1 Września to wyjątkowo smutna i tragiczna rocznica. Powinniśmy wyłącznie czcić żołnierzy i zwykłych ludzi, a zapomnieć o politykach. Oni do tej tragedii doprowadzili i uciekli. Sikorski chciał ich rozliczyć i przegrał.

1 Września to SS, Gestapo, Powstanie w Getcie, Powstanie Warszawskie. To Auschwitz, Treblinka, warszawskie miejsca straceń. To Ribbentrop-Mołotow,to Jałta i skierowani do bycia Polakami prokuratorzy wojskowi. Tak tą rocznicę trzeba pamiętać.

„Nie oddamy ani guzika”! Wierzyliśmy w to, póki nie ujawniono pamiętników Goebbelsa, który pisze o zabiegach polskiego rządu w lipcu i w sierpniu 1939 roku. Godzili się na wszystkie żądania. Pokazuje też, jak dobre rozpoznanie mieli Niemcy i Rosjanie.

Za to wszystko zapłaciły miliony ludzi i ani jeden polityk.

Ciekaw jestem kto teraz ma więcej agentów: Rosjanie czy Niemcy?

Warto sobie uświadomić, że nigdy nie rozliczono nikogo za 1939 rok, a cena jaką zapłacili Polacy, to nie tylko 6 mln zamordowanych przez Niemców, powstania i obozy koncentracyjne, Katyń, ale także konsekwencje w postaci Jałty i zainstalowanych tutaj na lat czterdzieści pięć komisarzy, których dzieci kontynuują dziś pracę swoich dziadków i rodziców, chociaż zmieniły się środki i sposoby. Najciekawsze jest to, że zdanie na temat rozliczeń nie jest moje tylko. W Londynie miałem zaszczyt poznać śp rotmistrza Dembińskiego, męża jednej z córek hr. Raczyńskiego, adiutanta gen. Sikorskiego i długoletniego szefa Instytutu Sikorskiego. To, co mi opowiadał…Nikt nigdy nie chciał zastanowić się nad tym głębiej. Pamiętam też, jak Anglicy podczas rozmów o zwrocie dokumentów przedwojennego wywiadu polskiego unikali rozmów o roku 1939 i śmierci Sikorskiego. Uczestniczyłem „technicznie” w transporcie tych dokumentów do Polski, a nawet w „swoistym przemycie”. Chwała jednak za to, że w ogóle cokolwiek zwrócono, należy się pani prof. Darii Nałęcz, która te rozmowy prowadziła.

Do swego postu odniosę się w trzech punktach i trzech historyjkach rodzinnych.

Po pierwsze, nie wiem czy była inna opcja. Chętnie pogadałbym na ten temat z panem Piotrem Zychowiczem, z którym zgadzam się w kilku punktach. Opcja niemiecka była jeszcze możliwa w roku 1938, może jeszcze przed wrześniem 1939, ale później już nie.

Po drugie, dzienniki Goebbelsa są źródłem wiarygodnym, ponieważ to prywatne zapiski, których Goebbels nie zamierzał upubliczniać. Przypominają trochę „taśmy Sowy”, chociaż tu autor jest nieporównywalnie lepiej wykształcony od „ofiar trzech kelnerów”, a o kulturze nie wspomnę. Ciekawa jest opisywana przez niego reakcja Hitlera na śmierć Piłsudskiego. Można odczytać nawet sugestię, że Hitler zdecydował się na zmianę polityki wschodniej i przygotowania do wojny dopiero po śmierci Marszałka. Goebbels może oczywiście się mylić, bo i on nie we wszystko był wprowadzany. Dla nas, dla mnie,szokujące są zapiski o histerycznych próbach Becka i rządu w lipcu i w sierpniu 1939 dogadania się z Niemcami poprzez wszelkie ustępstwa oraz zgodę na ich żądania. To wizja Goebbelsa, ale zestawmy ją z polską książką „Biografia agenta” (Redyko) i ostatnimi hipotezami na temat agentów NKWD w rządzie III Rzeszy i obraz staje się …dziwny.

Po trzecie, myślę operacyjnie i tworzę sobie hipotezy operacyjne. Zastanawiam się, ilu świetnie uplasowanych agentów – i to na stanowiskach sprawczych – mieli w Polsce przed wojną Sowieci i Niemcy, by móc wykreować korzystną dla siebie politykę zagraniczną i trochę wewnętrzną.

Polacy, zwykli ludzie i żaden polityk, zapłacili za to wszystko najstraszniejszą cenę, której „procenty” płacimy do dziś. Podam poniżej trzy rodzinne historie, wraz ze szczegółami, czyniącymi je wiarygodnymi, jakby ktoś chciał sprawdzić. Wszystkie znam z opowiadań mojej babci i starszej rodziny.

Mój dziadek, weteran z wojny 1920 roku, drukarz, zecer, linotypista w PWPW, szef zecerów, rozpoczął wojnę 17 września w okolicach Białegostoku. Był tylko kapralem. Zaatakowali ich Sowieci, więc pogonili ich i atakowali dalej. Po trzech dniach ze sztabu przyszedł rozkaz zaprzestania walk i poddania się Ruskim. Nie posłuchali i walczyli dalej. Dziadek został ciężko ranny, a Sowieci przekazali go Niemcom, bo dla nich był robotnikiem. Po powrocie ze szpitala niemieckiego w Krakowie, opowiadał o dobijaniu oficerów, „zabraniu ich gdzieś” i uporczywych poleceniach sztabu zaprzestania walk. Wrócił do PWPW. Od początku był w konspiracji ZWZ i AK. Nazywał się Kazimierz Wiśniewski, nosił ps. „Jurej”. Zmarł od ran w 1946 roku

Siostra mojego dziadka, Władysława Wiśniewska, pracowała w bibliotece na Koszykowej. Teoretycznie, bo słuchając wspomnień o niej, mając swoje doświadczenie, zacząłem podejrzewać, że nie była to „tylko” biblioteka. W roku 1940 była już członkiem organizacji wywiadowczej rozpracowującej Niemców. Wpadała do babci, klnąc, że „zostawili praktycznie wszystko, całe kartoteki i ona musi je chować”. W roku 1941 organizację rozbiło Gestapo. Przynajmniej tak się wydawało, gdyż Gestapo prowadziło aresztowania i teoretycznie przesłuchania. Ciotka siedziała na Pawiaku, babcia zdążyła ostrzec ludzi przed kotłem w mieszkaniu „Władki” przy ul. Biruty, jednak Niemcy aresztowali ponad sto osób. W jednym z grypsów ciotka mówiła, że Niemcy wiedzieli o wiele więcej niż ona i to ze źródeł zagranicznych. Co dziwne, traktowana była łagodnie, a babcia spostrzegła przy rewizjach obecność oficerów z innych formacji. Abwehra? Władysława Wiśniewska została w czerwcu1943 roku rozstrzelana jako wiezień polityczny w Ravensbruck, po tajnym procesie przed sądem wojskowym Wermachtu. Jej nazwisko widnieje na tablicy w Bibliotece na Koszykowej, w książce „Ravensbruck” i w kościele na ul. Tykocińskiej, gdzie śpiewała w chórze wraz z babcią i gdzie została aresztowana wraz z księdzem z parafii, członkiem tej samej organizacji.

Brat mojej babci, Władysław Strzelczyk, z wykształcenia drukarz, ale i mechanik samolotowy i tylny strzelec bombowca „Łoś”. $ września 1939 roku podał list do domu, do babci, że dostali rozkaz unikania walk i lotu na lotniska we Francji. Kazali im „unikać Niemców”. Władek przez Rumunię i Francję doleciał znalazł się w Anglii, gdzie przez chwilę pracował w drukarni polskiej, założonej przez żołnierzy Września, a potem latał na bombardowania Niemiec, prawie od samego początku. Był tylnym strzelcem i brał udział w pierwszych nalotach na Berlin. Zginął nad Nymegem, wracając z kolejnej misji. Jego grób tam jest, a nazwisko „Sgt. Władysław Strzelczyk” widnieje na pomniku w Northolt, którego replika stoi na Polach Mokotowskich.

Wybrałem tylko te historie, ponieważ one ilustrują bohaterstwo zwykłych ludzi i niekompetencje władzy. 1 Września im wszystkim należy się szacunek i warto.

Na koniec powiem coś po żołniersku i brutalnie, nie patrząc, czy mnie za to ukarzą bardziej niż emeryturą:

W polityce międzynarodowej nie ma przyjaciół, a są tylko sojusznicy i nieprzyjaciele. Rozumieją to Niemcy, Amerykanie, Anglicy, Żydzi, Francuzi i za to ich szanuję. Czas, byśmy i my zaczęli myśleć:

KONTRWYWIAD, KURWA, KONTRWYWIAD, PATRZĄCY JEDNAKOWO NA WSZYSTKIE STRONY. BEZ TEGO, BĘDZIEMY JEDYNIE POPYCHADŁEM I MIEJSCEM GIER OPERACYJNYCH WSZYSTKICH NA OKOŁO I ZNÓW ZAPŁACIMY ZA TO NAJWYŻSZĄ CENĘ. MY, LUDZIE, A NIE POLITYCY.