W grudniu 2015r. pół Polski wniebogłosy zawyło z oburzenia i podniosło niemal frenetyczny lament po słowach prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego: „W Polsce jest taka fatalna tradycja zdrady narodowej. (…) To jest jakby w genach niektórych ludzi, tego najgorszego sortu Polaków”. Wystarczy jednak odrobina uczciwego spojrzenia na polskie dzieje, by przyznać rację liderowi obozu rządzącego – tak, w Polsce niestety bogata jest tradycja narodowego zaprzaństwa, którego dopuszczają się członkowie naszej wspólnoty, których należy oceniać bezwzględnie krytycznie.

Każda epoka w swych ciemnych zakamarkach przechowuje niechlubną pamięć i dziedzictwo zdrajców, którzy z różnych pobudek (finansowych, ideowych, miłosnych) porzucali wierność ojczystym interesom. Hieronim Radziejowski czy Bogusław Radziwiłł, którzy nie tylko sprzyjali Szwedom, ale zachęcali ich do haniebnych planów rozbiorowych (potop szwedzki; traktat w Radnot w 1656), gen. Józef Zajączek, usłużnie dogadzający carskiej biurokracji w Królestwie Polskim, komunistyczni agenci w II RP, nieliczni kolaboranci w trakcie II wojny światowej… Najsłynniejszy jednak przykład sformalizowanej zdrady to akt konfederacji targowickiej z 27 kwietnia 1792r. (ogłoszony dla zachowania pozorów w nocy z 18 na 19 maja 1792 w Targowicy, datowany fałszywie na 14 maja 1792). Zdegenerowani magnaci, sprzeciwiający się podejmowanym przez obóz patriotyczny na Sejmie Wielkim reformom (z Konstytucją 3 Maja na czele) i wzywający carycę Katarzynę II, by swą interwencją, „uratowała wolność przed tyranią i despotyzmem”, to symbol, idealnie oddający istotę zaprzaństwa. Z jednej strony przedkładanie prywatnych interesów ponad dobro publiczne, z drugiej obrona zagrożonej pozycji własnej przez udanie się pod protekcję obcych sił, z trzeciej zaś ojkofobiczna mania opluwania własnej ojczyzny i niewiary we własny naród, wstydu z bycia Polakiem.

Mam świadomość, że w gronie osób choć powierzchownie obeznanych z trudną polską historią i myślących po polsku, porównanie XVIII-wiecznej Targowicy do działań dzisiejszej totalnej opozycji, może wydawać się tyleż trafne, co już sztampowe i nazbyt oczywiste. Jednak wciąż przez mur medialnych manipulacji i socjotechnicznych barier nie do wszystkich przebija się prawda nadzwyczaj klarowna: strategia „ulicy i zagranicy”, której kwintesencją jest kilkadziesiąt antypolskich rezolucji i błaganie instytucji unijnych o „mrożenie środków finansowych” i „przywrócenie praworządności” w Polsce pod rządami PiS, to zdrada czystej próby. Mutacje genetyczne niestety zdają się jedynie wyostrzać zaprzańskie ciągoty „gorszego sortu”, z którym nasz naród boryka się od wieków.