Żydzi dążąc do zmuszenia nas byśmy oddali im nienależne mienie bezspadkowe krok po kroku zacieśniają pętlę wokół Polski. Pierwszym ruchem w tym kierunku była konferencja praska na temat konfiskaty mienia z okresu Holokaustu zakończona Deklaracją Terezińską. Jest to niezobowiązująca lista podstawowych zasad mających przyspieszyć, ułatwić i uczynić przejrzystymi procedury restytucji dzieł sztuki oraz prywatnego i komunalnego mienia przejętego siłą, skradzionego lub oddanego pod presją w czasie Holokaustu.

W imieniu Polski 30 czerwca 2009 r. dokument podpisał Władysław Bartoszewski, ówczesny sekretarza stanu w kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Po jej podpisaniu oświadczył, że „nie może być mowy” o scedowaniu mienia ofiar Holokaustu na kogoś innego niż prawowici spadkobiercy. W przypadku braku legalnych spadkobierców polskie prawo przewiduje przejęcie mienia spadkowego przez skarb państwa. Nasuwa się, więc pytanie, po co ją podpisywał.

Bartoszewski podpisując Deklarację Terezińską doskonale musiał zdawać sobie sprawę, że da ona w przyszłości Żydom pole do dowolnych interpretacji zawartych w niej zapisów, ponieważ z tego, co czytałam dokument ten charakteryzuje się wysokim poziomem ogólności i abstrakcji. Państwa sygnatariusze we własnym zakresie mają wypracować instrumenty gwarantujące przyjęte w Deklaracji zobowiązania.

Tylko, jakie mieliśmy przyjąć zobowiązania skoro jakiekolwiek roszczenia żydowskie w świetle prawa są bezpodstawne, ponieważ rząd PRL zawarł w latach 1948-1970 z rządami 12 państw zachodnich (Francją, Danią, Szwajcarią, Szwecją, Wlk. Brytanią, Norwegią, Stanami Zjednoczonymi, Belgią i Luksemburgiem, Grecją, Holandią, Austrią i Kanadą) umowy odszkodowawcze (indemnizacyjne). Na ich podstawie wypłacił rekompensaty na rzecz roszczeń obywateli tych państw lub ich osób prawnych, za mienie obywateli tych państw, które uległo nacjonalizacji lub innego rodzaju przejęciu przez PRL. Rekompensaty objęły także byłych właścicieli pozbawionych po wojnie mienia w Polsce, którzy uzyskali obywatelstwo wspomnianych państw do chwili podpisania umów odszkodowawczych. Zawarcie umowy oznacza, że państwo polskie nie ma żadnych niezrealizowanych zobowiązań dotyczących zwrotu mienia. Polska stała się zwolniona w przedmiocie zaspokojenia roszczeń podmiotów uprawnionych. Oznaczało również, że rządy podpisujące umowy, zgodziły się na wynegocjowane kwoty oraz przejęły na siebie roszczenia odszkodowawcze swoich obywateli.

Ze Stanami Zjednoczonymi zawarta ona został 16 lipca 1960 roku w Waszyngtonie. Dokument podpisali prezydent John F. Kennedy i polski premier Józef Cyrankiewicz. To porozumienie było ratyfikowane przez Kongres USA i polski Sejm.

Rząd polski przekazał określoną globalną kwotę pieniężną na zaspokojenie roszczeń rządom państw obcych, które przejęły na siebie całkowitą odpowiedzialność za wypłatę odszkodowań dla swoich obywateli i osób prawnych. Z chwilą wywiązania się z umowy przez obie strony Polska stawała się zwolniona w przedmiocie zaspokojenia roszczeń podmiotów uprawnionych.

Mimo istniejącej umowy demokratyczna senator Tammy Baldwin, razem z republikańskim senatorem Marco Rubio, skierowali do premiera Morawieckiego list, w którym zaapelowali o „przyjęcie ustawy reprywatyzacyjnej sprawiedliwej wobec polskich Żydów, którzy przeżyli Holokaust i ich rodzin”. Pod listem podpisało 59 senatorów, większość stuosobowego amerykańskiego Senatu.

Jakoś tak się dzieje, że bez względu na rządzącą opcję nikt do tego nie wraca. Panuje jakaś dziwna cisza jak gdyby zawarte umowy indemnizacyjne nie istniały i nie obowiązywały.

Kolejnym krokiem w kierunku przejęcia mienia bezspadkowego jest przyjęta 24.04.2018 r. przez Izbę Reprezentantów Kongresu USA ustawa JUST Act (S.447), która daje Departamentowi Stanu możliwość wspomagania organizacji międzynarodowych zrzeszających ofiary Holokaustu m.in. w zakresie odzyskania majątków, które nie mają spadkobierców. Nakłada na Departament Stanu wymóg sporządzenia w ciągu 18 miesięcy raportu dotyczącego stanu realizacji przez poszczególne kraje obowiązku zwrotu mienia żydowskiego i monitorowania informacji w tym zakresie. Wcześniej ustawę o identycznym brzmieniu przyjął Senat.

Po jej przyjęciu jestem przerażona lekceważącym stosunkiem do niej przez naszych polityków:

Jacek Czaputowicz – „Nie przywiązywałbym do tej ustawy zbytniej wagi, gdyż Polska nie jest w niej wymieniona ani w nazwie, ani w treści”

Jarosław Gowin – Chcę wszystkich uspokoić. Tak zwany JUST Act nie ma żadnego znaczenia prawnego, nie może być podstawą do jakichkolwiek roszczeń wobec państwa polskiego.

Jacek Sasin – Przyjmujemy do wiadomości, że taka ustawa została przyjęta, ale z drugiej strony zwracamy uwagę, że z punktu widzenia Polski i polskiego stanu prawnego, niczego ona nie zmienia.

Adam Bielan – Ustawa ma charakter symboliczny, nie ma praktycznego znaczenia.

Marcin Warchoł – Chciałbym uspokoić wszystkich, że nie ma żadnego zagrożenia. Praktyka sądów amerykańskich jest trwała i ukształtowana. Sądy amerykańskie szanują jurysdykcję sądów polskich.

Ustawa, 447 mimo, że nie zmienia niczego w polskim prawodawstwie, to dzięki niej umożliwia podmiotom, które będą starały się o zwrot pożydowskiego mienia, skutecznie naciskać na Polskę

Trafnie przewidują jej skutki i jej nie bagatelizują jedynie min. A. Macierewicz i Stanisław Michalkiewicz.

Min. A. Macierewicz – Ona nie dotyczy rekompensaty, a restytucji. „Może to objąć aż 20 proc. wartości nieruchomości w Polsce. Gdyby do tego doszło, byłaby to katastrofa narodowa dla naszego państwa. (…) Nie wyobrażam sobie rządu Rzeczypospolitej Polskiej, który zaakceptowałby taką sytuację. Dotyczy to nas wszystkich, także spadkobierców. We wszystkich krajach, mienie bezspadkowe przechodzi na samorząd czy skarb państwa. To tworzy sytuację dyktatu. Stawia to nas w sytuacji bankructwa”

Stanisław Michalkiewicz, – „Jeżeli ta ustawa zostanie uchwalona to Polska zostanie wyszlamowana na ponad 300 miliardów dolarów. Bo ta suma pojawiła się w liście Światowej Organizacji Restytucji Mienia Żydowskiego z Nowego Jorku do Ministerstwa Sprawiedliwości w Warszawie. To jest dla Polski katastrofa, to jest po prostu okupacja”.

Działania zarówno Senatu jak i Kongresu USA unaoczniło wielu Polakom, że Polska traktowana jest przez Stany Zjednoczone przedmiotowo i a nie jak szanowany partner i przyjaciel. Powinniśmy się liczyć z tym, że w chwili prawdy zostaniemy sami jak w 1939 r, gdy nasi „sojusznicy” Francja i Anglia przyglądały się naszej wrześniowej klęsce.

Foto :domena publiczna