Słynna polska laureatka nagrody Nobla Maria Skłodowska – Curie w trakcie spotkania Międzynarodowego Komitetu Współpracy Intelektualnej Ligi Narodów w 1921 opowiedziała następujący dowcip: W konkursie literackim na temat słonia Anglik przedstawił pracę:„Moje doświadczenia w polowaniu na słonie w Afryce Południowej”, Francuz napisał esej na temat: „Seksualne i erotyczne życie słoni”,natomiast tytuł opowiadania Polaka:„Słoń, a Polska Niezależność Narodowa”.
Dla pewnego „usprawiedliwienia” naszego ujętego anegdotą noblistki rodaka należy odnieść się do realiów XIX wieku tj. czasów gdy RP znajdowała się pod rozbiorami. W początkowych latach XX wieku; tzn. jeszcze w czasach rozbiorów, polskie społeczeństwo oczekiwało jak kania dżdżu restytucji niepodległości. Konsekwencją tychże oczekiwań była kreacja syndromu, że absolutnie wszystko wiązało się (ba, wręcz musiało się wiązać) ze sprawą polską, czyli dążeniem Narodu do odzyskania niepodległości. „Słoniowate” powiedzonko upowszechnił Stefan Żeromski w swoim słynnym „Przedwiośniu”. Paralelnie możemy przywołać nieco rubaszny dowcip o kojarzeniu się białej chusteczki przez małego Jasia… no wiadomo jaką dał niecenzuralną odpowiedź wywodząc przekonująco, że dosłownie wszystko z tymże mu się kojarzy. No dobra, dobra; takowe marzycielskie ekspektatywy były ponad wiek temu w sposób oczywisty zasadnie artykułowane przez polskie społeczeństwo, które nawet ze strony słonia oczekiwały subsydiarnego wsparcia. Ze „słoniowym” zatem wsparciem już zostaliśmy dokumentnie zapoznani, a wobec tego uznać możemy zastosowanie tegoż umownego słonia (i nie tylko jego), za prawidłowe.
A co ma wspólnego z poruszaną problematyką felietonowy tytułowy struś? Otóż bardzo wiele o czym postaramy się pokrótce poniżej wyjaśnić i stosownie uzasadnić.
Większość z nas zapewne spotkała się z wielce wymownym stwierdzeniem o rzekomych możliwościach szybkonogiego, bez lotnego afrykańskiego największego ptaka, czyli strusia o jego umiejętnościach chowania głowy w piasek w przypadkach zaistnienia potencjalnego zagrożenia.
Tenże wielce osobliwy, malowniczy ponoć przez strusi realizowany zwyczaj jest jednakże niezwykle trudny sobie do wyobrażenia, a także do logicznego uzasadnienia możliwości jego rzeczywistego zafunkcjonowania. W człeczej imaginacji wykreowane zostało przekonanie, że także wzorem afrykańskiego strusia istota ludzka posiada epigoniczną umiejętność ukrycia swojego czerepa w piasku w przypadkach pojawienia się pewnych niebezpieczeństw, względnie zaistnienia niezbyt sprzyjających okoliczności np. konieczności dokonania trudnego wyboru.
Unikanie podejmowania trudnych decyzji bywa tak niezwykle kuszące (a nasza człecza tchórzliwość, lenistwo lub względnie nasz wielce naiwny, nieuzasadniony optymizm bywają tak duże), że z tzw. świętym spokojem godzimy się nawet na piasek w oczach oraz w ustach.
Pragnąc uniknąć niebezpieczeństw względnie narażać się na dyskomfort psychiczny możemy podejmować działania pozorne i udawać, że absolutnie nie istnieje to co jest dla nas kłopotliwe, groźne względnie przykre, uciekać zatem będziemy wszelkimi sposobami przed ponoszeniem jakiejkolwiek odpowiedzialności. W sposób oczywisty w takowych sytuacjach, a korelujących z przypisywanych strusiowi zachowaniom pojawić się musi chcica, aby najprostszym z prostych sposobów pozbyć się dręczących nas problemów. Intuicja powiada zatem nam, aby… no właśnie schować głowę w piasek i udawać: Polacy nic się nie stało, nic się nie stało…
Czynimy więc palcami metaforyczny pstryk i zamiast zaniku światła całkowicie zanikają nam wszelkie przykre, nieakceptowalne otaczające nas problemy i to na dodatek definitywnie!!!
Powyższe manualne pstryknięcie powoduje m.in. takowy skutek, że przestała z dnia na dzień zdradzać nas żona z najbliższym somsiadem, córka zaprzestała wizyt pod latarnią, teść stał się zagorzałym abstynentem, a nasz uwielbiany polityczny idol (utożsamiany całkowicie bezkrytycznie ze złotym cielcem oraz wszechmocnym redemptorem) zaprzestał głoszenia łgarstw.
W szczególności niezwykłej ulgi oraz komfortu psychicznego doznamy, gdy autentycznie okaże się, że dla przykładu KACZOR DONALDINO cokolwiek, nawet niechcący miał wspólnego z podniesieniem wieku emerytalnego, żółwikami z Putinem, lizaniem doopy MAKRELI, wzrostem podatków, znalezieniem, a następczo zagubieniem rtęci w Odrze, aferą AMBER GOLD czy reklamówkami z Biedronki pełnymi kasiory etc… Jakież to przyjemne, radosne, wprowadzające nas wręcz w stan autentycznej egzaltacji, a nawet orgazmowej ekstazy!!!
Przede wszystkim należy docenić niezwykłą prostotę czynności związanej z takowym uszczęśliwiającym nas procesem. Pstryk manualny… i już osiągnęliśmy EDEN, czyli krainę szczęśliwości w której nie toczy swych mętnych, niecnych wód żadna wredna rzeka nazywana Styksem. Innymi słowy: cut, mniut, ultramaryna!!!
Reminiscencyjnie, a także w wymiarze paralelnym z strusiowym problemem powinniśmy z daleko idącym uznaniem odnieść się do wielce nowatorskiej praktyki słynnego nagrodzonego Noblem medyka Lecha Wałęsy. Nikt przed nim, ani po nim nie wpadł na niezwykle prosty (alboć prostacki), uniwersalny, a nawet genialny sposób postawienia prawidłowej diagnozy, a w konsekwencji zastosowania prawidłowej terapii. Prawdopodobnie na tenże unikalny sposób wpadł podczas długotrwałych szkoleń służbistowskich występując jako TW SB BOLEK. Winniśmy zatem w tym miejscu przybliżyć tę epokową diagnozę i terapię zarazem albowiem są one koniunkcyjnie związane z termometrem jako miernikiem ciepłoty ciała człeczego. Powyższa prekursorska metoda sprowadzała się do całkowitego mechanicznego zdewastowania termometru uniemożliwiając tym samym dokonanie jakiegokolwiek pomiaru temperatury. W konsekwencji skoro nie zaistniał stwierdzalny stan pod gorączkowy; względnie jego wyższy poziom, czyli gorączka to po prostu całkowitej anihilacji względnie resetowi ulegała choroba, którą potencjalny pacjent mógł zostać dotknięty. REWELACJA... nieprawdaż??? Zaistnienie w przestrzeni medycznej tak doskonałej metody diagnozy i terapii o 100% skuteczności w sposób oczywisty stricte skorelowanej z funkcją tropistyczną obecnie zaskutkowało dalekosiężnym jurydycznym echem. Przywołać aktualnie zatem należy w tymże miejscu meritum pozwu wraz z jego tzw. instytucjonalnym zabezpieczeniem jaki bywszy krul Jewropy o ksywie Hyrzy Ruj skierował przeciwko dziennikarzom TVP żądając zakazu różnorakich informacji związanych z jego osobą, a przede wszystkim zakazu publikacji w internecie filmu „Nasz człowiek w Warszawie”. Zażądał równolegle takowoż stosownego finansowego zadośćuczynienia na rzecz instytucji społecznej. Uzurpatorsko zawłaszczył sobie funkcję ober cenzora wobec możności, a przede wszystkim konstytucyjnego uprawnienia wszystkich obywateli do swobody wypowiedzi, wyrażania różnorakich opinii i poglądów. Tenże najzwyklejszy huncwot i łapserdak usiłuje przy udziale subsydiarnym sprzedajnej kasty sędziowskiej zaprowadzić autorytarne o wyrazistej faszystowskiej inklinacji porządki pozostające w całkowitym zaprzeczeniu z fundamentalnymi zasadami demokratyzmu!!! Bezczelny egotyk, a zdecydowany wróg polskości i patriotyzmu ze swym sztandarowym hasełkiem: POLSKOŚĆ TO NIENORMALNOŚĆ!!! zainfekował swoich akolitów, a przede wszystkim stado polszewickich janczarów niezwykle groźnym choróbskiem pod nazwą TUSKOLIOZA alias LEMINGOZA.
Ta dolegliwość ma często dramatyczny przebieg i skutki z nią związane, aczkolwiek przy pewnej dozie samodyscypliny oraz medykamentów w rodzaju doskonałego italskiego wina PRIMITIVO względnie dobrego łyskacza jest w pełni uleczalną. Warunek dodatkowy to konieczność legitymowania się ilorazem IQ powyżej 64. Takowe IQ leży niestety poza granicami jego osiągnięcia np. przez lalkowatą Dżakirę, Izunię Leszczynkową, Qurfińskiego, Napierdalskiego czy też kabaretowego duetu Joński + Szczyrba (łączne IQ 59). Z wielką troską musimy się także pochylić nad przewrotnością losu, a właściwie natury, która na nieszczęście Gośki Wykidajło z Błońska pomimo starań i chęci nie była w stanie zamieścić nawet cząstkę rozumu w jej czerepie.
W tzw. ciepełku tusskowatym usiłują się ogrzać; jak też upiec swoją pieczeń różnorakie kauzyperdy zwabione subsydiarną filozofią neumannowską, która nęci ich właściwie odniesioną w sposób apriorycznnie pewniacki bezdyskusyjną wiktorią. Posiadają w tymże zawisłym procesie zasadną nadzieję graniczącą wręcz z elementami pewności o skuteczności co najmniej zawnioskowanego tzw. zabezpieczenia.
Nawet początkujący jurysta, bez aplikacyjnych doświadczeń zasadnie może wywieźć wniosek o całkowitej bezzasadności roszczeń Hyrzego Ruja. Jednak biorąc pod uwagę uwarunkowania społeczno-polityczne oraz odnoszące się do proweniencji progenitury sowieckiej i komuszej onucy składów sędziowskich takowa konkluzja (przynajmniej w I instancji) może okazać się bezprzedmiotową. W każdej bowiem profesji (medycznej i spirytualnej nie wyłączając) niestety funkcjonują zbłąkane czarne owieczki, indywidua bez właściwego moralnego kręgosłupa, a przede wszystkim zwykłe sprzedajne qurfy!!!
Dokonując w tymże miejscu felietonu jego wstępnej wynikającej z przedstawionych wyżej wywodów rekapitulacji bezsprzecznie winniśmy skonstatować, że prawdopodobnie bardziej adekwatnym jego dzisiejszym tytułem byłby takowy tytuł: TUSSEK, A SPRAWA POLSKA. W sposób bowiem oczywiście oczywisty wynika, że fuhrer PEŁO zasadnie uznał (względnie tak uznali jego pijarowscy podpowiadacze), że jeżeli dosłownie jak struś schowamy głowę w piasek, względnie uda nam się niewygodną prawdę zamieść pod dywan – to wówczas zostanie ona skutecznie (mówiąc osobliwym, „literackim” ozorem jego faworytki lamparciej lesby) w……….a w przestrzeń kosmiczną, bez jakiejkolwiek możności jej reaktywacji. Wnioskowanie logiczne prawidłowe, aczkolwiek kompletnie nie uwzględniające infinitywnej przestrzeni internetowej w której nic dosłownie nie jest w stanie zostać ostatecznie zdelejtowane, a tym samym wielekroć możliwe do zreprodukowania. Także ludzka pamięć, aczkolwiek niedoskonała posiada u wielu ludzkich istot tę cechę i zaletę, że przynajmniej co poniektóre ważkie wydarzenia względnie cwelebryckie wypowiedzi nigdy nie ulegają zatraceniu, są zatem możliwe do przypomnienia w najbardziej dla pewnych delikwentów nieodpowiadającej im; bo w kompromitującej formie.
Celem wykazania o trwaniu takowej ponadczasowej pamięci przypominamy treść utworu pt. BLUZG niedawno zmarłego wybitnego artysty Emiliana Kamińskiego vide: felieton z 31.12.2022r pt. OWCZA SKÓRA:
Przebrzydła szumowino, pachołku moskiewski, farbowana świnio, premierze kurewski,
Chamie zbuntowany, zatęchła sklerozo, gnoju zasmarkany, ty łajdacka lemingozo,
Gnido zarzygana, jadowita mendo, ty kukło gówniana, kacapski przybłędo,
Tchórzu zafajdany, ropiejący strupie, padalcu rozdeptany, ty wrzodzie na dupie,
Ty diabelskie łajno, żałosny bydlaku, ty kurwo sprzedajna, ty szwabski zupaku,
Wypierdku Makreli, ty ślepy pedale, kurduplu tępogłowy, ty głupi bęcwale
Ty skunksie śmierdzący, pluskwo zasuszona, wrzodzie ropiejący, ty małpo zielona,
Ty strachu na wróble, zboczony sadysto, Judaszu za jełro, tępawy marksisto.
Ty pało gumowa, wredny okupancie, zakało narodowa, złamany palancie,
Cuchnący śmierdzielu, pełzająca glisto, ponury skurwielu, lefacki faszysto.
Ty sługo Berlina, szwabski lokaju, ty zbóju parszywy w brukselskim raju,
Debilu obłąkany, nadęty bufonie, za naród sprzedany piekło cię pochłonie.
Obecnie nowo rozpoczynający się rok 2023 winien przynieść umęczonym tubylcom TEGOKRAJU zasadnie oczekiwaną nadzieję, że wszelkiej maści łajdactwo, huncwoty, kosmiczni hipokryci, hultaje czy łobuzy etc…… przepadną z ich widoku, a tym samym przykrego efektu ich oglądania jako nachalnych cwelebrytów. Zgiń, przepadnij maro nieczysta!!! Z niezwykle powstrzymywaną niecierpliwością odnoszącą się do swojego jednego z najbliższych somsiadów oraz profesyjnego kolesia poznanego 50 lat temu w wojsku oczekuje felietonista z ich strony kreacji stosownej refleksji, a w konsekwencji przejścia ze złej na dobrą stronę mocy, czego im serdecznie życzy.
I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.
2.01 2023
fot. pixabay
Zostaw komentarz