Gwiazdor onetowej żurnalistyki Andrzej Stankiewicz pokazał, że nie jest gorszy od „śledczych dziennikarzy” GazWyb Czuchnowskiego i Ivanowej.

Trwa nagonka na PiS. Do czerskiego cyngla Czuchnowskiego dołączył skądinąd doświadczony dziennikarz (ongiś Rzeczpospolita, Wprost i Newsweek przed Lisem) Andrzej Stankiewicz.

W audycji „Stan po Burzy” przedstawia nową koncepcję prawa karnego w Polsce.

– Falenta jest dla mnie w dużej mierze wiarygodny. Przez pięć lat zajmowania się tą sprawą bardzo wiele moich źródeł informacji wskazywało na to, że PiS wiedziało wcześniej, że są takie nagrania i że politycy PiS mieli dostęp do niektórych z nich, co samo w sobie jest przestępstwem. Jeżeli ktoś wie o nielegalnych działaniach i nie informuje o tym prokuratury, to jest to złamaniem prawa – tłumaczy Stankiewicz. – Nigdy nie miałem najmniejszych dowodów, poszlak, że to PiS inspirował Falentę – dodaje.

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/stan-po-burzy-agnieszka-burzynska-mam-kopie-meldunkow-ktore-marek-falenta-skladal/34x0egd

Przyznam, że takie twierdzenie, na dodatek kategoryczne, jeszcze nie tak dawno kompromitowało by dziennikarza w środowisku całkowicie.

Jak to mawiano – zabito by go śmiechem.

Przez kilka następnych lat zajmował by się w redakcji pisaniem nekrologów lub/i horoskopów.

Bowiem Stankiewicz owładnięty manią antypisowską zwyczajnie kłamie. Z art. 304 kpk (kodeks postępowania karnego) wynika jedynie społeczny obowiązek powiadomienia o przestępstwie Prokuratury czy też Policji (§ 1).

Jedynie instytucje państwowe i samorządowe, które w związku ze swą działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, są obowiązane niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub Policję oraz przedsięwziąć niezbędne czynności do czasu przybycia organu powołanego do ścigania przestępstw lub do czasu wydania przez ten organ stosownego zarządzenia, aby nie dopuścić do zatarcia śladów i dowodów przestępstwa (§ 2).

Obowiązek społeczny, nieobwarowany żadną sankcją, spoczywa na każdej osobie, posiadającej wiarygodną informację o przestępstwie ściganym z urzędu. Obowiązek ten nie dotyczy przestępstw ściganych z oskarżenia prywatnego oraz na wniosek, ponieważ decyzja w tym zakresie została pozostawiona osobie uprawnionej do złożenia wniosku o ściganie. Podobnie społeczny obowiązek zawiadomienia o przestępstwie nie dotyczy osób najbliższych dla sprawcy przestępstwa, skoro ustawa zapewnia im prawo uchylenia się, z tego właśnie powodu, od złożenia zeznań.

(KPK. Komentarz, red. Skorupka, 2019)

Tymczasem Marek Falenta i inni odpowiadali z art.267 § 3 i 4 kk.

§ 1. Kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do sieci telekomunikacyjnej lub przełamując albo omijając elektroniczne, magnetyczne, informatyczne lub inne szczególne jej zabezpieczenie,

podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

§ 2. Tej samej karze podlega, kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do całości lub części systemu informatycznego.

§ 3. Tej samej karze podlega, kto w celu uzyskania informacji, do której nie jest uprawniony, zakłada lub posługuje się urządzeniem podsłuchowym, wizualnym albo innym urządzeniem lub oprogramowaniem.

§ 4. Tej samej karze podlega, kto informację uzyskaną w sposób określony w § 1-3 ujawnia innej osobie.

§ 5. Ściganie przestępstwa określonego w § 1-4 następuje na wniosek pokrzywdzonego.

Jak widać zgodnie z § 5 jest to tzw. przestępstwo wnioskowe.

Nawet, gdyby faktycznie ktoś wewnątrz PiS zapoznał się z materiałami z nielegalnego podsłuchu (przypominam, że taka wersja poległa w sądzie, który skazał prawomocnie Falentę) to nie spoczywał na nim nawet społeczny obowiązek dokonania doniesienia.

Tym bardziej zaś zagrożony jakąkolwiek sankcją karną.

Stankiewicz, jako dziennikarz z długoletnim stażem doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że przed sformułowaniem jakichkolwiek ocen i ich wyartykułowaniem powinien rzetelnie poznać fakty.

Tymczasem walnął jak gołąb na parapet.

Jest winien zniesławienia dokonanego za pomocą środków masowego komunikowania (art. 212 § 2 kk) a także rażącego naruszenia dóbr osobistych, co powinno skutkować pozwem.

Tym bardziej, że sprawa jest głośna i nie ma dziennikarza w Polsce, który by o niej nie słyszał.

Tak oto wygląda „wolność mediów” w wykonaniu polskojęzycznych.

Mają ludzi za durniów, którym można wcisnąć nawet najbardziej bezczelne kłamstwo.

14.06 2019