Biuro Brokera Finansowego CARBOTECH POLAND Mirosław Ewiak i Józef Gąsior s. c.  w połowie 2000 roku imponująco wyglądało już tylko zewnętrznie. Ale zadłużeni, praktycznie we wszystkich firmach i instytucjach, z jakimi wcześniej współpracowali, wspólnicy nie zamierzali oddać tego, co udało im się wyrwać, swoim wierzycielom.

Przypomnijmy:

Niepozorny oddział PROSPER – BANKU, dzisiaj wchodzący w skład Banku Zachodniego WBK SA w końcu lat 1990 spółce cywilnej Józefa Gąsiora i Mirosława Ewiaka, szumnie nazywającej się Biuro Brokera Finansowego „CARBOTECH POLAND” s.c. udzielił kredytu dyskontowego. Broker przedstawił weksle własne firmy MIKAMA SA.
W sumie było ich pięć, każdy po 100.000- zł!

Pół miliona złotych prawie dwadzieścia lat temu stanowiło olbrzymią fortunę. Jednak, gdy nadszedł termin wykupu weksli przez MIKAMĘ, okazało się, że nici z tego. Firma nie uznała weksli za swoje, w związku z czym bank zwrócił się do wspólników o zwrot wypłaconych wcześniej pieniędzy.

9 czerwca 2000 r. została zawarta umowa o restrukturyzację spłaty zadłużenia powstałego z tego właśnie tytułu.

W tej jednej sprawie Ewiak i Gąsior do spłacenia mieli, bagatela, „tylko” 516.671,34 zł!

Kolejny poszkodowany bank to BPH w Mysłowicach. Dnia 13 marca 2001 roku Sąd Okręgowy w Katowicach nadał nakazowi zapłaty z dnia 19 stycznia 2001 r. (sgn XIV Ng 1173/00/14) klauzulę wykonalności. Tym razem kwota uzyskana z „dyskonta” weksli wynosiła 2.103.360,- zł!

14 lutego 2000 roku Sąd Okręgowy w Katowicach, XIV Wydział Gospodarczy, orzekł, że pozwani Józef Gąsior i Mirosław Ewiak powinni solidarnie uiścić na rzecz Polskich Kolei Państwowych kwotę 724.736,06 zł (sgn XIV GC 2059/99/4).

Dopiero w 2012 roku Mirosław Ewiak został uznany za zmarłego.

O godzinie 24 dnia 16 czerwca 2000 r.

Dokładnie tydzień przed tą datą dwaj radcowie prawni z Wrocławia, Zbigniew Grzegorz Skiba i Krzysztof Bogdan Wojciechowski, złożyli w Sądzie Rejonowym Wrocław Fabryczna pozew.

O 174.200,- zł.

7 lipca 2000 r. (piątek) asesor Grzegorz Karaś wydał nakaz.

12 lipca (środa) Skiba i Wojciechowski byli już z nakazem w siedzibie CARBOTECH-u.

Tam rzekomo pokazali nakaz obu wspólnikom, którzy uznali jego zasadność.

Tak przynajmniej poinformowali wrocławski sąd kolejnym pismem.

Tymczasem, oficjalnie, Mirosław Ewiak był poszukiwany na Mauritiusie.

Bo tam właśnie podczas wakacyjnych wojaży zaginął.

Dosłownie drugi dzień po przylocie.

W żaden więc sposób nie mógł zapoznać się z treścią nakazu.

Po 12 latach okazało się, że w tym czasie już nie żył.

Swoją drogą ciekawa jest umowa zawarta 12 lipca 2000 r.

Otóż przedmiotem cesji jest wierzytelność, co do której w ciągu najbliższych dwóch tygodni rzekomy dłużnik mógł wnieść zarzuty. Trudno więc mówić, że już istnieje, aczkolwiek przepisy prawne nie zabraniają takiej transakcji.

Jednak zdaniem piszącego umowa jest istotna z innego względu.

Bowiem świadczy o gorączkowym wyzbywaniu się majątku przez CARBOTECH.

Inna poszlaka.

Dosłownie kilka dni po zaginięciu Mirosława Ewiaka Józef Gąsior nieco zagubionej po utracie kontaktu z mężem Danucie Ewiak wręcz nakazuje, aby ta jak najszybciej ‘zrobiła coś’ z mieszkaniem.

Tak, aby nie było zajęte przez komornika.

Po zaginięciu Mirosława ginie również blisko 300.000,- zł z firmowego konta!

Prokuratura jednak nie robi nic, aby tę sprawę wówczas wyjaśnić.

Po kilku miesiącach Skiba i Wojciechowski decydują się na sprzedaż wierzytelności (z odsetkami i kosztami prawie 200.000,- zł) mało komu znanemu referentowi zatrudnionemu w Biurze Brokera Finansowego CARBOTECH POLAND, Grzegorzowi Kaziewiczowi.

Ale…

Skąd miałby on na to pieniądze?

Odłożył sobie z pensji?

Wygrał w lotto?

A może zarobił świadcząc usługi seksualne na niemieckim parkingu obok autobahny?

Żarty na bok.

Nie było wtedy takiej możliwości, żeby zapłacił.

Powróćmy jednak do lipca 2000 r. 26, w środę, Józef Gąsior sprzedaje swoje udziały żonie Grzegorza Kaziewicza, również żyjącej wyłącznie z pensji, Annie.

Za 245.300,- zł.

Kwota ta rzekomo została przyniesiona w walizce i uiszczona w całości.

Ba, nawet w terminie został zapłacony podatek.

Przypominam, że wtedy pracownik musiał zarobić miesięcznie co najmniej 512,83 zł netto. Tak więc powyższa kwota stanowiła równowartość ówczesnych 478,33 płac minimalnych netto.

Dzisiaj byłaby to kwota 615.209,- zł.

Nie było więc możliwości, aby Kaziewiczowie zapłacili.

Józef Gąsior po latach, wytaczając pozew Annie Kaziewicz, częściowo potwierdził powyższe.

W momencie składania oświadczeń na umowie, wola stron nakierowana była na upozorowanie sprzedaży udziałów w celu uniemożliwienia wykonania czynności egzekucyjnych. Zarówno pozwana, jak i ja, działaliśmy w celu wprowadzenia w błąd i przedstawienia umowy zawierającej skwitowanie zapłaty i datę pewną potwierdzoną przez urząd skarbowy. Wszystkie te działania miały na celu upozorowanie przed innymi osobami sprzedaży udziałów w celu niedopuszczenia do ich wyegzekwowania należności na rzecz moich wierzycieli. W wyniku nieformalnego, tajnego porozumienia pozwana mała przepisać zwrotnie na mnie udziały objęte umową pozorną. Pozwana jednak chce mnie oszukać i zatrzymać udziały. http://3obieg.pl/jozef-gasior-pozywa

27 grudnia 2000 r. Grzegorz Kaziewicz, reprezentowany przez radcę prawnego Krzysztofa Wojciechowskiego, wystąpił do wrocławskiego sądu o nadanie klauzuli wykonalności na siebie.

Jako nabywcy wierzytelności stwierdzonej prawomocnym orzeczeniem.

Ponieważ sąd niezbyt ochoczo przystąpił do tego zadania, została złożona skarga.

Próbowałem skontaktować się zarówno z radcą prawnym Krzysztofem Wojciechowskim, jak i z radcą Zbigniewem Skibą.

Niestety.

Spóźniłem się mniej więcej o dekadę.

Obaj nie żyją.

Jeden zginął w wypadku samochodowym, drugi zszedł na serce.

W wieku ok. 45 lat.

Mirosław Ewiak z kolei utopił się na Mauritiusie.

Gdzie są pieniądze, jakie spółka „zarobiła” pod koniec lat 1990-tych?

Tylko podsumowanie kwot, które miały zostać zwrócone do wierzycieli, może przyprawić o zawrót głowy.

Majątek, jakim dysponował Józef Gąsior i Mirosław Ewiak świadczy albo o tym, że rozrzucali pieniądze wokół na wzór nowobogackich Rosjan z XIX wieku, albo, że musieli rozliczać się z centralą.

Dlatego wyżej opisane działania stanowiły desperacką próbę uchronienia majątku przed zajęciem i zlicytowaniem na rzecz wierzycieli.

Przecież, na miły Bóg, nikt będący przy zdrowych zmysłach nie zawiera umowy z prawnikiem, w której to gwarantuje mu 50% wartości nakazu zapłaty bez względu na to, czy komornik znajdzie choćby złotówkę!

Firm, które by tak robiły, nie było i nie ma.

A Ewiak z Gąsiorem dowiedli ponad wszelką wątpliwość, że radzą sobie doskonale na ówczesnym rynku, gdy obowiązywała zasada, że pierwszy milion trzeba ukraść.

O słuszności mojej tezy świadczy inna umowa, podpisana z tymi samymi prawnikami.

Zupełnie niezrozumiale jest zachowanie Gąsiora – zamiast pocieszać żonę wspólnika i mówić, ze będzie dobrze, on … każe jej sprzedawać szybko mieszkanie.

Sprawia wrażenie, że zaginięcie Ewiaka w ogóle go nie obchodzi.

Sam wyzbywa się udziałów na rzecz żony swojego pracownika.

Wygląda na to, że Grzegorz Kaziewicz wraz ze swoją ówczesną żoną Anną mieli być „przechowalnią” majątków swoich szefów tak, aby w razie egzekucji komorniczej obaj byli niewypłacalni.

Ciąg zdarzeń przedstawionych wyżej wyraźnie na to wskazuje.

Cóż takiego jednak się stało, że nagle zaczęli umierać ludzie, znajdujący się w samym centrum wydarzeń?

Stara łacińska paremia jasno powiada:

IS FECIT CUI PRODEST – ten uczynił, komu to przyniosło korzyść.

Niewątpliwie śmierć Mirosława Ewiaka, śmierć Wojciechowskiego i Skiby wyraźnie przyczyniły się do nagłego wzrostu majątku Grzegorza Kaziewicza i jego ówczesnej żony.

A nikt przecież nie badał, czy powyższe zgony były naturalne.

Ba, nie wiemy nawet, czy Ewiak rzeczywiście zginął na Mauritiusie!

Wszak nie brak nawet dzisiaj ludzi, którzy twierdzą, że widzieli go kilka lat temu (sześć lat po swojej stwierdzonej orzeczeniem sądu śmierci) w Rybniku.

Niedaleko miejsca niegdysiejszego zamieszkania.

Z jedną z tych osób nawet rozmawiałem.

Jest biznesmenem, szereg lat współpracował zarówno z Ewiakiem jak i z Gąsiorem.

Czy mógłby się aż tak pomylić?

Kolejne, równie ciekawe pytania:

Co stało się z pieniędzmi, jakie generował CARBOTECH?

Jak to się stało, że banki i inni potężni wierzyciele cierpliwie czekali, aż Kaziewicz przejmie majątek należący do Ewiaka?

Przypominam, że stało się to dopiero w 2006 roku.

Który komornik, czy też komornicy, „przeoczyli” udziały warte blisko 250.000,- zł?

Coś dziwnego dzieje się w Gliwicach.

Jeszcze dziwniej jest jednak we Wrocławiu…

c.d.n.