Swetoniusz w „Żywotach Cezarów” rzecze, iż cesarz Kaligula swojego ulubionego konia mianował senatorem.

To jednak był dopiero początek kariery politycznej, jaką dla swego ulubieńca wymyślił szaleniec z laurowym wieńcem na głowie.

Z czasem (prawo rzymskie wymagało bowiem trzyletniego stażu senatorskiego) Incitatus miał zostać konsulem.

Śmierć Kaliguli pokrzyżowała te plany.

Jednak wola boskiego szaleńca nie mogła być zmieniona jednym pociągnięciem pióra.
Incitatus utracił swoje przywileje, a więc ze stajni, wyposażonej w drogocenne sprzęty, której ściany były pokryte freskami, w której rumakowi usługiwało aż 18 służących, na mocy rozkazu cesarza Klaudiusza został przeniesiony do zwykłej.

Również zmieniło się wyżywienie – z wykwintnych, podawanych na złotych i srebrnych półmiskach dań Incitatus wrócił do porcji owsa w normalnym żłobie.

Nie wiadomo, czy Incitatus marzył o powrocie na rzymskie salony. Któż bowiem zastanawiał się wtedy, dzisiaj zresztą też, co tak naprawdę dzieje się w końskim łbie?

Minęły wieki.

Cesarstwo Rzymskie przetrwało już tylko w formie ruin, legend i…. przepisów prawa.

Wydaje się, że szyderstwo władcy, który jawnie nie znosił pamiętającej jeszcze istnienie republiki instytucji (senat) ostało się już tylko w szkolnych czytankach. Ba, poważni historycy często negują istnienie senatora Incitatusa, całą opowieść traktując jako wymysł niechętnego Kaliguli Swetoniusza.

Tymczasem w Polsce, w XXI wieku, po raz kolejny społeczeństwo (obecny suweren) spotyka się z podobną kpiną.

Roman Giertych znowu deklaruje, że będzie kandydował do senatu.

Wcześniej czynił tak przed wyborami 2015 roku, gdy oświadczył, że do senatu wystartuje jako kandydat „niezależny”. Zupełnie tak, jakby ludzie zapomnieli jego powiązania z wierchuszką PO przejawiającą się w specyficznym doborze klientów kancelarii byłego Pana Ministra Edukacji.

Dzisiaj, rok przed kolejnymi wyborami, kusi swoją osobą oPOzycję.

Giertych został w poniedziałek w „Kropce nad i” w TVN24 zapytany o doniesienia tygodnika „Newsweek”, jakoby planował powrót do polityki. Były wicepremier i były lider Ligi Polskich Rodzin powiedział, że nie zamierza zakładać partii politycznej. Nie wykluczam startu w wyborach do Senatu w przyszłym roku – dodał. Zapowiedział przy tym, że będzie zabiegał o poparcie partii opozycyjnych. Nie wymienił jednak żadnej z nazwy. Jest kilka partii opozycyjnych. Zobaczymy, jeszcze jest rok – zaznaczył Giertych.

Przypomniał, że o mandat senatora ubiegał w wyborach parlamentarnych przed trzema laty, jednak wówczas – jak powiedział – mimo ponad 50 tys. głosów, które otrzymał, nie udało mu się dostać do Senatu. Nie poparła mnie Nowoczesna, głosy się rozbiły – wyjaśnił adwokat.

https://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/586519,senat-roman-giertych-wybory.html

Kojarzenie byłego ministra Edukacji Narodowej, nazwanego ongiś przez Joannę Senyszyn „koniem” (tak, proszę młodzieży, Joanna Senyszyn była pierwsza) z Incitatusem jest trywialne, pamiętać jednak należy, że prócz podobieństwa fizjonomii, oba te przypadki łączy jeszcze pogarda dla społeczeństwa, którego opinia nie liczy się zupełnie.

I chociaż nie wiemy, czy Incitatus marzył o srebrnych półmiskach, na których podawano mu owies, to znamy przecież wyniki prac niejakiego dr Iana Robertsona, profesora psychologii z dublińskiego Trinity College Institute of Neuroscience.

W swojej publikacji „The Winner Effect: How Power Affects Your Brain” pisał, że sprawowanie władzy podobne jest do używania narkotyków „ciężkich”, jak np. kokaina. Zarówno „ćpanie”, jak i sprawowanie władzy prowadzi do podobnego „haju”, który systematycznie powtarzający się, przeradza się w uzależnienie.

O tym, że tak jest, upewniają doświadczenia.

Robertson pisał:

Pawiany o niskiej randze w stadzie mają niewielkie ilości dopaminy w kluczowych obszarach mózgu, lecz jeśli ‚awansują’ na wyższą pozycję, wzrasta również poziom dopaminy. Są przez to bardziej agresywne i aktywniejsze seksualnie. Podobną zależność zaobserwować można u człowieka.

Giertych, dzięki polityce, stał się adwokatem najbogatszych.

Jego klientem jest Leszek Czarnecki, ze świata polityki zaś Donald Tusk i jego syn.

Krążące legendy miejskie mówią o niebotycznych honorariach, jakie życzy sobie Pan Mecenas ongiś od Edukacji za godzinę konsultacji.

Najwyraźniej jednak kasa nie gwarantuje mu odpowiedniego poziomu dopaminy.

Władza jako dopalacz dla wybranych?

5.12 2018

Ps. Obserwując nagły wzrost aktywności poselskiej należy uznać za pewnik, że uzależnionych na Wiejskiej jest znacznie więcej.

Pamiętać jednak trzeba, że w Polsce obowiązuje trójpodział władz.

Zatem jako przejaw uzależnienia należy również traktować słynną wypowiedź sędzi NSA Ireny Kamińskiej o „nadzwyczajnej kaście” a także parcie za wszelką cenę do utrzymania stanowisk z Sądzie Najwyższym grupy geriatrycznej skupionej wokół Małgorzaty Gersdorf.