Wyczytałem w profilu Lwów 1939 iż ”za PRL wymyślono „szosę zaleszczycką” jako drogę, którą uciekać miał polski rząd. To oczywista nieprawda; rząd od 14 września znajdował się Kutach, dalej o 93 kilometry na południowy wschód. Zaleszczyki były za bliskie sowieckiej granicy, żeby miał w nich znaleźć schronienie prezydent i rząd RP..

Dlaczego tak się stało – nie wiadomo; towarzysze z wydziału propagandy KC PZPR którzy to wymyślili, dawno już nie żyją.„

Więc spieszę donieść, że to Emil Zegadłowicz z kochanką, niejaką Marią Koszyc- Szołajską , dla której notabene – wybudował nawet w pobliżu dworu domek napisał w 1940 roku dramat „Domek z kart”. Który według komunistów był „wielkim, mającym wymiary i ambicje artystycznej i ideowej syntezy, rozrachunkiem z Polską burżuazyjną i jej sanacyj-nym reżimem, rozrachunkiem, przepojonym płomienną nienawiścią do sanacyjnych zdrajców i wrogów narodu, a jednocześnie głębokim patriotyzmem i ufnością w sprawę postępu i walkę o postęp. Widzimy zastosowanie w praktyce tak gorąco przez Piłsudskiego zalecanej, a tak gorliwie przez granatową policję realizowanej, metody „łamania kości” prze¬ciwnikom polityki faszyzmu i zdrady narodowej, dowód tchórzliwej słabości, ukrytej pod pozorami brutalnej siły.

Widzimy tępych wsteczników w klerykalnym czy też faszy-stowskim wydaniu, i widzi¬my ślepotę burżuazyjnej in¬teligencji, którą dopiero huk dział wyrwie z intelektual¬nych i życiowych pląsów. Widzimy jak szybko państwo stacza się ku całkowitej katastrofie i patrzymy na ostatnie chwile tego burżuazyjnego państwa,”.

Tekst sztuki odnaleziony został w spuściźnie pośmiertnej pisarza do druku i na scenę przygotował Adam Ważyk. Prapremiera odbyła się w Teatrze Współczesnym w Warszawie w reżyserii Erwina Axera.

Drugi z tamtego okresu dramat Zegadłowicza pod tytułem Sind Sie Jude? Nie został odnaleziony, rodzina uważała , że został skradziony przez czarną owcę literatury polskiej Leona Kruczkowskiego i przerobiony na sztukę „Niemcy”.

Pewnie za te niewątpliwe zasługi propagandowe Zegadłowicza, komuniści roztaczali nad rodziną po nim i nad ocalałymi z zawieruchy wojennej częścią zbiorów , zgromadzonych we dworze w Gorzeniu Górnym dziurawy bo dziurawy – parasol ochronny. A na początku lat 60-tych – wdowie po pisarzu , na osobiste życzenie też niezłej, historycznej kanalii Józefa Cyrankiewicza -przekazano samochód Fiata 600.

Tekst ilustruję fotografią zrobioną podczas spływu kajakowego Dniestrem na tle drogowego mostu w Zaleszczykach , którego notabene w tamtych czasach nie było.