Słyszałem, że ktoś publicznie nazwał w sposób dość „nieparlamentarny” szefową „Wiadomości”. Cóż? Jest równouprawnienie, a nie wszyscy podzielają mój staroświecki stosunek do kobiet („do” nie „z”). Incydent ten stał się dla mnie impulsem do napisania krótkiego opowiadanka o tym jak jaśniepaństwo traktowało inwentarz mówiący.

Był w MSZ kierowca, Darek Sz.. Facet stosunkowo młody, bez rodziny w MSW aktualnym i przeszłym, bez układów, żaden działacz jakichkolwiek związków. Miał pewnego dnia dyżur i ówczesny minister zażyczył sobie, by go szybko zawieść do domu, a mieszkał około trzysta kilometrów od Warszawy, gdzie zdekomunizowano jeden dworek. Była godzina 22, Darek musiał być w pracy na drugi dzień o 8 rano. Służba nie drużba, więc zgodnie z życzeniem „pana” pojechał ile fabryka dała. Około godziny 1:30 w nocy stanął pod bramą posiadłości. „Pan” polecił mu oddać kluczyki, usiadł za kierownicą, otworzył bramę i z impetem wjechał tam, gdzie komunistów już nie było, bo ich wyegzorcyzmował, o czym donosiła z przejęciem prasa.

Darek stał pod zamkniętą bramą i liczył pieniądze. Okazało się, że ledwo ma na bilet do Warszawy, ale na taksówkę do miasta i na dworzec już nie starczy. Zadzwonił do dyżurnego MSZ, ale ten go ofuknął, że głowę zawraca. Powlókł się Darek do drogi. Na szczęście złapał okazję i dojechał do dworca. Niestety najbliższy pociąg do stolicy miał około siódmej, więc spóźnił się do pracy i opieprzył go kierownik.

Pan Minister przyjechał sam, około 16 i udzielił wywiadu o szacunku dla każdego człowieka.

Darek Sz. miał jeszcze jedną wpadkę. Odwoził panią wiceminister na Okęcie. Samochód bez uprawnień, bez zezwolenia na parking. Zatrzymał się przed odlotami Pani minister wysiadła, Darek wyjął jej walizkę z bagażnika i postawił na chodniku. Wtedy podleciał policjant i zdecydowanie kazał mu odjechać, bo przekroczył limit czasowy, przeznaczony na wysadzanie pasażerów. Wiedział, ze mandat będzie musiał zapłacić sam, a dużo nie zarabiał. Wsiadł i szybko odjechał. Kilak dni później szef ukarał go naganą (brak premii do końca roku) za to, że „nie odniósł bagażu pani wiceminister do odprawy. Na szczęście wybroniła go wtedy „Solidarność”. Związków jaśniepaństwo zawsze się bało.

Ot, taka historyjka.