Kiedy rozmawialiśmy rok temu, ta chwila bezradności w Pana oczach, była jak mieszanka zmęczenia, zawiedzionych nadziei, upokorzenia i świadomości, że niesionych w kampanii ideałów nie da się Panu obronić. Może to jedna z ostatnich chwil, kiedy Pana twarz pokazała prawdę o Człowieku, który staje u progu poddania się w wewnętrznej walce między tym, co daje władzę a tym, co słuszne.

Kiedy podpisał Pan ustawy wprowadzające reformę systemu oświaty, czułam, że zaczyna się największa tragedia Pańskiego życia – ustępstwa, kompromisy, zależność. Wiedziałam, że nie zgadza się Pan z założeniami reformy, a jednak Pan to zrobił – wbrew sobie…

Potem już pewnie było łatwiej… Dzień po dniu przesuwał Pam granice, aby w ostatnich dniach dokonać w cieniu Belwederu, po cichu, czegoś, co jest zaprzeczeniem wszystkiego, co niósł Pan z nadzieją w kampanii wyborczej cztery lata temu… Przyjął Pan przysięgę od Pani Pawłowicz i Pana Piotrowicza (piszę wielka literą „pani/pana”, bo mam wrażenie, że jeśli tego nie uczynię, stanę się Im podobna).

Panie Prezydencie, ile takiego „teatru wbrew sobie” jest w Pana prezydenturze? Jeśli sporo, to życzę Panu, aby szybko wrócił Pan do Krakowa, by ocalić swoją duszę. Jeśli to jednak wewnętrzne przekonanie o słuszności, to życzę Panu, aby Pan przejrzał, bo jeśli co innego się głosi, a co innego czyni, to prosta droga do obłędu. Wcześniej czy później stanie Pan z nim przed lustrem własnej duszy.

Znałam Człowieka, który został Prezydentem.
Patrzę na Prezydenta, który… (Kim jest? Kim się staje?) Przez Państwa na „P”, dla mnie – kimś obcym, któremu mimo wszystko dobrze życzę.

Autor: Jolanta Gajęcka

Fot. prezydent.pl