Będzie długo i nudno. Ponadto, nie napiszę tu nic odkrywczego. Nie jestem historykiem, politologiem, ani nawet człowiekiem specjalnie mądrym czy przesadnie inteligentnym. Skończyłem szkoły, które nie nauczyły mnie niczego szczególnie społecznie przydatnego, co najwyżej pokazały jak stawiać pytania i mnożyć wątpliwości. Nic, co mogłoby się komukolwiek do czegokolwiek przydać. „Wariackie papiery i dyplom doktora, który nie pomoże kiedy będziesz chora”, jak śpiewa poeta. A ja nie mam nawet tego, bo doktoratu nigdy nie obroniłem, ba, nie skończyłem go nawet pisać, bo się obraziłem. Dodatkowo ostrzegam, będę bardzo trywializował. Po zamachu, w którym zginęły 22 osoby, w tym małe dzieci, będę pisał m. in. o wakacjach. A przecież teraz nie warto pisać takich rzeczy, lepiej milczeć, albo zmówić modlitwę. Bo tą całą paplaniną i pisaniną, z której w dzisiejszych czasach nic nie wynika, pomóc przecież w żaden sposób nie można.

Mimo wszystko spróbuję. Ta refleksja naszła mnie z winy mojej żony, która żaliła się, że nie ma gdzie jechać na urlop, bo wszędzie dzisiaj jest niebezpiecznie. I tak jest w istocie, zbliżają się wakacje, wielu z nas zastanawia się gdzie spędzić tych kilka wolnych dni w roku, tak żeby było spokojnie i bezpiecznie, żeby można było odpocząć chwilę bez lęku o utratę życia. Coraz trudniej dziś o takie miejsca, na pewno w tym relatywnie bliskim nam otoczeniu. Na pewno nie jest bezpiecznie w miejscach wyeksponowanych, popularnych, modnych, czyli takich, do których lubimy jeździć. Często w czasie tego naszego myślenia o współczesnym świecie w mniej lub bardziej strywializowany za taki stan rzeczy oskarżamy tę czy inną grupę ludzi, którzy związani są z organizacjami terrorystycznymi. Właśnie, ci cholerni islamscy fundamentaliści i terroryści, to oni wszystkiemu winni.

Warto wiedzieć, że my (tzn. nie ja czy Ty, ale szerzej, Stary Kontynent i Stany Zjednoczone) sami sobie ten islamski terroryzm w jego współczesnej formie wyhodowaliśmy. Świat wygląda tak, jak wygląda, na nasze własne życzenie. Zaczęliśmy go tworzyć czterdzieści, trzydzieści lat temu, dzisiaj po prostu zbieramy owoce. Owszem, wielu jest takich, którzy potrafią to wykorzystać, ale to nie zmienia genezy problemu.

Wszyscy, albo przynajmniej większość z nas, czytaliśmy o powiązaniach Al-Kaidy z amerykańskim wywiadem, o szkoleniach organizowanych przez CIA dla afgańskich mudżahedinów podczas radzieckiej interwencji w Afganistanie. Część słyszała może o operacji „Cyklon”, która była jedną z najbardziej kosztownych akcji kiedykolwiek prowadzonych przez amerykański wywiad, której całkowite koszty liczone są w dziś w miliardach dolarów. Według Timothyego J. Lyncha, autora The Oxford Encyclopedia of American Military and Diplomatic History, tylko na uzbrojenie antysowieckiej partyzantki w Afganistanie w ramach operacji Cyklon wydano około 20 miliardów dolarów.

Jednym z ideologów tej operacji był Zbigniew Brzeziński, to on proponował, aby Amerykanie mocno wspierali mudżahedinów, co miało wciągnąć sowietów w trudny i kosztowny konflikt w tej części świata. Rebeliantów finansowano poprzez wywiad pakistański (ISI) i brytyjski (MI6). Warto wiedzieć, że to wówczas karierę zrobił termin „święta wojna”, którego współczesne, nowe brzmienie przypisuje się właśnie Brzezińskiemu (choć oczywiście w innym, szerszym kontekście był już używany wcześniej). „Święta wojna” miała zachęcić muzułmanów do walki z sowietami i afgańskim rządem. I zachęciła. A do czego zachęca dziś?

A przecież Amerykanów ostrzegano wielokrotnie, pod koniec lat 80-tych premier Pakistanu Benazir Bhutto pisała nawet do prezydenta Busha o „tworzeniu Frankensteina”, ale nikt nie chciał jej słuchać. Dziś, według niepotwierdzonych jeszcze informacji, głośno jest o tym, że morderca z Manchesteru i jego ojciec powiązani byli z LIFG, czyli Libijską Islamską Grupą Bojową. To kolejna organizacja stworzona do walki z sowietami w Afganistanie. Powołano ją do życia w 1995 roku, m. in. po to, aby zbudować islamskie państwo na terenie Libii, które miało stać w opozycji do reżimu Kaddafiego. LIFG przeprowadziło nawet nieudany zamach na Kaddafiego w lutym 1996 roku. Jakże wielkim paradoksem jest to, że zamach ten, podobnie jak i większość spraw związanych z wyszkoleniem i uzbrojeniem LIFG, sponsorował… MI6, wywiad brytyjski.

Ale może nie warto być takim relatywizującym wszystko pożytecznym idiotą, który mnoży wątpliwości w czasach, w których z rąk islamskich terrorystów co chwile giną ludzie? Może wypadałoby dać tutaj jakąś mądrą puentę, żeby pokazać kto jest zły, kto dobry i wskazać, gdzie jest czarne, gdzie białe, gdzie dobro, gdzie zło?

No właśnie.

Autor: Artur Ceyrowski
Dziennikarz, bloger i publicysta