Antoni Czechow dawno temu zauważył: „Jeżeli w pierwszym akcie powiesiło się pistolet na ścianie, w drugim lub trzecim ktoś musi koniecznie z niego wystrzelić. Inaczej pistolet nie powinien się tam znajdować.”

W walce o powrót do koryta obecna opozycja stosuje te same metody, jakie z powodzeniem po Sierpniu 1980 roku stosowano wobec Narodu. Zmęczyć, ogłupić medialnym przekazem, wzbudzić poczucie zagrożenia. Wtedy, co prawda, było o wiele łatwiej – niezależne media praktycznie nie istniały, te, które próbowały być przynajmniej częściowo niezależne tłamsiła cenzura.

W kraju, w którym istniał obowiązek pracy, do wzbudzania strachu wystarczyło wycofać z ulic milicję (ówczesna policja nosiła taką nazwę) i nie reagować na przypadki chuligaństwa.

13 grudnia 1981 roku wiele osób odetchnęło z ulgą, że wreszcie nie muszą się bać. Obostrzenia w postaci godziny milicyjnej i tak nie miały dla nich znaczenia, bo wcześniej bali się wyjść na ulicę po zmroku.

35 lat później ten sam cel próbuje się osiągnąć nieco inaczej.

Przede wszystkim poprzez narrację mającą zdyskredytować ekonomiczny sens zmian w Polsce.

Poprzez budzenie strachu przed możliwą utratą miejsc pracy (osłabienie wzrostu PKD, zmniejszenie inwestycji zagranicznych), a więc zagrożenie podstaw egzystencji.

Uświadamianie ludziom, że rządy PiS oznaczają powrót do przeszłości, że nagle wraca cenzura, giną ‘wolne media” itp. choć tak naprawdę dotychczasowy stan uzależnienia mediów od Państwa był charakterystyczny dla minionego ustroju (wyborcza odcięta od rządowej kasy pada).

Czy dojdzie do starć ulicznych?

Bo przecież fakty wskazują na celowe działanie.

25 października 2015 roku wybieraliśmy posłów i senatorów.

18 listopada Krzysztof Łoziński publikuje tekst Trzeba założyć KOD (studio opinii), które to hasło „Wielki Alimenciarz RP” kolportuje dalej.

Tymczasem Beata Szydło premierem została 16 listopada 2015 roku.

Odrzucając hipotezę o „duchu wieszczym”, jaki wstąpił na Łozińskiego, należy postawić inną, wysoce prawdopodobną: ten tekst oznacza, że skrywana przed społeczeństwem Grupa-Faktycznie-Trzymająca-Władzę przystąpiła do realizacji planu awaryjnego.

Oficjalnie KOD zaistniał 2 grudnia 2015 roku. Od tej pory praktycznie każdy krok PiS skierowany na reformę Państwa był oprotestowywany na ulicach.

Medialny przekaz szedł głównie w świat, bo sondażowe wyniki popularności pokazywały tendencję niekorzystną dla „opozycyjnych” propagandzistów. Ale była władza rozumie to doskonale.

Nie mają oparcia w Narodzie, szukają go więc w Brukseli, a zwłaszcza w Berlinie.

Maciej Rysiewicz trafił w sedno.

Nikt po stronie PO i Nowoczesnej nie dba o prawdę przekazu. Bez wysiłku można powiedzieć, tak jak wczoraj, że do budynków polskiego Sejmu pierwszy raz w historii wkroczyły organy policji z bronią gładkolufową. Mgr Jerzy Stępień z Tomaszem Lisem oraz innymi dziennikarskimi funkcjonariuszami z TVN-u i „GW” już dawno pogrzebali polską demokrację i faktycznie podburzają i nawołują do przemocy. Tylko patrzeć, gdy na warszawskiej ulicy pojawią się następcy Ryszarda Cyby.

Obawiam się, że w ogóle nie jesteśmy przygotowani na wariant siłowy, który przygotowuję nam Grzegorz Schetyna i Ryszard Petru. A na końcu tej drogi, zmęczone i zamęczone społeczeństwo, dla „świętego spokoju”, odmówi poparcia „dobrej zmianie”. (źródło)

Zadyma parlamentarna, rzekomo spontaniczna (bowiem zgłoszono demonstrację już 12 grudnia!), to kolejny krok w stronę  „majdanu” w Warszawie.

Tym razem pod hasłem „wolne media”, bo wcześniejsze (aborcja prawem kobiety, Trybunał Konstytucyjny) okazały się do niczego.

Grupa-która-trzymała-władzę nie ustępuje.

Widać coraz wyraźniej, że optymalnym wg niej rozwiązaniem jest doprowadzenie do tego, by zdesperowana władza zezwoliła na kontrmanifestację  swoich zwolenników w tym samym miejscu i czasie.

Jeśli na scenę uliczno-polityczną wstąpi młodzież patriotyczna, nazywana przez byłe prorządowe merdia „kibolami”….

Konfrontacja pomiędzy emerytami SB, rodzinami zagrożonych reformą urzędników, lewackimi ciapciakami i feministycznie wykrzywionymi kobietami a młodzieżą patriotyczną skończy się mordobiciem. Co najmniej.

Przy czym obite będą „mordy” z jednej strony tylko. Ale  pewna ilość „emerytów” może być (i pewnie jest) uzbrojona w broń palną.

Będą więc ofiary śmiertelne.

I wtedy oPOzycja  zawyje głośno wnosząc o interwencję innych krajów UE. Albo będzie liczyć na to, że do głosu dojdą sfrustrowani wojskowi.

Szkopuł w tym, że armii nie tylko Polska nie ma. Bo nie tylko ona się jej pozbyła. Rok 1981 zatem nie wróci.

Ps. Ponoć Soros nie czuje się dobrze…

18.12 2016