Coraz częściej podczas tej wojny mam to dziwne uczucie, że wraz z tym, jak powoli znika Donbas, cały świat umiera. Te wszystkie drogie sercu miejsca związane ze wspomnieniami z dzieciństwa czy latami młodości fizycznie przestają istnieć jedno po drugim i już nigdy nie wrócą. Te, przez które przetacza się to cuchnące zbiorowisko ludzi nazywane rosyjską armią, które nie potrafi walczyć, za to potrafi wyśmienicie zamieniać pełne życia miasta w kupę gruzu, w puste miejsca, w których nawet drzew już nie ma.
Dziś na jednym z nagrań z Dobropola rozpoznałem dom swojej babci. Wypalony od środka wrak z ciemnymi dziurami zamiast okien. Miejsce, w którym spędzałem każde wakacje. Spalony park z wrakami drzew, gdzie w alejkach stały rzeźby śmiesznych ludzików tworzone niegdyś przez mojego ojca. Cały świat, do którego już się nie wróci, którego nie pokażesz już synowi, po którym zostały już tylko rodzinne zdjęcia w albumie.
Kilka tygodni temu to samo przeżyła moja małżonka, kiedy po raz pierwszy zobaczyła zdjęcia spalonego domu, w którym dorastała w Drużkiwce. W mieście, w którym wzięliśmy niegdyś ślub. Kolejna część naszego życia, która już nie istnieje. Te miejsca, które zostały na okupowanej części Donbasu, umierają inaczej – powoli, w ciszy, bez świadków. Pustoszeją i jednocześnie są terraformowane. Tak, myślę, że to jest najlepsze określenie na to, co robią tam Rosjanie. Są jak Zergowie… zamieniają teren, który zajmują, na dogodne dla własnej egzystencji środowisko. Mogą więc tam istnieć te same budynki, drogi, parki, ale to jest już zupełnie inny świat. Społeczności, które tworzyły te miejsca, znikają. Gospodarczy układ znika, zostaje tylko to, co potrzebne, by obsługiwać rosyjską armię. Wszystko poza tym jest po tamtej stronie Donbasu zasadniczo zbędne.
No ale dla mnie to jest tylko część mojego życia, to są wspomnienia z mojego dzieciństwa. I mimo to boli. Ciężko sobie wyobrazić, co czują ci, którzy tworzyli te miejsca przed wojną. Dbali o nie, rozwijali je. Takie malutkie Dobropole zmieniło się od czasów, które pamiętam, nie do poznania. Nowe, wyremontowane szkoły, parki, alejki, stadiony. Myślę, że najsilniej nienawidzą Rosjan… rosyjskojęzyczni rdzenni mieszkańcy Donbasu. I innych regionów wschodu i południa, których ta wojna dotknęła bezpośrednio. Ludzie, którzy muszą obserwować, jak ich świat powoli się rozsypuje i zamienia we wspomnienie.
Czasem można usłyszeć, że Rosja to tanatokracja, czyli cywilizacja śmierci. Rosjanie przychodzą odbierać innym to, czego zasadniczo sami nigdy nie mieli, do czego nie dążyli i z tego powodu też nie widzą w tym wartości. W takim systemie wygrywa ten, kto potrafi skuteczniej i więcej zniszczyć. Stalin jest władcą numer jeden wszech czasów dla Rosjan. I nieważne, że nie jest nawet etnicznym Rosjaninem – ważne, że jest wielki i prowadził Rosję do wielkości, po drodze mordując miliony własnych obywateli. Głównie mordował samych przecież Rosjan. Bardzo popularna u dzisiejszych rosyjskich Z-blogerów jest teza o tym, iż dla sukcesu współczesnej Rosji brakuje „nowego roku 1937”. Oni mają na myśli, że wszystkie ich porażki i problemy stąd się wzięły, że nie ma represji na masową skalę i mordowania „zdrajców”. Warto zwrócić uwagę, że tak uważają ci, którzy jednocześnie najmocniej publicznie krytykują politykę Putina w tej Rosji. Krytykują jako słabą i niekomeptentną. Krytykują dlatego, że nie potrafi wystarczająco skutecznie niszczyć z ich punktu widzenia.
I sądzę, że Rosjanie prowadzą wojnę tak, jak prowadzą, zupełnie celowo. Ludzi, którzy dbają o swoje, budują starannie tę infrastrukturę, parki, miasteczka, by żyć w nich wygodnie i spokojnie, oni zasadniczo traktują jako słabych, więc sam strach przed zniszczeniem tego wykorzystują jako narzędzie nacisku. No bo co z tego, że Rosja wojny nie wygrywa, skoro za to i tak w procesie niszczy te wszystkie twoje drogi, parki i zabytki. Cywilizacja, w której najważniejszy jest ten, kto najlepiej rujnuje, znieważa co do zasady cywilizację, w której najlepszy jest ten, kto dobrze buduje i tworzy. I wtedy Rosjanie dają ci wybór: albo przyjmujesz ich warunki i poddajesz się bez walki ze strachu przed zniszczeniem twojego wygodnego życia i środowiska, albo ryzykujesz jego dewastację w konfrontacji z nimi. Jeżeli akceptujesz ich warunki, to oni cię transformują na swoją modłę. Korumpują twój system polityczny, podporządkowują pod względem energetycznym i ekonomicznym. Przybliżają ciebie do swoich własnych standardów. Ty musisz upaść do ich poziomu… to jest cena, którą płacisz za wejście w ich strefę wpływów.
___________________________________________________________
Zachęcam również do wspierania mojej niezależnej publicystyki, linki w pierwszym komentarzu. —->
Zostaw komentarz