Mimo, że od lat spędzamy z mężem część lata na Kaszubach nad Jeziorem Wdzydzkim, to za każdym razem z żalem opuszczam te urocze miejsce. Nie dotyczy to jedynie pływania po jeziorze i zażywania w nim kąpieli, ale również sezonowego baru „Pod Brzozami”. Od lat z powodzeniem prowadził go pan Ariel Mientki, a po ślubie z panią Joanną stał się on interesem rodzinnym.

Na przestrzeni tego okresu obserwowałam jak powoli a systematycznie firma nabierała rozpędu i sukcesywnie się rozwijała. Bar zarówno w środku jak i z przyległym terenem nie jest duży. Specyficzną atmosferę tworzą brzozy znajdujące się na zewnątrz między ławami i rzucające cień na parasole, pod którymi znajdują się duże ławy oraz cały pracujący w nim sympatyczny i miły personel.

Ponieważ powoli i nieustannie rosła jego sława, aby utrzymać się na coraz bardziej wymagającym rynku i nie ulec konkurencji przyszedł czas na przebudowę i dostosowanie wnętrza do aktualnych potrzeb. W tym celu właściciel skorzystał z profesjonalnej wiedzy biura projektowego. Wiązało się to z wielkimi nakładem środków finansowych, ale przyniosło znakomity efekt.

Od chwili, gdy do biznesu weszła pani Joanna, na każdym kroku widzę jej dyskretny wpływ na firmę. Personel otrzymał piękne służbowe uniformy z logo baru „Pod Brzozami”, każdy zamawiający dostaje estetyczny plastikowy numerek zamówionego zestawu, na którym również jest nazwa baru, a za drogą naprzeciwko powstał nieduży parking rozwiązując w dużej mierze istniejący od lat problem z parkowaniem samochodów konsumentów.

Szef Ariel nie potrzebował nigdy żadnej pomocy ludzi typu Magda Geissler, ponieważ od samego początku podstawę działalności biznesu oparł na trzech filarach:

jak najszerszej ofercie menu z równoczesnym szerokim spektrum cenowym,

jak najszybszym realizowaniu zamówienia,

miłej obsłudze.

Zdając sobie doskonale sprawę, że by sprostać stawianym zadaniom musi zatrudniać spory solidny personel, o który jest ciężko w dzisiejszych czasach. Byłam ciekawa jak to wygląda w jego firmie, dlatego zapytaliśmy o to podczas rozmowy. Odpowiedział , że w sezonie zatrudnia około czternastu osób, w tym doskonałe kucharki, które natychmiast po otrzymaniu zamówienia w ciągu kilkunastu minut je realizują, osoby które układają je na talerzach i pracownik na zmywaku. Ludzi tych my, jako konsumenci nigdy nie widzimy, a to one decydują o smaku, jakości i wyglądzie estetycznym potraw.

Nie wiem jak to się dzieje, ale w barze mimo zmian kadrowych zawsze pracują, jako kelnerki młode piękne i delikatne dziewczyny. Wszystkie są sympatyczne i niezwykle pracowite. Miło było obserwować je podczas pracy. Nigdy nie trzeba było im mówić by zabrały puste naczynia czy przetarły stół. Robiły to błyskawicznie i z wdziękiem, czego nie można powiedzieć o wielu innych barach, w których bywam. Wydaje mi się, że pozytywny wpływ na ich pracę ma postawa szefa Ariela, który po przyjęciu zamówień, gdy zachodzi taka potrzeba, sam zbiera naczynia i przeciera stoły znajdujące się w pomieszczeniu barowym.

Bar słynie ze znakomitych zup zwłaszcza, gąskowej która jest robiona na bazie grzybów zielonych gąsek, zupy żołądkowej, których głównym składnikiem są drobiowe żołądki oraz placków ziemniaczanych. Na zupy gąskową i żołądkową trzeba trafić natomiast placki ziemniaczane są w stałej ofercie. Również bardzo smacznie przyrządzane są dania rybne m.in. z lina, pstrąga, okonków, siei, sielawy czy soli. Ta ostatnia jak przeczytałam w prasie cieszy się niezwykłym powodzeniem na francuskich stołach. Fama o tych przysmakach roznosi się błyskawicznie między wczasowiczami drogą pantoflową, co ma przełożenie na ciągły wzrost ilości odwiedzających ten punkt gastronomiczny konsumentów.

Osobiście polecam danie pod nazwą „farszynki”, które wykonywane są wg regionalnej kaszubskiej procedury. Widziałam jego nazwę na tablicy z menu, ale nic ona mi nie mówiła. Przekonała nas żona pana Ariela, Joanna. Z wyglądu przypominają piękne panierowane na złotobrązowy kolor pierogi, z tym ,że ulepione są z ugotowanych i startych ziemniaków i nadziewane farszem mięsno- warzywnym. Idealnie pasuje do nich powiedzenie, że jedząc je ma się „niebo w gębie”. Mają cudowny zapach i niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju smak, który ciężko określić. Trzeba osobiście ich spróbować.

Wszystkie te czynniki tworzą urok tego baru, który przyciąga coraz więcej turystów z różnych stron Polski. Polecam go każdemu, kto znajdzie się w tych stronach a chce dobrze, smacznie oraz w miarę tanio zjeść, być przy tym być milo i szybko obsłużonym. Czekam z utęsknieniem na przyszłe lato i możliwość spotkania z kaszubską kuchnią serwowaną w barze „Pod Brzozami”.

Foto: Liliana i Zdzisław Borodziuk