Po sobotnim spotkaniu z jednym z warszawskich śledczych zapowiedziałem, że ujawnię dziś pewne dokumenty, które znalazły się w aktach śledztwa.
Chodzi o śledztwo, które jest prowadzone pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie z zawiadomienia Pani Ammy M. Póki co, śledztwo toczy się w sprawie – rzekomego – nękania Pani zawiadamiającej – przez moją skromną osobę, o czym pisałem już 9 października 2023 roku (czytaj tutaj). Nie wiem na czym owe nękanie miałoby polegać, ale sprawa jest poważna, bo kodeks karny przewiduje za to karę do 3 lat więzienia (przed nowelizacją, a po nowelizacji do 8 lat więzienia).
Jak część z Was wie należę do osób dość niecierpliwych o ile nie w gorącej wodzie kąpanych. No, ale wracając do tych „obrzydliwych” rzeczy, które mam Wam zaserowawać o sobie, to będę musiał Was rozczarować.
Po dłuższym przemyśleniu sprawy, konsultacji z kumplami i specjalistami uznałem/uznaliśmy, że nie mogę lub nie powinienem ujawnić owych dokumentów, choć pokusa ogromna.
Czemu?
I nie chodzi wcale o grożącą karę. W końcu dziennikarze są od ujawniania różnych informacji. Czym innym jednak jest ujawnianie informacji z toczącego się postępowania, które dotyczy innych osób lub podmiotów a czym innym takiego, które może prędzej czy później przerodzić się z postępowania w sprawie w postępowanie przeciwko Twojej osobie (w tym przypadku mnie).
Nie chciałbym więc drażnić śledczych czy narażać się na zarzuty próby wpływania na dochodzeniowców czy prokuratorów. A po drugie nie mam chęci ani powodu ułatwiać pracy moim przeciwnikom.
Wydaje mi się, że to najrozsądniejsza decyzja na obecnym etapie toczącego się postępowania. Oczywiście prędzej czy później, zapytam prokuraturę czy owe dokumenty mogę ujawnić, a jeśli otrzymam taką zgodę, to z przyjemnością je tutaj opublikuję.
Konkludując. Przykro mi więc, że nie mogę zapewnić Wam dzisiaj porządnej dawki humoru i rozrywki, bo wierzcie mi na słowo – tarzalibyście się ze śmiechu po podłodzę.
No, ale jak to mówią:
Co się odwlecze, to nie ……
Zostaw komentarz