Jutrzejszy mecz ze Szwecją będzie bardzo trudny. Dużo trudniejszy niż pojedynek z Hiszpanią. Nie dlatego, że Szwedzi są silniejsi od Hiszpanów, bo są zdecydowanie słabsi, lecz wyjątkowo nam – mówiąc kolokwialnie – nie leżą.
Na przestrzeni ostatnich ponad 30 lat, nie pamiętam rywala, który bardziej by nas pognębił niż Szwecja (może tylko Anglia): na osiem spotkań ze Skandynawami, które pamiętam, wygraliśmy tylko raz, za kadencji selekcjonera Andrzeja Strejlaua w 1991 roku, jeden mecz zremisowaliśmy w roku 1997, obydwa mecze miały status towarzyski; natomiast w pojedynkach o punkty, w eliminacjach Mistrzostw Świata czy Europy, na sześć spotkań przegraliśmy wszystkie sześć; ulegaliśmy Szwedom nawet u siebie, na legendarnym Stadionie Śląskim w Chorzowie [(trzy razy 0-2) na jednym meczu ze Szwedami w Chorzowie byłem, w 2003 roku]. Nawet, gdy Szwedzi uchodzili za słabych, a my za relatywnie dość mocnych, wygrywali z nami bez najmniejszych problemów.
To pokazuje, jak trudny będzie jutrzejszy pojedynek.
Mimo wszystko nadal uważam, że Polska może stać się rewelacją tych Mistrzostw Europy i trafić nawet do półfinału Jednak nie w dotychczasowym składzie, nie w tym, który wyszedł na boisko ze Słowacją czy z Hiszpanią. Potrzebne są korekty w zestawieniu: po pierwsze – wzmocnienie obrony (Bereszyński popełnia błędy, w jego miejsce należy wstawić Kamila Piątkowskiego albo Michała Helika, być może Tomasza Kędziorę); bo drugie – w pomocy należy koniecznie (podkreślam: koniecznie) znaleźć miejsce dla Kacpra Kozłowskiego i Karola Linettego (Krychowiak gra beznadziejnie, Klich oraz Zieliński bezbarwnie, słabo); po trzecie – w ataku, za plecami Roberta Lewandowskiego, trochę obok, trzeba ustawić piekielnie szybkiego napastnika/asystenta (ale takiego chyba w kadrze obecnie nie ma; może więc trzeba na napastnika przerobić Frankowskiego, albo ustawić tam Świederskiego).
W razie awansu do następnej fazy rozgrywek, nie chciałbym (nie życzę tego), aby Polska trafiła na Beneluks (Holandię lub Belgię); nie chciałbym też trafić na Szwajcarię czy Czechy, bo to wyrównani wobec nas, ale bardzo niewygodni przeciwnicy.
Szczerze mówiąc, chciałbym trafić na Anglię. Nikt, oprócz Szwecji, na przestrzeni ostatnich 40. lat nie pogłębił nas tak jak „Synowie Albionu”: na 15 pojedynków w kwalifikacjach Mistrzostw Świata czy Europy zwyciężali z nami 10 razy.
Ale może dlatego właśnie warto z nimi grać, bo w życiu tak już jest, że wszystko się kiedyś kończy i wszystko kiedyś zaczyna; nikt nie wygrywa z nikim zawsze. To argument bardziej mentalny, życiowy niż sportowy, lecz w życiu tak już jest.
Życie jest pełne paradoksów…
Jeżeli zajmiemy drugie miejsce w grupie i Anglia u siebie w grupie uplasuje się również na drugiej pozycji, wtedy mecz z Anglią byłby grany w Kopenhadze; Anglicy nie graliby u siebie na Wembley, co mogłoby mieć ogromne znaczenie, gdyż Anglicy na wyjazdach grają dużo gorzej niż u siebie w domu.
Trudniejszy przeciwnik zawsze bardziej nas mobilizuje niż słaby czy średni, bo gdy gramy z silnym, mniejsza jest presja na wynik i gramy na luzie, zaś obawiamy się przegranych ze słabszymi lub wyrównanymi przeciwnikami; to element mentalności, psychiki. Gdy Polska osiągała sukcesy na Mistrzostwach Świata, trafiała na bardzo mocnych, piekielnie silnych rywali: Argentynę, Włochów, Brazylię, RFN. I zwyciężała.
I jeszcze jedno, dziś przypada piękna rocznica, 39. rocznica meczu Polska – Peru 5-1.
Autor: Roman Mańka
Socjolog, publicysta, pisarz, komentator polityczny, dziennikarz „Halo Radio”, redaktor naczelny czasopisma eksperckiego Forum Inicjatyw Bezpieczeństwo Rozwój Energetyka (FIBRE). Posiada trzy wielkie pasje: filozofię, socjologię, i piłkę nożną; jest zagorzałym kibicem Realu Madryt. Wykształcenie socjologiczne zdobył na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Ukończył również Studium Dziennikarstwa Europejskiego prowadzone przez Centrum Europejskie „NATOLIN” w Warszawie. W przeszłości wykonywał zawód dziennikarza śledczego w prasie lokalnej, a następnie ogólnopolskiej: opisywał sprawy z zakresu zorganizowanej przestępczości mafijnej, powiązań klientelistycznych oraz korupcji polityków; pełnił również funkcję z-ca redaktora naczelnego Gazety Finansowej i szefa działu krajowego. Publikował w Gazecie Finansowej, Home&Market, Gentleman, Onet.pl i Interii. Obecnie jest pisarzem i publicystą, autorem dwóch książek popularno-naukowych: „Strefa tabu. Największe afery III RP” oraz „Moment krytyczny”, a także współautorem jednej pozycji w dziedzinie dziennikarstwa śledczego: „Łańcuch poszlak. Wielka gra mafii i rosyjskich służb specjalnych” (wywiad rzeka z byłym szefem ABW, Bogdanem Święczkowskim).
Zostaw komentarz