Obejrzałem „Jeden na jeden” z profesorem Zybertowiczem. nareszcie ktoś z kręgów rządowych mówił o ostatnich „aferach teczkowych” w szerszej perspektywie, nie koncentrując się wyłącznie na „bohaterze” dokumentów. Oczywiście, że jest to element wojny hybrydowej. Nie lubię tej nazwy, bo Rosjanie stosowali metody takiej wojny, jeszcze „za cara”, czyli na długo przed sformułowaniem definicji. Niemcy „za Hitlera” przeprowadzali podobne operacje w każdym kraju, który zamierzali wchłonąć. Dopiero później użyli Wermachtu.

Czy tylko zresztą oni?

„Divide et impera”. Czyje to motto? Raz jeszcze: jest o wiele mniej ważne czyje nazwiska figurują na okładkach teczek niż fakt ich istnienia poza kontrolą państwa przez ćwierć wieku. Z dużym prawdopodobieństwem trzeba założyć, takie założenie musi zrobić każdy, kto pracował kiedykolwiek operacyjnie w służbach specjalnych, że ich dysponentami mogą być (wg mnie są) nie tylko przedstawiciele byłego establishmentu PRL.

To nie są dzieła sztuki…

Tutaj kopie mają taką samą wartość, co czyni sytuację o wiele trudniejszą. Podstawowym celem takiej wojny jest destabilizacja danego społeczeństwa poprzez podział skutkujący wewnętrznym konfliktem, który wymknie się spod kontroli legalnej władzy przy jednoczesnym podważaniu wiarygodności tego społeczeństwa w układzie, w którym funkcjonuje. Tworzy się więc, sytuację chaosu, uniemożliwiającą skuteczne zarządzanie zbiorowością. Możemy nazwać tego typu wojnę jak chcemy, ale zawsze dojdziemy do manipulacji, która ma doprowadzić do objęcia rządów przez środowiska sprzyjające autorom operacji lub właściwej wojny ze słabym państwem.

Co mamy teraz?

Po raz pierwszy od ćwierć wieku powstała władza, która poparła większość złożona nie tylko z tradycyjnych zwolenników konkretnej opcji politycznej, ale i z osób „historycznie” lub politycznie dalekich od niej, uznających konieczność naprawy kraju. Dotychczas, rządy u nas prowadziły politykę „deideologizacji” za wszelką cenę, świadomie lub nieświadomie, realizując założenia „twórców” formacji. Ideowość, bowiem, najbardziej szkodzi interesom wybranych grup oraz rozwojowi zakładanych układów zewnętrznych. Jeśli więc, ów proces został nagle zakłócony, należy doprowadzić do jego całkowitej kompromitacji oraz zneutralizować poparcie społeczne dla sił, zakłócających ustalony porządek.

Co mamy teraz?

Po pierwsze, nastąpiło wyraźne uderzenie w legalnie wybraną władzę. Dano nam dowód na nasze podejrzenia i co się stało? mamy histeryczne reakcje, a przede wszystkim konsolidację przeciwników zmian, wprowadzanych przez PiS. Jednocześnie, wiele środowisk, które były tej partii przychylne lub rozumiały konieczność „dobrej zmiany”, albo przynajmniej obojętnie obserwowały wydarzenia, poczuło się zagrożonych. Jest to więc, próba uszczuplenia bazy społecznej rządu. Za profesorem Zybertowiczem, muszę w tym momencie powtórzyć, że ostatnia manifestacja KOD nie dotyczyła podejmowanych ustaw, nie miała wpłynąć na zmianę niektórych posunięć rządu, ale odwołała się do głębokiego podziału i zgrupowała ludzi, którzy nie mogą pogodzić się z upadkiem ich idola. Nie są to wyłącznie ludzie przeciwni obecnym zmianom. W wystąpieniach polityków pojawiły się też po raz pierwszy zapowiedzi „obalenia istniejącej władzy”. Na razie w sposób demokratyczny, chociaż, by do tego doszło, trzeba ukierunkować ludzi i „wyprowadzić ich na ulicę”, a przynajmniej wprowadzić w stan niepewności, który zawsze przeradza się w poczucie zagrożenia.

Najprawdopodobniej, znajdą się inne teczki…

Być może znów coś szokującego będzie wśród dokumentów, znalezionych wczoraj w domu Jaruzelskiego. Straty dla autorów są znikome, ponieważ obaj „zainteresowani”, Kiszczak i Jaruzelski, nie żyją, a kolejne sensacje, których ujawnieniem steruje ktoś inny, utrwalą polaryzację społeczeństwa i w końcu doprowadzą do podważenia zaufania do władzy. Każdej władzy. Mechanizm przeniesienia nie dotyczy przecież wyłącznie psychologii jednostki. Jest to też ostrzeżenie. „Patrzcie nie na to, co mamy, ale pomyślcie co możemy mieć”.

Po drugie, nastąpiło wyraźne natężenia działań deprecjacyjnych za granicą, szczególnie w krajach UE i USA, czyli prowadzona jest akcja podważenia zaufania do Polski wśród sojuszników. Nie będę podawał przykładów, bo znamy je wszyscy. Powoli, utrwalany jest nasz obraz, jako antysemitów, rasistów, anty Europejczyków. Każda nasza wątpliwość nie jest wyjaśniana, lecz klasyfikowana a priori, jako chęć zerwania sojuszy, a przynajmniej jako próbę podważenia ich sensu. Cóż, globalne interesy ekonomiczne, które naruszyliśmy ułatwiają takie działania.

Co jeszcze?

Jest jeszcze więcej przesłanek, które uzasadniają obawy o to, iż na naszym terenie trwa wojna zwana „hybrydową”, lecz na razie przemilczmy je, by nie budzić kolejnych „smoków”. Czy można temu przeciwdziałać? Tak, ale w sposób skoordynowany i nie nacechowany histerią. Wczoraj, w TV Republika zasugerowałem dwa szybkie posunięcia. Pierwsze, to natychmiastowe odtajnienie zbioru „Z” i mitycznych aneksów, nawet ze świadomością strat, o ile takie będą, gdyż „plotki, domysły i haki”, są bronią o wiele groźniejszą, niż pozorne narażenie państwa na powstanie chwilowych luk w systemie bezpieczeństwa. Wątpię w to, że stanie się tak w wyniku powyższego procesu, ale staram się zrozumieć przeciwników ujawnienia. Drugie posunięcie, to szybkie działania kontrwywiadowcze. Sprawa „szafy Kiszczaka” wymaga konkretnych działań operacyjnych kontrwywiadu, a nie prokuratorów IPN. Ich czas przyjdzie później. Jakich działań? Wybaczcie państwo, ale o tym nie napiszę. czy do tego dojdzie? Nie wiem. Mam nadzieję, chociaż coraz mniejszą.

Reasumując…

Na koniec dodam jeszcze trochę dziegciu, mając pełną świadomość, że nikt mi tego nie daruje. Taka operacja, taka wojna, jest możliwa tylko wtedy, gdy agenci wpływu uplasowani są po wszystkich stronach bez wyjątku. Pamiętajcie też, że generałowie mają adiutantów.