Stosunek do Unii Europejskiej jest zagadnieniem, nad którym nowa przyszła prawicowa siła polityczna w Polsce również musiałaby się pochylić, szczególnie pod kątem przyszłości bliższej, jak i dalszej w związku z zagrożeniem drastycznego obniżenia poziomu życia dla wszystkich narodów Europy wynikającym z regulacji Fit for 55, stanowiących przejaw ekoideologii, wręcz ekowariactwa, a nie normalnego właściwego dbania o środowisko.
Rozważania te muszą jednak obejmować nie tylko ten aspekt, ale całokształt, czyli także rys historyczny, jak naprawdę było w Polsce z poparciem dla akcesji i stosunkiem do unii u ludzi rozsądnie myślących eurorealistów.

Będzie także odniesienie do krajów południa z angielska w skrócie PIGS ich sytuacji w unii i pewnych rekomendacjach, jakie w 2015 r. zostały przedstawione przez kręgi amerykańskiej prawicy dla jednego z tych krajów, a cała seria tych artykułów została wtedy przetłumaczona na język polski przez nieistniejącą już Ofensywę Wolności, a jak wspomniałem w artykule o nowej przyszłej właściwej partii dla Polski rekomendacje te pasują również w dużym stopniu dla naszego kraju z pominięciem strefy euro, bo nowa przyszła partia powinna opowiadać się przeciwko przyjęciu euro w Polsce, ale kraje PIGS wyzbyły się w przeszłości walut narodowych.

Zostanie również poruszony wątek możliwości utworzenia i funkcjonowania prawicowego ruchu w Europarlamencie.
Jak wiadomo zapewne na naszych łamach wielu również to pamięta ludzie byli za akcesją do UE w dużym stopniu, przy czym nie wszyscy z pobudek ideologicznych te rozsądne głosy tak zwykłych ludzi, jak i po stronie medialnej trzeba wyraźnie rozdzielić.

Na początek zwykli przeciętni Polacy, w tym niepełnosprawni i ich otoczenie. Po komunie i żyjąc wówczas w realiach postkomunizmu Polacy po prostu wyobrażali sobie Zachód ponad przeciętnie, nie jako coś naturalnego jako nasze miejsce w cywilizacji europejskiej i szansę na poprawę życia tak indywidualnie, jak i zbiorowo jako naród, ale jako to coś lepszego, wręcz nadludzkiego, a działo się tak nie tylko z uwagi na pragnienie szeroko pojętego lepszego życia, lecz również z braku lub niedostatecznej świadomości negatywnych zjawisk istniejących na tym szeroko pojętym Zachodzie nie tylko w Europie zachodniej i wynikających stąd zagrożeń ekonomicznych, jak i w sferze aksjologicznej, bo o wielu sprawach nie mówiono w ogóle lub niedostatecznie.
Można było wyróżnić również takie głosy tak było w starszym pokoleniu, gdzie wielu mówiło, że w istocie nie głosuje za unią dla siebie, lecz by młodszym pokoleniom, choćby mojemu było lepiej.

Z kolei właśnie w moim pokoleniu osób z moją niepełnosprawnością i w ich otoczeniu w pierwszych latach dwutysięcznych istniały takie pojęcia, jak piękny Zachód, czy na pięknym Zachodzie. Tego typu pojęcia odnosiły się do niewątpliwie istniejących już wtedy i wcześniej lepszych warunków życia osób niepełnosprawnych i ich rodzin na tym właśnie szeroko pojętym Zachodzie w porównaniu do ówczesnej Polski odsyłam do wcześniejszego artykułu o przewagach młodszych niewidomych i ich rodzin, w którym porównuję uwarunkowania młodszych i mojego pokolenia jako zbiorowości i oznaczały nie tylko wymiar ekonomiczny, ale też może nawet jeszcze bardziej odnosiły się do społecznego funkcjonowania, choć nie można pomijać, że były one swoistym uproszczeniem, czy może bardziej skrótem myślowym w dużym stopniu wynikającym z wielu różnych ówczesnych kontekstów.

Ogół społeczeństwa nie wiedział przez pierwsze lata członkostwa w unii o tych zagrożeniach w sferze wartości Polacy nie wiedzieli np. o tym, czym jest poprawność polityczna, nie mówiąc o ideologii gender, czy neomarksiźmie.

Warto też przypomnieć rozsądne głosy w mediach i w środowiskach prawicowych na świecie. Dla rozsądnie myślących unia jawiła się nie jako ten raj na ziemi, przysłowiowy złoty cielec i złote góry, ale jako szansa swoisty impuls modernizacyjny dla Polski jako pewien moment pewna motywacja do przeprowadzenia reform czy to gospodarczych, czy ustrojowych na tej zasadzie, że w unii można postępować właściwie lub źle, czyli, że są kraje, które same z siebie wykorzystały dobrze ten moment, jak też te, które zmarnowały tę okazję i jeszcze bardziej pogrążyły się we własnych problemach. Wyrazicielami tych głosów byli np. Rafał Ziemkiewicz, Łukasz Warzecha, czy choćby całe środowisko Centrum im. Adama Smitha.

Właśnie Rafał Ziemkiewicz wspominał w swojej publicystyce tamtego czasu o tym, że uwzględniając rzecz jasna realia naszego kraju Polska ma dwie drogi dwie możliwości i może wykorzystać akcesję na 2 sposoby grecki lub Irlandzki.
Droga w przybliżeniu jak w Irlandii oznacza nie liczenie we wszystkim na unię, wdrożenie właściwego pakietu reform w postaci uczciwej prywatyzacji, odbiurokratyzowania gospodarki, czy reformy podatkowej, co jest zresztą powszechnie znane i uwaga ta pasuje też do współczesności.

Sposób grecki najprościej mówiąc polega na postawie unia załatwi nam wszystko, oparciu się na dotacjach, w sporej mierze ich przejedzeniu, by nie rzec przeżarciu poprzez różne bezsensowne projekty i pogrążeniu się w korupcji, klientyźmie i ogólnie marazmie. Od siebie dodam, że chociażby zagadnienie, jak w szczególności za Platformy wydawano środki unijne na pomoc niepełnosprawnym jest tematem, o którym możnaby wiele powiedzieć.

Istniały również głosy jednoznacznie przestrzegające Polaków przed wejściem do UE, jak i w ogóle przed implementacją w polskiej gospodarce rozwiązań stosowanych na Zachodzie, ale to było jeszcze wcześniej głównie na początku przemian.
Przed akcesją w 2003 r. w wywiadzie z Łukaszem Kaźmierczakiem dla Przewodnika Katolickiego Władimir Bukowski wyraźnie i wprost przestrzegał, byśmy nie liczyli na to, że wchodząc do unii uporamy się w ten sposób z korupcją, czy nieuczciwością w naszej polityce.

Jeszcze wcześniej, ale nie dotyczyło to wejścia do UE, lecz kształtu reform gospodarczych Milton Friedman wypowiedział słynne zdanie, byśmy nie naśladowali bogatych krajów zachodnich, bo nie jesteśmy bogatym krajem zachodnim.

Także Alvin Rabushka przestrzegał, że imitując model zachodnioeuropejski ludność Polski będzie obciążona wysokimi podatkami i nadmiernymi regulacjami utrudniającymi wzrost gospodarczy.

Jest jednak czymś niezaprzeczalnym to, że wielu indywidualnie odniosło określone korzyści z członkostwa w unii, o czym również należy pamiętać także w przyszłości myśląc nad polexitem, gdyby zaszła taka konieczność. Wiadomym jest, że możliwość legalnego wyjazdu i legalnej pracy zagranicą w wielu przypadkach współcześnie pomaga i dawniej wydźwignęła wielu nawet z biedy, szczególnie w regionach o dużym bezrobociu istniejącym w nich wtedy, jak i obecnie. Początkowo jak pamiętamy głównymi kierunkami takich wyjazdów i pracy były Wielka Brytania i Irlandia.

Czy jest możliwe utworzenie tym razem z sukcesem prawicy paneuropejskiej w Parlamencie Europejskim broniącej słusznych wartości na gruncie unijnym chcąc, by unia przetrwała?

Rozważając ten aspekt nawiążę do takiej próby, jaką było utworzenie ruchu Libertas w eurowyborach 2009. Libertas był ruchem stworzonym nieoczekiwanie już na początku 2009 r. przez irlandzkiego milionera Declana Ganleya i w tym samym czasie Declan Ganley odwiedził też Polskę.

Ruch ten był odpowiedzią na traktat lizboński i postulował zarówno demokratyzację i odbiurokratyzowanie unii.
Choć potencjał tego ruchu mógłby być dosyć duży, to jednak zarówno w Polsce, jak i w wymiarze ogólnym istniały pewne niedoskonałości, które ostatecznie to uniemożliwiły i po porażce w tamtych eurowyborach koncepcja ta została definitywnie zarzucona.

Pierwsza sprawa w ogólnym wymiarze stanowiąca punkt wyjścia, to osoba lidera. Nigdzie poza Irlandią nikt tak naprawdę nie wiedział, kim jest Declan Ganley i skąd się wziął, a w polskim kontekście sam Declan Ganley nie miał zbyt szerokiego rozeznania w naszej krajowej polityce. Trzeba jednak oddać, że oczywiście wiedział, czym unia jest.

Kolejna kwestia na pewno nasza, choć może gdzieś indziej też mogło tak być, to słabi kandydaci nie budzący większego zaufania u Polaków.
Właśnie to sprawiło, że jakaś część potencjalnego elektoratu tego ruchu wśród osób mi podobnych z pobudek ideowych popierających wtedy PO mogłaby w przeciwnym razie bardzo poważnie rozważyć przerzucenie swojego poparcia właśnie na Libertas, czyli pierwszą czerwoną kartkę dla Platformy, a tak niestety nadal wtedy wielu kurczowo trzymało się PO. Może też i to nie tylko u nas idea prawicowej listy paneuropejskiej nie trafiła na podatny grunt.

W Polsce ruch ten nie miał zbyt dużego poparcia po prawej stronie, choćby ze względów, jak wyżej, ale jakieś choćby medialne wzmocnienie tego ruchu mogłoby oddziaływać pozytywnie na to środowisko.

Wyciągając wnioski z tamtego niepowodzenia należy znaleźć odpowiedź na pytanie, czy przyszłościowo byłoby możliwe utworzenie takiego prawicowego ruchu paneuropejskiego i jakie warunki muszą być spełnione, by z powodzeniem to osiągnąć?

Uwzględniając zarówno konieczność stałej obrony wartości stanowiących prawdziwe korzenie cywilizacji zachodniej, jak i zagrożenia z tytułu zielonego ładu zwanego inaczej religią klimatystyczną lub jak mówi Łukasz Warzecha ekoszmerglem odpowiedź na to pytanie może być twierdząca. Aby jednak było możliwe osiągnięcie tego celu musi być to przygotowane lepiej, niż to było w wypadku Libertasu.

Impuls do utworzenia tego europejskiego prawicowego przymierza musi wypłynąć bądź z naszej części kontynentu, czyli z któregoś z nowych krajów unijnych, ewentualnie właśnie z krajów południa, czyli PIGS, gdzie też istnieje świadomość wyżej wymienionych zagrożeń, bynajmniej w części tych państw, które od pewnego czasu też się budzą.

Liderem tego środowiska musiałaby być osoba szerzej rozpoznawalna w Europie osobiście uważam, że powinien to być Vaclav Klaus.
Obłęd klimatystyczny w postaci fit for 55, nawet w dalszej perspektywie przyniesie ogromne szkody ekonomiczne zarówno poprzez wzrost kosztów utrzymania ludności z powodu podwyższonych rachunków za najważniejsze towary i usługi, jak też drastyczną ingerencję w wybory konsumentów także dla starych krajów unii, jeśli Europa stanowczo się temu nie przeciwstawi, więc jest to szeroki problem narodów Europy, a nie wyłącznie nasz, czy jakiegoś pojedynczego kraju.

Mówiąc za Józefem Mackiewiczem, jak ujął to w jednym ze swoich dzieł w „Zwycięstwie prowokacji” zachodzi w tej sprawie konieczność adwokatowania interesom ludzkim, jak w wypadku walki z komunizmem, więc współdziałanie narodów europejskich w tym temacie stanowiłoby obronę ludzkiej wolności w tym wypadku głównie ekonomicznej, ale też stylu życia.

Od 2009 r. Krystyna Greń – członkini ówczesnych bydgoskich struktur Unii Polityki Realnej dokonała na łamach prawicy.net, starej Frondy i chyba też ówczesnej strony UPR wielkiego dzieła tłumacząc z czeskiego na polski różne artykuły i wystąpienia Vaclava Klausa, co pozwoliło wtedy wielu czytelnikom w większym stopniu, niż z dostępnych jego książek zapoznać się z dorobkiem publicystycznym tego wybitnego męża stanu.
Jednym z przetłumaczonych przez nią artykułów był doskonały inauguracyjny wykład dla Global Warming Policy Foundation pt. „Doktryna zmiany klimatu to część ekologizmu, a nie nauki” wygłoszony w Londynie w październiku 2010 roku. W niniejszej prelekcji Vaclav Klaus jak najbardziej słusznie stwierdził, że owszem trzeba być przygotowanym na zmiany klimatu, ale nigdy nie powinniśmy akceptować utraty naszej wolności i właśnie użył porównania ekologizmu z komunizmem.

Unia i kraje PIGS, czyli nauki płynące dla nas w tym temacie.
W sierpniu 2015 r. jak wyżej była mowa ukazały się rekomendacje reform gospodarczych dla Grecji, których autorem był Michael Greeney z Center For Economic and Social Justice. Było to całe kompendium w częściach i omawiało konieczne reformy ekonomiczne najpierw reformę walutową, a potem wdrożenie szerokiego udziału własności kapitału i reformę podatkową, o którym to artykule wspomniałem pisząc o przyszłej lepszej partii dla Polski i przytoczyłem go w bibliografii.

We wszystkich artykułach z tego cyklu wybrzmiewa postulat, by Grecja zastąpiła walutę wspartą zadłużeniem rządu walutą opartą o wartość aktywów sektora prywatnego.

Jak jednak wygląda sytuacja polityczna w krajach PIGS nie tylko w kontekście tych rekomendacji, ale w ogólnym wymiarze czy powstały tam odpowiednie środowiska prawicowe mogące uzdrowić te państwa?

Sytuacja w tym względzie jest dobra połowicznie, czyli tylko w dwóch z czterech krajów Południa powstały ugrupowania znane w Europie mogące temu sprostać i mające już nawet swoje właściwe programy, zresztą w jednym przypadku taka partia już rządziła.

Zacząć trzeba jednak od drugiej połowy, czyli tam, gdzie to jeszcze nie nastąpiło, choć też powinno i oby tak się stało.
W omawianej w tym cyklu artykułów M. Greeneya Grecji nie powstał żaden taki ruch, zresztą do tego całego kryzysu doprowadziły niestety wszystkie opcje cała tamtejsza klasa polityczna.

Podobnie w Portugalii również póki co nie powiodło się utworzenie takiego ruchu.

Dużo lepiej natomiast wygląda sytuacja we Włoszech i Hiszpanii. W Hiszpanii powoli rośnie w siłę partia Vox Santiago Abascala i ma ona bardzo dobry program, o którym 2 lata temu na stronie WEI pisał Tomasz Wróblewski w artykule „Ja skrajny prawicowiec”. Podobnie rzecz ma się we Włoszech, gdzie odpowiedni program ma i dodatkowo rządziła Liga Północna Matteo Salviniego, choć był to rząd koalicyjny.

Wśród głosów eurorealistycznych nie brak opinii, że w żadnym razie nigdy nie należy myśleć o polexicie, choćby ze względu na położenie Polski w tym duchu wypowiadał się przykładowo Cezary Kaźmierczak z całym środowiskiem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, jednakże należy patrzeć na to wszystko z szerszej perspektywy, nie tylko tego, co tu i teraz. Rzeczywiście póki co postulowanie polexitu nie przyniosłoby poparcia nowemu przyszłemu ruchowi i to może nawet nie tylko w Polsce, co zresztą sam sygnalizowałem, ale kluczowe jest tu słowo jeszcze, czyli to zależy, w jakim kierunku potoczą się w Europie sprawy wskazane w tym miejscu.

W tym artykule dodam jeszcze, że taki bilans korzyści i strat związanych z przynależnością do unii powinny zresztą prowadzić wszystkie państwa członkowskie stare, jak i nowe.