(wspomnienie IX 2021)
Nieopodal klasztoru we wsi Staniątki pod Niepołomicami w 1855 r. została wzniesiona zagroda okołowa – zabudowania mieszkalne i gospodarcze zamknięto w czworoboku, tworząc tym samym wewnętrzny dziedziniec – miejsce prac gospodarczych. W latach 70. XX w. zagroda została zakupiona przez muzeum od jej ówczesnego właściciela, Karola Szewczyka, a następnie zrekonstruowana w skansenie z zachowaniem oryginalnej bryły i układu przestrzennego w Nadwiślańskim Parku Etnograficznym w Wygiełzowie.
Wnętrze podzielone jest na izbę paradną i kuchnię do życia codziennego, gdzie również przebywały dzieci. Oprócz wewnętrznego podworca jest również bogato wyposażony warsztat dostępny od frontu gospodarstwa. Uwagę zwracają solidne dwuskrzydłowe okna.
Skansen Wygiełzów. Młyn z Sadka z II połowy XIX wieku. Należał do zabudowań folwarcznych klasztoru zakonu Cystersów w Szczyrzycu. Obiekt mieszkalno-gospodarczy. Chałupa typu kurnego, uwagę zwraca brak komina. Kocioł z wodą grzał się nad otwartym paleniskiem. Ponad głowami suszy się drewno, na środku stoi kobylica, narzędzie ułatwiające struganie drewnianych przedmiotów, zasada częściowo podobna do imadła. Lewa strona budynku to młyn z kołem wodnym nad potokiem.
=========================================
„Tragacz, który trafił do Podolsza pchany przed 80 km”.
Wojenna tułaczka, kawałek ludzkich losów. I kto by o tym pomyślał, patrząc w skansenie na to narzędzie?
Pani Kazimiera Baluś (z męża) miała 12 lat, gdy zaczęła się wojna. Mieszkała z rodziną w Podolszu k. Zatora. Po trzech dniach wpadli w panikę, spakowali tyle ile mogli unieść i wraz z trojgiem rodzeństwa rodzice zabrali ją na pociąg towarowy zmierzający z Zatora na wschód. Ujechali koło 130 km, gdy niemieckie samoloty dopadły pociąg i znów trzeba było się ewakuować. Nie wiadomo było co robić, ludzie ganiali wte i wewte. Postanowili wracać. Gdzieś koło Bochni wypatrzyli tragacz w gospodarstwie. Mimo, że gospodarz nie był zainteresowany gotówką udało się kupić go za pięć srebrnych złotych. Do Podolsza wracali jeszcze dwa tygodnie. Tragacz dzielnie służył. Wiózł dobytek, a to dzieci z powrotem. I służył tak kolejne 58 lat. Woził trawę, słomę, drewno i różne graty. Przeżył Niemców, widział komunistów, nową władzę co zabrała pola hrabiemu Potockiemu i rozdała chłopom. Kazimiera wyszła za mąż za Jana Balusia. Urodziła sześcioro dzieci. Zaraz po wojnie na zamku w Zatorze urządzono skład zboża i właśnie porodówkę.
A tragacz stał w stodole i z czasem stał się niemym świadkiem historii opowiadanej w rodzinnym gronie. Pewnego dnia przyjechała jakaś pani ze skansenu w Wygiełzowie zainteresowana starymi rupieciami. I tak tragacz doczekał się zaszczytnej emerytury, a wraz z nim słomianki do pieczenia chleba, safarnia (skrzynia, prymitywna komoda) i prasa do krowich rogów, z których wyrabiano grzebienie.
To taka skrótowa relacja z większej opowieści. A w książce, którą gdzieś, kiedyś dostałem jeszcze wiele innych wątków. A może to było w Zatorze?






























Zostaw komentarz