Wrócę do wypowiedzi sędziego TK. Moja ocena jest prosta i dla wielu z Państwa pewnie szokująca. Uważam, że nie powinien tak się wypowiadać, a już na pewno za granicą. Swoją wypowiedzią potwierdził także patologię, która ogarnęła to środowisko, przy czym korupcja jest efektem czegoś zupełnie innego.

W Polsce środowiska „sądowe”, a więc prokuratorzy, adwokaci i przede wszystkim sędziowie stanowią kastę o swoistym poczuciu bezkarności. Immunitet zrobił swoje. Prokurator wie w jaki sposób wykończyć każdego człowieka, a sędzia zna sposób, by owe zlecenie wykonać. Obaj zaś wiedzą, że ich kolega wyżej zrobi wszystko, by ich decyzję wzmocnić.

Kto będzie sądził sędziego, który ukradł kiełbasę? Sędzia, który ukradł część wiertarki. Jak myślicie, dlaczego ci sędziowie kradli coś bez żadnej wartości? Dla sportu? I tak i nie. Poczucie bezkarności i znajomość prostej zasady, mówiącej o „solidarności zawodowej” połączonej z immunitetem prowadzi do „kompleksu Boga”, choroby środowisk sądowych w Polsce. Zwykły człowiek jest dla sędziów i prokuratorów jedynie kukiełką, zabawką, którą można albo polubić, albo nie, częściej nie, i wyrzucić na śmietnik. Zniszczyć, bo jest brzydka. Liczyć się trzeba tylko z podobnymi „bóstwami”. Nie będę analizował spraw „znanych i bogatych”, w których sędziowie byli lepszymi adwokatami oskarżonych od ich własnych mecenasów. Znajomy prawnik mówił mi, że tak są szkoleni i tak mentalnie nastawiani. Nepotyzm i korupcja wsparta bezkarnością.

Wiem, że generalizuję, ponieważ ogromna część tego środowiska stara się uczciwie i właściwie wykonywać swoją pracę. Niestety, ich nie słychać w ogóle i wielu zmienia zawód, bo wie, że „wielcy” zniszczą ich bardzo szybko. Przegrywają z systemem, a jak zrozumieją, ze „Inni szatani byli tam czynni” jest już za późno.

Minister Ziobro chce to zmienić, lecz nawet on nie da rady.

Wypowiedź sędziego TK w Oxfordzie jest paradoksem Balzaca i dowodem na moje stwierdzenia.