. 144 ust. 3 pkt. 17 [Konstytucji – HD] – dla ważności tego aktu nie jest wymagana kontrasygnata premiera. Należy to postrzegać jako wyraz nie tyle wzmacniania samodzielności pozycji ustrojowej prezydenta, co zaakcentowania niezależności sądownictwa od rządu i podległych mu organów. (…) Ujęcie uprawnienia prezydenta w formę prerogatywy akcentuje, że nie ma on prawnego obowiązku uwzględnienia wniosku KRS, nie można więc jego pozycji sprowadzać tylko do roli „notariusza” potwierdzającego podejmowane gdzie indziej decyzje (…). Skoro art. 179 określa wystąpienie KRS mianem „wniosku”, to wskazuje jego niewiążący materialnie charakter, nawet jeżeli złożenie wniosku jest koniecznym elementem procedury”.

Lech Garlicki nie stał jednak nigdy na czele Sądu Najwyższego w odróżnieniu od Adama Strzembosza i może dlatego inaczej postrzega zagadnienie.

Bo tak naprawdę cała sprawa ma swój początek w Konstytucji, a raczej w kolejny raz stwierdzonej wadliwości tejże.

Oto art. 187 mówiący o składzie KRS:

1. Krajowa Rada Sądownictwa składa się z:

1) Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, Ministra Sprawiedliwości, Prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego i osoby powołanej przez Prezydenta Rzeczypospolitej,

2) piętnastu członków wybranych spośród sędziów Sądu Najwyższego, sądów powszechnych, sądów administracyjnych i sądów wojskowych,

3) czterech członków wybranych przez Sejm spośród posłów oraz dwóch członków wybranych przez Senat spośród senatorów.

2. Krajowa Rada Sądownictwa wybiera spośród swoich członków przewodniczącego i dwóch wiceprzewodniczących.

3. Kadencja wybranych członków Krajowej Rady Sądownictwa trwa cztery lata.

4. Ustrój, zakres działania i tryb pracy Krajowej Rady Sądownictwa oraz sposób wyboru jej członków określa ustawa.

I tu jest sedno rozdmuchanego sporu.

Otóż Konstytucja nie wskazuje, kto miałby dokonać wyboru 15 sędziów. Wyraźnie tylko określa, kim mają być kandydaci.

A zatem nie byłoby sprzeczne z Konstytucją ustalenie, że wybór dokonywa się w wyborach powszechnych.

Nie jest również sprzeczny tryb określony przez ustawodawcę. Otóż zgodnie z reformą dokonaną przez Sejm minionej kadencji 15 sędziów-członków KRS wybiera Parlament. A nie jak do tej pory czyniło to samo środowisko sędziowskie.

Sędziowie wybierający kandydatów na stanowiska sędziowskie, sędziowie decydujący o tym, który sędzia i w jakim zakresie poniesie odpowiedzialność…

Wreszcie sędziowie wybrani przez innych sędziów po to, by móc realizować powyższe.

Rozwiązanie dotychczasowe, polegające na tym, że dwóch członków KRS to sędziowie SN wybierani przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN, dwóch – to sędziowie sądów administracyjnych wybierani przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów NSA wspólnie z przedstawicielami zgromadzeń ogólnych wojewódzkich sądów administracyjnych, dwóch – to sędziowie sądów apelacyjnych wybierani przez przedstawicieli zgromadzeń ogólnych sędziów sądów apelacyjnych, ośmiu – to sędziowie sądów okręgowych wybierani przez przedstawicieli zgromadzeń ogólnych sędziów okręgów, jeden – to sędzia sądu wojskowego wybrany przez Zgromadzenie Sędziów Sądów Wojskowych miało jeden, poważny feler.

Otóż całkowicie wyłączyła trzecią władzę spod działania art. 4 Konstytucji.

  1. Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.

  1. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

By dowieść, iż władza sądownicza podlega także suwerenowi, jakim jest Naród, dokonywano rozmaitych ekwilibrystyk.

Pierwszy bodaj zaczął profesor Piotr Winczorek

„władza zwierzchnia stoi ponad organami, które są organami ustawodawczymi, wykonawczymi i sądowniczymi. Można więc powiedzieć, że występują dwa poziomy. Poziom suwerena i poziom jego podporządkowanych pełnomocników w postaci organów, w których składzie zasiadają przedstawiciele. Tak więc problem należy widzieć dwupoziomowo. Nie jest to bowiem bezpośrednie realizowanie władzy zwierzchniej przez organy. Organy są podporządkowane suwerenowi” (P. Winczorek, Biul. KKZN 1996–1997, Nr 40, s. 168).

Ale…. o ile wątpliwości nie ma co do władzy ustawodawczej i wykonawczej (poprzez wybory dokonać możemy, jako Suweren, zmiany) to w jaki sposób przejawia się władza zwierzchnia nad sądownictwem?

Wszak niezawisłe sądy w przypadku trójpodziału władz oznaczać mogą jedynie, że nie podlegają dwóm pozostałym. Nad wszystkimi jednak znajduje się władza zwierzchnia, czyli suweren.

Tymczasem Naród nie ma nic do gadania, gdy chodzi o trzecią władzę. W większości spraw nie ma już nawet ławników, tej socjalistycznej namiastki przysięgłych, poprzez których zapewniano udział społeczeństwa w wymierzaniu sprawiedliwości.

Udział co prawda nie oznaczał suwerenności nad niezależną kastą, niemniej było to rozwiązanie przynajmniej teoretycznie umożliwiające Narodowi udział w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości.

Jako że faktycznie istnieje zgrzyt pomiędzy art. 4 Konstytucji a niezawisłym od nikogo w praktyce stanem sędziowskim konstytucjonaliści tworzyli różne teorie.

Najbardziej charakterystyczną zawarta jest w pochodzącym z 2016 r. Komentarzu do Konstytucji pod red. prof. dr hab. Marka Safjana i dr hab. Leszka Boseka:

Każdy organ ma bowiem swoje zakotwiczenie w przepisach konstytucyjnych, które przesądzają nie tylko jego kompetencje, ale również sposób wyboru. To czy z woli Narodu organ ten wybierany jest w wyborach powszechnych, czy może – również z woli Narodu – wybierany jest przez inny organ wybrany w wyborach powszechnych, nie powinno mieć decydującego znaczenia z punktu widzenia problemu przedstawicielstwa Narodu. Skoro jest to organ, który władzę sprawuje, to jest on przedstawicielem Narodu, bo do Narodu należy władza, którą on sprawuje.

Tak więc wszystko jest w porzo, bowiem zgodnie z art. 4 władza zwierzchnia należy do Narodu, który to z kolei na podstawie art. 127 wybiera Prezydenta (jest wybierany przez Naród w wyborach powszechnych, równych, bezpośrednich i w głosowaniu tajnym) by na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa na czas nieoznaczony mógł On powołać konkretnego sędziego.

Tyle tylko, że wg najbardziej rozpoznawalnego członka kasty nadzwyczajnej (co prawda w stanie spoczynku, ale zawsze) pan prezydent tylko podbija pieczątkę, to znaczy – przyjmuje ślubowanie.

A zatem całe powyższe rozumowanie, oparte o stan prawny sprzed niedemokratycznej i politycznej nowelizacji ustawy o KRS można potłuc o przysłowiowy kant Tuska.

Zamiast zwierzchnictwa Narodu zgodnie z art. 4 Konstytucji w przypadku sędziów jako Naród (i to działający nie bezpośrednio, ale przez swojego przedstawiciela) mamy tylko przywilej obrzędowy, jakim jest przywalenie pieczęci pod wyborem sędziego dokonanym przez innych sędziów!

Proszę Państwa, najgorsze jest to, że papa Strzembosz niczego nowego nie wymyślił. O tym, że Prezydent w przypadku nominacji sędziowskich pełni jedynie rolę ceremonialną wiemy już od kilku lat. Pamiętacie pewnie wrzask i tupanie, jakie podniosło się zarówno wśród togowych, jak i też tzw. oPOzycji w wakacje 2016 roku, kiedy to Prezydent Andrzej Duda odmówił nominacji sędziowskich części kandydatów wysuniętych przez KRS?

W wydanym 29 czerwca 2016 roku oświadczeniu Stowarzyszenie Sędziów Polskich IUSTITIA czytamy:

.

.

Zgodnie z Konstytucją RP Prezydentowi nie przysługuje prerogatywa oceny i wyboru kandydatów na sędziów. Rola głowy państwa ogranicza się do ceremonialnego aktu powołania.

To samo dzisiaj powtarza papa Strzembosz, co prawda wulgaryzując troszkę mówi o podbijaniu pieczątki.

Ś. p. prof. B. Banaszak pisał w 2012 roku:

Elementem zasady równoważenia władz jest to, aby sama władza sądownicza nie decydowała o swoim składzie. Gdyby zaś przyjąć, że jedyną możliwą przesłanką odmowy na powołanie na stanowisko sędziego jest negatywna merytoryczna ocena kandydata przez Prezydenta, a to z kolei stanowiłoby już naruszenie kompetencji KRS, wówczas kompetencje Prezydenta zredukowane zostałyby do wykonywania uchwał KRS. W ten sposób KRS – uznana za pozajudykacyjny organ władzy sądowniczej – decydowałaby de facto o powoływaniu sędziów.

To, co teraz dzieje się w sądownictwie, to próba, i to nawet za cenę destabilizacji Państwa, doprowadzenia do stanu, w którym Prezydent byłby tylko notariuszem, czy też, jak chce Strzembosz, podbijającym pieczątkę na gotowej uchwale.

Zrozumieć wreszcie trzeba, że pod płaszczykiem walki o „wolne sądy” i przywrócenie rzekomo naruszonej praworządności trwa walka o przekształcenie III RP z państwa prawnego w republikę sędziowską, w której o wszystkim decydować będzie wyłącznie trzecia władza.

9.12 2019

Ps. Co do „polityczności wybory sędziego”, jaki to rzekomo ma być pomysłem PiS, wzorowanym rzekomo na faszystach bolszewikach warto zajrzeć do książki R. R. Ludwikowskiego, Prawo konstytucyjne porównawcze, Toruń 2000, s. 398). Ciekawy jest szczególnie ten cytat:

„…pozycja sędziego [w USA – HD] (…) ma zdecydowanie polityczny charakter. Choć sędziom nie wolno faktycznie angażować się w proces polityczny, metoda ich selekcji (szczególnie w przypadku sędziów federalnych) jest w większym stopniu oparta na kryteriach politycznych niż zawodowych; statystyki wykazują, że ponad 90% sędziów federalnych pochodzi z tej samej partii co prezydent, przy czym Senat z podobnie politycznych powodów odrzuca zazwyczaj jednego na czterech nominowanych kandydatów.”

By Naród mógł pozostać suwerenem nie ma innej drogi, niż demokracja przedstawicielska (oczywiście można mówić o demokracji bezpośredniej, ale na taki wariant jesteśmy zbyt licznym Narodem, przynajmniej przy obecnych środkach technicznych).

A to oznacza, że władzę sprawujemy poprzez demokratycznie wybrany Parlament.

Trójpodział władz w takim rozumieniu, jakie przedstawia Strzembosz całkowicie wyłącza trzecią władzę spod zwierzchnictwa Narodu dając w zamian możliwość kontrolowania jego wszelkich poczynań.

Tak właśnie rodzi się dyktatura.