Można narzekać na nasze rządy, że nie robią wielu rzeczy, które są potrzebne, ale zawsze, zawsze można liczyć na to, że zwiększą obciążenia fiskalne pracującym i przedsiębiorcom, po to by mieć je dla swoich wyborców.
Istnienie i względne funkcjonowanie ochrony zdrowia utrzymywane było od zawsze dodatkowymi miejscami pracy lekarzy, rekordziści pracowali w 4-5 miejscach pracy w różnych formach zatrudnienia.
Wieczne niedobory personelu szpitalnego nie zabezpieczające ciągłości pracy szpitala, dyrektorzy łatali tymi samymi pracownikami pracującymi w ramach etatu/kontraktu. Planowane zmiany dla jednych będą oznaczały wprowadzenie w życie hasła: niech jadą! A dla innych weryfikację miejsc pracy i wybór najbardziej opłacalnych. Największym naszym błędem będzie przyjęcie założenia, że żeby zrekompensować utraty dochodu wynikające ze znacznie większego opodatkowania – nawiasem mówiąc pięknie przy nowych przepisach wyjdzie, że składka zdrowotna jest de facto podatkiem – będzie ZWIĘKSZENIE obciążenia pracą, bo przecież „trzeba nadrobić, to co się straciło”. Nic bardziej mylnego, raczej spojrzenie na swoją pracę pod kątem najkorzystniejszego przychodu w stosunku do włożonego wysiłku, bezpieczeństwa zawodowego i rezygnacja z prac nadmiernie obciążonych niekorzystnym współczynnikiem ryzyko/korzyść.
Nie stać nas na finasowanie wyborców partii rządzących.
Uprzejmie informuję, że składki na ZUS (w tym składka zdrowotna) wraz z podatkami (PIT, CIT, VAT, akcyza itp.) uznawane są za tzw. daniny publiczne. Tak uczą studentów prawa od lat 1970-tych. ;)