Szef armii ukraińskiej przyznaje, że Ukraińcy utknęli i nie ma szans na wyparcie Rosjan z pozycji, które osiągnęli przed rokiem (czytaj więcej).

Co to właściwie oznacza?

Ano oznacza to, że decyzja, jaką podjęła administracja Bidena o „ostrożnym stopniowaniu” wsparcia dla Ukrainy okazała się brzemienna w skutkach. Nie chodzi tu o to, że Rosja nie została pokonana, ale o to, że Ukraina znalazła się w ślepym zaułku.

Już od dłuższego czasu możemy obserwować wyczerpanie Zachodu i coraz wyraźniejszy brak możliwości a nie tylko chęci wojskowego wsparcia Ukrainy w zakresie umożliwiającym efektywne kontynuowanie wojny. Zachód zaczął w coraz większym stopniu dostarczać już tylko systemy defensywne, podczas gdy broń ofensywna cedzona jest kropelkowo.

Skoro tak, to możliwości Ukrainy będą gasły po prostu dlatego, że kraj ten nie dysponuje zasobami pozwalającymi na przewlekanie konfliktu w nieskończoność. Rosjanie bezwzględnie wykorzystują swój potencjał ludnościowy, wojskowy i ekonomiczny do tego, aby każdego dnia niszczyć kolejne obiekty ukraińskiej infrastruktury, zabijać ukraińskich żołnierzy i wyczerpywać państwo ukraińskie.

A z każdym takim dniem Zachód utwierdza się w przekonaniu, że skoro Ukraina tej wojny wygrać nie może, to potrzebne jest „rozwiązanie polityczne”.

Czym będzie to „rozwiązanie polityczne”? – Wiadomo: ustępstwami wobec Rosji. W najlepszym wypadku konflikt na Ukrainie zostanie zamrożony a Ukraina stanie się państwem o niepełnej suwerenności. Rosja wymusi ograniczenie ukraińskich sił wojskowych i poddanie ich rygorystycznej kontroli. W związku z tym, Ukraina przestanie pełnić rolę bufora dla Polski.

Co więcej – uwolnione od związania na Ukrainie siły rosyjskie będą mogły być przesunięte w region państw bałtyckich, Finlandii i na Białoruś, nad granicę z Polską. Poza Polską, która też ma ograniczone siły, NATO nie ma nic, co mogłoby by te siły rosyjskie zrównoważyć. Nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy też, że USA czy inne mocarstwa jądrowe Zachodu będą ryzykować globalny konflikt jądrowy, gdyby Rosjanie zdecydowali się np. na zajęcie łotewskiej Łatgalii, estońskiej Narwy czy nawet Przesmyku Suwalskiego. Wszędzie tam, gdzie wykorzystując lokalną przewagę będą oni w stanie powtórzyć manewr ukraiński: szybkie zajęcie danego terytorium a następnie ufortyfikowanie się tam i przejście do wojny pozycyjnej, tam Zachód będzie bezradny, gdyż nie ma sił i środków – poza lotnictwem – do adekwatnej odpowiedzi. A samym lotnictwem wojny pozycyjnej się nie wygrywa.

Wszystko to oznacza, że Zachód a zwłaszcza mocarstwa europejskie zostaną poddane ogromnej presji, której zapewne ulegną – tym bardziej, że wzrost pozycji Rosji w Europie i osłabienie pozycji amerykańskiej będzie dla Niemiec i Francji możliwość odbudowy dobrych relacji z Moskwą kosztem państw naszej części kontynentu.

Nastąpi powrót do dyskursu takiego, jaki znaliśmy z czasów Gerharda Schoedera i Angeli Merkel – dyskursu współpracy z Rosją i „redukowania antagonizmów”.

Wyobraźmy sobie tę sytuację w realiach „sfederalizowanej” Europy, gdzie to Bruksela decyduje o najważniejszych kierunkach polityki polskiej.

Okaże się bardzo szybko, że Polska nie potrzebuje ani energetyki jądrowej, ani CPK, ani nowego portu, ani lepszej sieci kolejowej, a nasz Orlen powinien być znów podzielony na mniejsze, mniej znaczące części. Następuje odbudowa Nord Stream a na polski rynek znów wkracza Łukoil… Ocieplenie stosunków z Rosją będzie też oznaczać, że Europa właściwie nie będzie już potrzebować silnej armii – będzie za to można powrócić do koncepcji budowy europejskiego systemu bezpieczeństwa we współpracy z Rosją. Bruksela z pewnością zajmie niechętne stanowisko w sprawie rozbudowy polskich sił zbrojnych i znajdzie skuteczne narzędzia nacisku na władze polskie, żeby ograniczyły nasz budżet wojskowy.

Niemieccy lokaje rządzący Polską po odejściu PiS bez większego oporu podpiszą się pod takimi kierunkami polityki argumentując, podobnie jak to było już wcześniej, że skoro wielcy tego świata zdecydowali się na kolejny „reset” z Rosją, to nie pozostaje nam nic innego, jak wpisać się w ten plan z entuzjazmem…