W życiu tak bywa, że pewne zdarzenia mogące się w najbliższej przyszłości wydarzyć można w pewien sposób przewidzieć i to nawet z tzw. dużą dozą prawdopodobieństwa. Obserwacja czynników zachodzących w przyrodzie umożliwia nam np. prognozowanie pogody, co jest elementem „przepowiedniowym” ludzkości od dawna. Lepiej bowiem jest być z góry uprzedzonym idąc na weekendowy spacer, czy należy z ostrożności zaopatrzyć się w „narzędzie” pt. parasol, czy nawet w płaszcz przeciwdeszczowy. Szczególnego znaczenia nabierały prognozy długoterminowe przy planowaniu letnich, czy zimowych (oczekiwane opady śniegu!!) urlopów. To na bazie wielopokoleniowych doświadczeń odnoszących się obserwacji meteorologicznych możliwym się stało m.in. konstruowanie ludowych powiedzonek z cyklu:

Styczeń mrozi, lipiec skwarem grozi.

Kiedy luty pofolguje, marzec zimę zreperuje.

W marcu jak w garncu.

Kwiecień plecień, bo przeplata – trochę zimy, trochę lata.

Kto się akurat w maju urodzi, temu zwykle dobrze się powodzi.

Czerwiec się czerwieni, będzie dość w kieszeni.

Kiedy lipiec daje deszcze, długie lato będzie jeszcze.

Gdy w dni sierpnia spieka wszędzie, tedy długa zima będzie.

Wrzesień chodzi po rosie, zbiera grzyby we wrzosie.

Gdy październik z wodami, grudzień z wiatrami.

W listopadzie goło w sadzie.

Grudzień ziemię grudzi dla zwierząt i ludzi.

Aktualnie rozpoczęliśmy miesiąc luty z którym od dawien dawna łączy nas znamienne przysłowie:

idzie luty, podkuj buty.

Rzecz jasna od wielu już lat co nieco zdeaktualizowane, albowiem srogość lutowych zim obecnie jest trudno zauważalna, a podkuwanie butów jest traktowane passe.

Prawidłową jednak będzie konstatacja, że treść powyższych ludowych przysłów skorelowana jest ściśle z występującymi w przyrodzie specyficznymi symptomami, na bazie których ludowi mędrcy formułowali powyższe ( i nie tylko takie) przysłowia.

Empiryzm odnoszący się do wysnuwania adekwatnych wniosków z dokonywanych obserwacji i występujących symptomów jest dla człowieka elementem niezwykle użytecznym. Odnieśmy się w tym miejscu do istotnego elementu związanego z życiem człowieka (szeroko pojętej fauny również) jakim jest ludzkie zdrowie.

Właściwie przez cały swój żywot naznaczony nieuchronną perspektywą udania się na drugą stronę rzeki Styks i to będąc zaopatrzonym w jednego, jedynego obola dokonujemy codziennych obserwacji związanym ze stanem zdrowotności nas samych oraz swoich bliskich nam osób.

Wielką radość przede wszystkim rodzicom i dziadkom sprawia zdrowy rozwój nowo narodzonych dzieci i wnucząt, a przeciwnie ogrom trosk, wręcz nieszczęść w przypadkach, gdy dzieci i wnuki dopadło jakoweś choróbsko. To oczekiwana, w pełni aprobowalna postawa ludzka, a także społeczna; biorąc pod uwagę interes populacji sensu largo. O ile o dawniejszych, mrocznych czasach człeka pierwotnego nie posiadamy zbyt wiele informacji związanych z lecznictwem w jego współczesnym pojęciu i odbiorze, to już czasy nawet antyczne, czy średniowieczne kojarzyć nam się muszą z ustawicznym rozwojem wiedzy medycznej.

To m.in. za sprawą słynnego lekarza greckiego żyjącego na przełomie V i IV p.n.Ch. Hipokratesa i jego dokonań możemy znaleźć stosowny punkt odniesienia w rozwoju medycyny. Nie bez kozery należy przypomnieć, że z jego osobą zasadnie kojarzona jest tzw. przysięga lekarska składana przez realizujących swoje sanacyjne działania medyków na całym świecie.

Nawet dla medycznego profana, a także nawet dla laika zdecydowaną negatywną wymowę mają symptomy świadczące o doznanym na zdrowiu pewnym określonym uszczerbku.

Właściwie zgodnie ze słynnym poetyckim, trafnym stwierdzeniem Jana Kochanowskiego szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz możemy zauważyć pewną prawidłowość związaną ze zdrowiem, a dotyczącą faktu niezwracania uwagi na jego stan w przypadkach, gdy wszystko jest o’ key. Sytuacja ulega diametralnej zmianie dopiero wtedy, gdy pojawiają się różne symptomy świadczące o tym, że zdrowie zaczyna szwankować. Podniesiona (obniżona) temperatura ciała, bóle i zawroty głowy, kaszel, trudności w oddychaniu czy możności swobodnego poruszania się świadczą jednoznacznie o wystąpieniu symptomów alarmujących organizm o konieczności ich zwalczenia. Właściwie każdy z nas przeżywał stany gorączkowe, podgorączkowe, czy też doznał uszkodzenia którejś z kończyn wymagając tym samym interwencji chirurgicznej. Zbędnym jest zatem dalszy dyskurs w tym zakresie, jednakże wartym zapamiętania jest fakt jak w naszym życiu ważką rolę odgrywa prozaiczne, a użyte także w tytule felietonu słowo symptom.

Wszak powyższe określenie jest określeniem wręcz uniwersalnym odnoszącym się swoim szerokim spektrum do indywidualnego oraz społecznego życia członków każdej populacji. Oczywistą oczywistością zatem pozostaje konstatacja, że symptomy pewnych zjawisk czy okoliczności odgrywały, odgrywają i odgrywać będą istotną rolę w życiu każdego z nas.

Upływ ostatnich 30 lat w dziejach TEGOKRAJU zapisze się nomen omen symptomatycznie m.in. faktem przepoczwarzenia się dinozaurowych czerwonych komuchów w niby różowych liberałów, licznych solidaruchów w aliantów liberałowych, a ponadto w dramatyczną liczbę 9,7 mln elektorów, którzy głosując na pezetperowskiego aparatczyka OLA, czyli rodaka z Filipin oddali mu we władanie stolec Prezydenta RP i to na 2 kadencje!!!

HAŃBA!

Dążąc do ścisłego podporządkowania sobie swoich zwolenników kierownicza siła Narodu, czyli PeŁo (czytaj: polactwo, względnie polszewia) za pomocą m.in. brata sądowego bandyty Adaśka Szechtera propagandowo sącząc jad, kalumnie, łgarstwa i siejąc potwarz w znaczącym stopniu odmóżdżyła, czyli zlasowała polactwu łepetyny.

Symptomem tegoż zlasowania umysłowego są m.in. choroby zdiagnozowane jako lemingoza oraz polifemia, czyli jednooczność.

Zgodnie z ustaloną strategią i taktyką przez KACZORA DONALDINA jedyną najprawdziwszą na całym globie wartością jest takowa prawda i aksjomaty jakie on nakazuje wyznawać i ekumenicznie rozpropagowywać. Konsumpcja jego codziennych bezczelnych łgarstw i bezeceństw w pełni tworzy przesłanki narkotycznego uzależnienia podobnie jak ma to się w odniesieniu do pelikana łykającego cuchnącą rybę.

Symptomem niezwykle wyrazistym tejże konsumpcji jest postępująca lemingoza, choroba wielce trudna do uleczenia, ale nie beznadziejnie trudna, gdyż możemy się spotykać z coraz liczniejszymi przypadkami pokonania tej wstydliwej choroby.

Częstokroć finalnym, a zarazem tragicznym stadium tegoż choróbska jest zwyczajem lemingów stadna wyprawa nad skraj wodnej otchłani.

Natomiast polifemia jak sama nazwa wskazuje wywodzi się od słynnego jednoocznego cyklopa Polifema, którego Odyseusz zrobił cudownie w bambuko, alboć w QNIA (i to nie Romka od Giertychów), podobnie jak fuhrer TUSSEK czyni ze swoimi debilami; to ostatnio niezwykle modne i komplementujące określenie.

Pomimo tego, że od już ponad dwóch lat cała dosłownie ludzkość oplatana jest katastroficznymi wizjami i skutkami koronaświrusa jakich ponoć świat nie widział od 100 lat tj. od epidemii grypy hiszpanki to z całym przekonaniem możemy P.T. Czytelników poinformować, że zdecydowanie gorszych symptomów nieuleczalności naszej zdrowotności możemy się spodziewać przy w/w chorobach współistniejących tj. lemingozie w duecie z polifemią!!!

Nie bijemy wprawdzie w alarmistyczne tony, jednakże stosujmy stosowną profilaktykę zdrowotną i w przypadku stwierdzenia w naszym otoczeniu chorobowego duetu: lemingoza + polifemia zastosujmy właściwy okres kwarantanny.

Strzeżonego, wszak Pan Bóg strzeże, a jedynie niepoprawnych i bezrozumnych debili strzyże (patrz felieton STRZYŻA z dnia 25.01.2022 r.) wydrwigrosz pt. JURAS.

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

4.02 2022