Wychodzi na to, że – zgodnie z tym, co całe nasze „płaskoziemskie” i „foliarskie” grono głosiło światu przez ostatnie dwa lata – oficjalna papka, jaką nas karmią media głównego nurtu i „eksperci” celebryci to „duby smalone”. Działania władz wielu krajów świata to natomiast istne wariactwo (delikatnie mówiąc).
Dlaczego?
Otóż amerykańska agencja rządowa CDC przyznaje – jak czytamy w „Do Rzeczy” – że „ozdrowieńcy chronieni [są] znacznie lepiej niż zaszczepieni”! Z przeprowadzonych badań wynika, że „początkowo najlepszą ochronę przed koronawirusem dawało niedawne szczepienie i stanowiło ono nawet lepszą barierę dla infekcji niż odporność nabyta po zakażeniu, ale wraz z upływem czasu i pojawieniem się wariantu Delta sytuacja zupełnie się zmieniła i proporcje uległy kompletnemu odwróceniu”!
Jest to w sumie logiczne. Zawsze i dawne szczepionki (o ile akurat zadziałały i nie wywołały u kogoś NOPu) miały skuteczność czasową, w przeciwieństwie do przechorowania tej czy innej choroby. Dlatego np. nierzadko różyczka odzywała się u dziewcząt w najniebezpieczniejszym momencie, gdy wchodziły w wiek rozrodczy (zamiast naturalną koleją rzeczy w dzieciństwie).
Ale wracając do jedynej aktualnie istniejącej choroby i badań CDC – co gorzej, „z danych podanych przez naukowców wynika również, że byli oni [tj. „ozdrowieńcy”] od [tych, którzy przyjęli szczepionkę] od 2 do 6 razy rzadziej hospitalizowani z powodu COVID-19″ i dalej: „u osób zaszczepionych po infekcji występowało 20-krotnie wyższe ryzyko hospitalizacji, niż u tych, które zachorowały i nie przyjęły preparatu”! Zatem kompletnie odwrotnie niż nam się cały czas w oficjalnym przekazie wciska! O łagodniejszym niby przechorowaniu po szczepieniu! Wprost przeciwnie!
„Wzorzec lepszej ochrony po naturalnej infekcji ma sens. Zawsze tak było. Tak działa odporność na infekcje” – napisał na łamach „The Hill” prof. Jeffrey Klausner, wykładowca w Keck School of Medicine na Uniwersytecie Południowej Kalifornii”. Cóż, trudno się z Panem Profesorem nie zgodzić. Nie jest to wiedza ani nowa, ani dostępna tylko specjalistom. Każda osoba mająca jako takie pojęcie o działaniu swojego organizmu, o zdrowiu i odporności, wie to od młodych lat…
Z ogłoszonymi wynikami badań naukowców z CDC doskonale koresponduje najnowszy wpis na blogu Jerzego Karwelisa. Zwraca on uwagę na przykład Izraela – w swoim czasie podawanego za wzór w „wyszczepieniu” społeczeństwa. Pamiętacie tych ludzi „spontanicznie” tańczących na ulicach?
Teraz niestety państwo to – owszem – przoduje, ale w statystykach liczby ciężkich zachorowań i hospitalizacji. I nie da się powiedzieć, że w szpitalach leżą głównie nieszczepieni. Nie da się za bardzo manipulować statystykami. Bo szczepionkę przyjęło niemal całe społeczeństwo.
Wpis w „Dzienniku zarazy Karwelisa”:
Teraz czekamy co będzie z Australią. Tam podobnie z „wyszczepieniem” ludności. Zobaczymy.
Tymczasem na naszym podwórku ciągle słyszymy, że po szczepionce przechodzi się kowid łagodniej. Ja zawsze pytałem – łagodniej niż? Niż bez szczepienia? A jak to sprawdzić? Cóż. Teraz już wiadomo. Właśnie sprawdzono. Zrobili to naukowcy z CDC…
A skoro do takich wniosków doszli, to na koniec trochę niepokojąca refleksja: Co z naszymi wszystkimi bliskimi, którzy nie słuchali naszych foliarskich rad, naśmiewali się z nas, nie chcięli słuchać i przyjęli dwie albo i trzy (!) dawki cudownego preparatu?! Naprawdę poważnie zaczynam się teraz o nich martwić.
Zostaw komentarz