Co się w tym PiS dzieje? Mimo wciąż siłą bezwładności wysokich sondaży źle się dzieje w państwie Jarosława!

Zaczęło się od draki z Trybunałem Konstytucyjnym, ale doskonale rozumiem, że PIS nie miał innego wyjścia, jak zrobić krok wyprzedzający i udaremnić zamach na nową władzę „Międzynarodowej Mafii Opiniotwórczych Instytucji Prawnych” z krajową siedzibą w TK, mózgami na UJ oraz UW i kwaterą główną w Wenecji.

Ale potem już było tylko gorzej, że tylko wspomnę bezsensowną drakę z Powstańcami Warszawskimi, a ostatnio aferę z Misiewiczem et consortes, odpryski afer wokół Giżyńskiego i Hoffmana, problemy z finansami państwowymi, rozbuchany nepotyzm kolesi, lawinę przekrętów w spółkach skarbu państwa, kłopoty z polityką zagraniczną i przepchnięty wczoraj w Sejmie projekt uchwały o bezdyskusyjnym zakazie aborcji, mimo, że sam prezes Kaczyński apelował z mównicy sejmowej do swoich ludzi by się przed oddaniem głosu głęboko zastanowili. Do tego trzeba jeszcze dodać ciągłe zmiany koncepcji w temacie, co się wydarzyło pod Smoleńskiem i tak dalej.

O tym, że nie jest dobrze świadczy trwające właśnie nie bez przyczyny zwołane wyjazdowe spotkanie prominentnych działaczy PIS-u w Jachrance, a pani premier Szydło właśnie zapowiedziała zmiany w rządzie nie tylko personalne, ale także systemowe. I tylko nie mówcie, że jątrzę i defetyzm sieję, bo dzisiejszą notkę piszę z autentyczną troską o kondycję zapowiadanego przez PIS uczciwego państwa.

Stali czytelnicy mojego blogu wiedzą, że wspieram Prawo i Sprawiedliwość, lecz nie, jako bezkrytycznie zaślepiony miłośnik partii Jarosława Kaczyńskiego, do której dalibóg nie należę, lecz jako bloger, albo jak ktoś woli publicysta społecznościowy widzący w PIS-ie jedyną, jak dotąd siłę polityczną, która może uchronić Polskę przed pandemią pozbawionych czci, wiary i sumienia lewackich bandziorów o post-komuszym rodowodzie.

Do tej pory siedziałem cicho, gdyż nie chciałem zwycięskiej władzy szkodzić.

Ale miarka się przebrała, bo starozakonni rycerze Jarosława Kaczyńskiego nieprzystojnie przeginają tkwiąc w jakże złudnym przeświadczeniu, że niewidzialna ręka przewagi sejmowej załatwi za nich wszystko, więc starym zwyczajem mogą już nic nie robić, bądź prawie.

Oczywiście w jednej notce nie można napisać wszystkiego, więc dziś skupię się tylko na wizerunku partii rządzącej i polityce informacyjnej rządu, którą można zdefiniować frazą: „im lud mniej wie i rozumie, tym lepiej dla nas”.

Zacznę od tego, że władza na każdym szczeblu, od centralnego do lokalnego, nie powinna w żadnym razie działać wyłącznie na własny rachunek, bez porozumienia z podmiotami, których bezpośrednio dotyczą podejmowane przez nią decyzje. Konsultacje z obywatelami oraz odpowiednie działania o charakterze informacyjnym są podstawą dobrych relacji pomiędzy wyborcami a rządzącymi. A co robi PIS? Niestety Polacy nie są na bieżąco powiadamiani, co rząd aktualnie zrobił oraz, co zamierza dalej robić. Regularnych konferencji prasowych brak, a pani premier Szydło po przyznaję imponującym zrywie w kampanii wyborczej powróciła niestety do dawnej maniery wiecznie sennej mimozy o zdolnościach anestezjologicznych, jakich mógłby jej pozazdrościć nawet światowej sławy hipnotyzer Anatolij Kaszpirowski.

A ja się pytam, dlaczego pani Premier nie zwołuje przynajmniej, co drugi dzień konferencji prasowych? Dlaczego PIS od rana do nocy nie wylicza w mediach publicznych swoich dotychczasowych osiągnięć, a miast tego wdaje się z dziuniami pana Petru Petru i szubrawcami od Schetyny w zawstydzające pyskówki u Moniki Olejnik? A więc, dlaczego? Ano, dlatego, iż większość jajogłowych hamulcowych zgredów, którymi Jarosław Kaczyński z niezrozumiałych dla mnie powodów poobsadzał najważniejsze funkcje w państwie tkwi w nieodpowiedzialnym przekonaniu, że PIS ma już pozamiatane i opozycja może im skoczyć na pedał.

A przecież już w roku 2011 pisałem, że Prawo i Sprawiedliwość, choć winno szanować własną tożsamość, to w żadnym razie nie powinni się zasklepiać w kręgu „samych swoich”. Bo ograniczanie się wyłącznie do działań w sferze własnej opcji politycznej wyjaławia zdolność racjonalnego postrzegania rzeczywistości i zabija polityczną czujność. A jeśli się chce być poważnym partnerem w dyskursie politycznym musi się na bieżąco śledzić poczynania politycznych wrogów. Zaś ostentacyjne strojenie fochów i wyizolowywanie się z kontaktów ze społeczeństwem o odmiennych poglądach skutkuje oddaniem konkurentom politycznym pola, co w efekcie prowadzi do tego, iż „radykalni pisowcy” są uważani za zapatrzoną w siebie mniejszość i egzotyczne towarzystwo wzajemnego zachwytu nad samymi sobą. A już kompletnie nie mogę zrozumieć, dlaczego PIS nie chce skorzystać z pomocy fachowców, którzy by ich odpowiednio przeszkolili. Bo obecna polityka to bezpardonowa walka, w której liczy się każde potknięcie. I naiwne są chełpliwe wypowiedzi prominentów PIS, że sobie ze wszystkim poradzą sami i nie potrzebują obcych.. Dlatego trzeba wygrzebać fundusze i zatrudnić politycznych zawodowców, a nie amatorów z tytułami profesora, jak profesor Piotr Gliński, który jeśli nie już, to za chwilę rozłoży na łopatki polską kulturę. A zaręczam, że takie inwestycje zwróciłyby się ze sporą nawiązką, wszakże pod warunkiem, że pisowscy „inwestorzy” będą mieli dość wyobraźni by takie posunięcia wdrożyć – vide: czytaj.

Dlatego uważam, że pani premier Szydło, choć była wspaniała w walce o władzę i jej ówczesne zasługi są bezcenne, to w kwestii rządzenia państwem nie do końca się sprawdza, bo jak życie pokazuje, rozbrykanych ostatnimi czasy działaczy Prawa i Sprawiedliwości trzeba krócej przy pysku za uzdę trzymać, a do pełnienia takiej roli pani Premier jest zbyt delikatna i wrażliwa. No i co tu dużo mówić, z największym szacunkiem dla pani Premier nie jest to format wizjonerskiego męża stanu.

Słowem czas zacząć bić w tarabany, bo partia pana Jarosława zaczyna powoli odlatywać. Przepraszam za mocne słowa, ale krew mnie zalewa, jak patrzę na to, co ostatnio wyprawia Prawo i Sprawiedliwość.

Druga sprawa to wizerunek partii Jarosława Kaczyńskiego, szczególnie w oczach młodych Polek i Polaków. Od zawsze pochwalałem to, jakim wartościom PIS hołduje. Te wartości to trzy słowa BÓG HONOR OJCZYZNA. I to jest kwestia bezsporna, bo już dawno by nie było narodu polskiego, gdyby nie nasza tradycja zakorzeniona w wielowiekowym dziedzictwie kulturowym wspartym na wartościach chrześcijańsko narodowych. Ale czas upływa, ludzie się zmieniają i to święte dla Polaków hasło musi być obecnie rozumiane w formule kompatybilnej z dzisiejszymi realiami i trendami akceptowanymi przez ludzi młodych, bo, choć przykro mi to mówić uważam, że starzy pisowcy kompletnie nie czują tego, co nowe. Dlatego wielokrotnie pisałem, że Prawo i Sprawiedliwość winno niezwłocznie zmodyfikować pojęcie „patriotyzmu”. A mówiąc konkretnie, winno zacząć patriotyzm traktować, nie jak dotąd, wyłącznie w kategoriach walki zbrojnej w obronie ukochanej ojczyzny, lecz także, a może nawet głównie, w kategoriach obrony suwerenności ekonomicznej naszego państwa. Chodzi mi o zmodernizowany patriotyzm, który musi być kompatybilny z polityką finansową Europy i Świata. Skoro przystąpiliśmy do Unii Europejskiej musimy spełnić ten wymóg. Krótko mówiąc Prawo i Sprawiedliwość nie może być nadal postrzegane, jako partia niereformowalnych jajogłowych, którzy, jak słusznie mówi Paweł Kukiz znają się wyłącznie na rozgrywkach partyjniackich. No i jeszcze jedna ważna sprawa. PIS musi zmienić kody komunikowania się z młodym pokoleniem, które porozumiewa się w języku dla pisowskich zgredów niezrozumiałym. Bo młodzi chcą, żeby było krótko, zwięźle, na temat, dosadnie, a przekaz był zgodny z formami komunikacji, jakie oni preferują. Bez trucia, marudzenia, biadolenia i obsesyjnego popadania w tony przesadnie martyrologiczne, co młodzi Polacy odbierają, jako słabość. Ma być szybko, migawkowo, bez anachronicznego jojczenia.

Jednakże obawiam się, że starsze pokolenie już się nie przestawi na nowe myślenie. Oscar Wilde zawsze mówił, że „przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka” i wiedział, co mówi. Dlatego ostatnio coraz częściej piszę, że Jarosław Kaczyński musi rozpocząć wymianę prominentów starszej generacji na rozumiejących współczesny świat młodych ludzi, co nie znaczy dzieci, bo dla mnie człowiek młody to ktoś pomiędzy 30-tym a 55-tym rokiem życia.

Prominenci PIS-u muszą w końcu zrozumieć, że młodzi Polacy, od których zależeć będzie nasza przyszłość nie potrafią bez swoistego zażenowania patrzeć na sprawowanie władzy na kolanach – vide fotografia Nr 1, a także na bigoteryjne przyśpiewki rządzących przypominające im smętne zawodzenie kalwaryjskich dziadów – vide:

Sorry, ale taki image temu rządowi nie doda powagi.

Kolejne pytanie. Dlaczego katolicki PIS milczy jak sfinks w temacie „innej kultury modlitwy”, jaką zademonstrowały Polakom krakowskie Dni Światowej Młodzieży??? – vide: czytaj. Dlaczego nowa władza nie pokazuje w mediach publicznych i prywatnych telewizjach o profilu prawicowym, że w Krakowie światowa młodzież unaoczniła Polakom, że modlitwa wcale nie musi być odbywana w odosobnieniu, smutna i śmiertelnie poważna, a wiarę w Boga można wyrażać także w łączącej ludzi spontanicznej zabawie i tańcu z uśmiechem na ustach. Czy aby nie dzieje się tak, dlatego, że nowa władza nie chce się narazić naszym brzuchatym i mentalnie zapyziałym purpuratom, którym się papież Franciszek nie podoba? I dam głowę, że niezrobiony do dzisiaj przez obecną władzę film o Światowych Dniach Młodzieży przyciągnąłby do kin po stokroć więcej ludzi młodych niż przedwcześnie wprowadzony na ekrany firm SMOLEŃSK, który niedawno nazwałem „dyskretnym dramatem pana Krauze” – vide: czytaj. Obawiam się jednak, że obecny konwent seniorów PIS nadal tego problemu nie rozumie.

Następna sprawa to harcerski styl bycia ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza. Z całym szacunkiem panie Antoni, lecz uważam, że każdy mężczyzna pozostający w harcerstwie po osiemnastym roku życia to mniej, lub bardziej zabawne indywiduum, które tą drogą leczy kompleksy sprawując władzę nad młodszymi od niego. Dlatego w imię dobra naszej wspólnej sprawy apeluję, niech Pan sobie daruje te przebieranki w mundury wojskowe – vide:

macierewicz-minister-mon-w-mundurze-wojskowym

W tym uniformie dla młodych będzie Pan zawsze podstarzałym druhem drużynowym, a nie żołnierzem, bo oni tę różnicę bezbłędnie wyczuwają. I proszę zrozumieć, że Pański patetyczny styl bycia przesycony akcentami katastroficznego smutku i dołującymi tonami martyrologicznymi dla większości młodych ludzi jest po prostu niemożliwy do zrozumienia. Bo z całym szacunkiem, ale Pan jest dla nich takim wojskowym jak niegdyś minister Bogdan Klich – vide:

bogdan-klich-i-radoslaw-sikorski-w-mundurze-wojskowym

Pan i Panu podobni nestorzy z PIS-u musicie to w końcu zrozumieć, bo nadmierne forsowanie bogoojczyźnianego etosu wcześniej, czy później da skutek odwrotny do zamierzonego. I choć bym tego chciał, tak samo jak Pan, to czasy marszałka Piłsudskiego już się nie powtórzą. To se Ne vrati, pane Havranek! A prawda jest taka, że mamy też w naszej ojczyźnie wcale nie mało takich młodych ludzi – vide:

i należy zrobić wszystko, żeby tych ludzi odzyskać, a nie na zawsze odstręczyć uroczystościami i rekonstrukcjami stanowiącymi krzyżówkę harcerskich zbiórek z kółkami różańcowymi. I proszę się na mnie nie obrazić, ale choć rozumiem, że starsi ludzie Pana uwielbiają za tę Pańską ujmująco szarmancko ułańską postawę, ale jest Pan człowiekiem w równym stopniu urokliwym, co, ciut niebezpiecznie nawiedzonym i chyba jednak Jarosław Kaczyński powierzył Panu zbyt dużo władzy.

Wiem, że po tej notce mam u radykalnych pisowców do imentu przerąbane, lecz w świecie polityki tak już bywa,  że mający odwagę mówić o tym, co złe zbierają cięgi, a na ich karkach się pasą cwaniacy o zachowawczych i spolegliwych postawach. Więc, raz kozie śmierć! Dorzucę jeszcze do pieca i powiem, że tak, jak ongiś odbył się marsz „Obudź się Polsko!”, tak obecnie, Forum Młodych PIS winno na nowogrodzkim podwórku postawić pikietę pod hasłem „Jarosławie! Wyzwól się spod przesłaniających Ci świat skrzydeł otaczających cię ciasno Aniołów Stróży, a szczególnie sędziwego Archanioła, co tak blisko ciebie łazi, iż już prawie nic nie widzisz”.

Więcej nie powiem, bo mi notkę zwiną.

dr Krzysztof PasierbiewiczAutor: Krzysztof Pasierbiewicz
(emerytowany nauczyciel akademicki)

Post Scriptum
Ktoś może powiedzieć, że autor notki też jest przecież wiekowy.  To prawda, ale nie pamiętam już, kto powiedział, że „młodość to stan umysłu”. Lecz na to, by na starość być młodym duchem trzeba sobie całym życiem zapracować – vide fragmenty jednej z moich książek wspomnieniowych:

„Co robi człowiek sukcesu, który skończył 60 lat i spoglądając wstecz widzi, jakie to życie radosne i zabawne? Co robi doceniony naukowiec w dziedzinie sedymentologii, bywalec salonów Krakowa, Warszawy i paru jeszcze, obieżyświat, zdobywca kobiet, mąż paru żon, które na dodatek żyją ze sobą w przyjaźni? Co robi mężczyzna, który ma już zawodowe sukcesy, że nie powiem o pieniądzach? Co robi, osiągnąwszy wiek stateczny i podchowawszy córkę (…)
No, co robi taki mężczyzna? Pisze wspomnienia, a pisze, bo wie, że ma, o czym opowiadać Ależ miał ten facet fantazję, ależ przemyślne sposoby na panienki, i jakie kulturalne na Schulza lub Dostojewskiego (…).
I rzecz nie w tym, że się autor ma, czym chwalić i czyni to z samczą próżnością, ale i z taktem, rzecz w tym, że robi to tak wdzięcznie, tak uroczo bezwstydnie, z takim smakiem doprawiając każdą z opowieści ingrediencjami świetnego języka, ładnego stylu, zgrabnej puenty. Czytając miałem chwilami skojarzenia z klimatem eposu „Gargantua i Pantagruel”, a o wiele zdań mógłby się i sam Jerzy Pilch poczuć zazdrosny. A może i o niektóre kobiety? (…)
Pora, zatem wyjawić, że to Krzysztof Pasierbiewicz snuje tak lekko i zabawnie opowieść ze swojego jakże cudownie grzesznego życia. Przy okazji utrwala i miejsca i obyczaje, które przeminęły. I tak w ten przyjemnie rozpasany klimat wtapia się aura nostalgii, dodając opowiastkom dodatkowy smaczek(…)
Świetna to lektura i arcyzabawna. Acz i z lekka przygnębiająca, niestety, jest ona. Uprzytamnia, że też się tak żyć mogło, tylko się nie umiało…”
, koniec cytatu.

Krzysztof Pasierbiewicz, Podaj Hasło, Wydanie I, wydawca: Krzysztof Pasierbiewicz, Kraków 2008, s.167, op. miękka, ISBN: 978-83-927038-0-8

Wacław Krupiński (Dziennik Polski)…”, koniec cytatu.