Wydarzenia, które przynoszą nam kolejne tygodnie są tak śmieszne same w sobie, że ich komentowanie jest wręcz profanacją. Koszulkę lidera trzyma od dłuższego czasu Ryszard Petru, którego każde wystąpienie zapisuje się automatycznie w annałach twórczości kabaretowej. W tym tygodniu również nas nie zawiódł wprowadzając euro, pisząc list do UE w imieniu Polski i recenzując czytaną przez siebie książkę o ministrze Becku (Ryszard obawia się, że książka może się źle skończyć).

Hitem było też stwierdzenie, że jego partia jest skuteczna jak GROM. Na razie ta formacja może się poszczycić udaną misją zniszczenia dużej ilości wrogiej gotówki należącej do niej samej. Warto też wspomnieć o misji zagranicznej (Portugalia), w której brał udział Gromosław Petru wraz z podległą mu jednostką.

O wyczynach medialnych niektórych celebrytów i dziennikarzy byłego systemu nie warto wspominać ze względu na ich monotonną powtarzalność („nie mogę już żyć w tym kraju, zniszczyli wszystko, teraz idą po mnie…”). Trudno tu zresztą oczekiwać jakiejś głębszej myśli, skoro celebryci wygłaszają własne teksty zamiast dialogów ze scenariusza, a dziennikarze odwrotnie – autorem wszystkich tekstów jest Niemiec, właściciel Der Faktu, Der Newsweeka, Der Forbesa, Der Lisa i jeszcze paru innych nazistowskich wyrobników.

W tym wszystkim dość blado wypada Robert Górski ze swoim „Uchem prezesa”, bo przy takiej konkurencji trudno być śmiesznym. 1 mln wejść na You Tube, to jakieś 2 tys. zł, więc 35 mln daje 70 tys. zł. Zakładając, że produkcja odcinka kosztuje ok. 25 tys. zł, co przy 7 odcinkach daje 175 tys. zł, Robert jest w plecy ok. 105 tys. zł. Szykuje nam się kolejny męczennik diabolicznych rządów kaczystów („nie mogę już żyć w tym kraju, zniszczyli wszystko, teraz idą po mnie…”).

Satyrycznych wzruszeń dostarczyła w mijającym tygodniu historia Hossa (tego od metody na wnuczka), którego sąd uparcie wypuszczał, a policja uparcie doprowadzała. Ostatnio złapano go na Żoliborzu, o czym nie omieszkała poinformować niezawodna Superstacja, dodając, że na Żoliborzu mieszka Jarosław Kaczyński, co na pewno nie jest przypadkiem. Brakowało tylko informacji, że Hoss ukrywał się w mieszkaniu Jarka, potajemnie podjadając karmę przeznaczoną dla kota.
Dziennikarzom Superstacji warto przypomnieć, że nadają na tym samym kontynencie, na którym mieszka Jarosław Kaczyński, co jest na pewno nie jest przypadkiem.

Niektóre informacje są tak absurdalne, że trzeba je sprawdzać korzystając z wielu źródeł. Komunistom z Partii Razem nie wystarcza aktywność na marszach KOD. Od czasu do czasu próbują zrobić coś samodzielnie, czego przykładem jest zorganizowanie wykładu pod tytułem „Feminizm w islamie”. Brzmi to mniej więcej tak, jak „Judaizm w III Rzeszy” i ma równe szanse powodzenia. O ile mi wiadomo, jak na razie, jedynym osiągnięciem feministek w islamie jest klapka w burce ułatwiająca spożywanie spagetti w knajpach.

Czytając plakat promujący to wydarzenie, dowiadujemy się, że prelekcję wygłosi nie gość, lecz gościni. Tą gościnią jest Blanka Rogowska, specjalistka d/s gender i doktorantka w Katedrze Bliskiej Wschody Uniwersytetki Łódzkiej. To dowód na to, że 758 miejsce w rankingu światowych uczelni jest jak najbardziej zasłużone i na to, że w Polsce można wygadywać wszystko, co ślina na język przyniesie. W państwie islamskim ta gościni nie przetrwałaby nawet dziesięciu minut.
Jednak i tam coś się zmienia na lepsze. W Arabii Saudyjskiej powstała Rada Do Spraw Kobiet. Co prawda zasiadają w niej same brodate chłopy i nie zaproszono ani jednej gościni, ale jest to sygnał, że idzie ku lepszemu.

Koniec tygodnia przyniósł premierę dzieła filmowego produkcji Komitetu Obrony Drzewostanu. Na filmie grupa kobiet i mężczyzn przebranych w zielone skafandry mające symbolizować drzewa jest brutalnie wycinana przez ministra Szyszko i jego kolegów.

Widać tu pewne inspiracje wczesnymi dziełami Bergmana poświęconymi tematyce kobiecej psychologii. Podobieństwo tkwi w brutalnym ukazaniu problemu samotności, upokorzenia, postawy wobec śmierci i tęsknoty za dobrym rżnięciem. W przypadku mężczyzn chodzi prawdopodobnie tylko o dobre rżnięcie. Jest to też kino niepokoju moralnego, bowiem niepokój może budzić fakt, że za jednego wyciętego koderastę trzeba posadzić dziesięciu nowych, a tego żaden szanujący się las nie zniesie.

A tak na serio, to ten film jest tak zły, że już w 30 sekundzie zacząłem szukać Karolaka.

Autor: Zbigniew Kozłow