W mentalności przeciętnego człowieka Zachodu XIX-wieczną „dyplomację kanonierek” zastąpić miała współczesna „polityka lotniskowców”. To prawdopodobnie główna przyczyna histerycznych reakcji na coraz częstsze ataki bombowe dokonywane na bezbronnych w Europie. Ludzie nie chcą pamiętać, że toczy się wyjątkowo okrutna wojna. I że ataki na ludność cywilną wymyślili ich ojcowie i dziadowie.

Pierwszy w XX wieku terrorystyczny atak na ludność cywilną miał miejsce już w 1914 roku. Francuski sterowiec „Fleurus” zbombardował stację kolejową w Konz (Nadrenia, Palatynat) już 9 sierpnia, a więc 6 dni po ogłoszeniu stanu wojny między Francją a Cesarstwem Niemieckim. Do bombardowania użyte zostały pociski kalibru 150 mm opatrzone lotkami.

Ataki na ludność cywilną przybierały różne formy.

Prócz sterowców, które praktycznie aż do 1917 roku pojawiały się nad Anglią i zrzucały bomby również flota niemiecka parokrotnie dokonywała wypadów w celu ostrzelania nadmorskich miast.

Podobnie czynili Włosi i poddani cesarza Franciszka Józefa.

Budowano samoloty bombowe, które z racji niedoskonałości nawigacji nadawały się jedynie do niszczenia „celów powierzchniowych”, a więc miast.

Mieli Niemcy swojego Staakena R. VI, który był największym samolotem I wojny światowej. Gdyby porównać jego wymiary pewnie i w kolejnej trudno znaleźć by było równie wielki płatowiec.

Brytyjczycy z kolei pracowali nad serią bombowców Handley-Page. Ostatni z nich miał nawet większy udźwig od Staakena, ale nie zdążył wziąć udziału w walkach.

II wojna światowa zaczęła się od zagłady Wielunia.

Bomby Luftwaffe zniszczyły 75% zabudowy miasta już 1 września 1939 r.

Kolejne lata, kolejne ofiary. Bomby początkowo padające na miasta należące do państw walczących z III Rzeszą nagle zaczęły padać na niemieckie miasta.  Berlin, Hamburg, Kolonia, Drezno… Ogółem ponad 160.

Niemcy również nie próżnowali. Człowiek, dzięki któremu 25 lat po wojnie człowiek stanął na Księżycu opracował broń terrorystyczną.

V-2. Rakieta, która ze  względu na osiąganą prędkość była niezauważalna dla obserwatorów. Dopiero wybuch świadczył o jej użyciu.

Norman Davies („Europa walczy 1939-1945”) podaje, że w opracowaniach znaleźć można mocno różniące się dane o liczbie ofiar ostatniej wojny: 62 miliony (37 milionów cywilów i 25 milionów żołnierzy), 38,2 milionów (24 milionów cywilów i 14,2 milionów żołnierzy) czy wreszcie 25,95 milionów (16,6 milionów cywilów i 9,3 milionów żołnierzy).

Wyparliśmy ze zbiorowej pamięci ślad tamtych wydarzeń.

Oczekujemy, że bezpiecznie będzie można spacerować po Paryżu czy Londynie w tym samym czasie, gdy żołnierze brytyjscy i/lub francuscy będą niszczyć kolejne miasto w Syrii czy Iraku.

Oczywiście można oburzać się, że przecież walczą oni w imię wyzwolenia mieszkańców tamtych  terenów.

To, że giną, jest spowodowane strategią bojowników ISIS czyniących z mieszkańców swego rodzaju tarcze,

Ale tak samo tłumaczone były ataki alianckich bombowców na niemieckie miasta.

Bombardowanie Hiroszimy i Nagasaki pozwoliło oszczędzić życie kilkuset tysiącom amerykańskich żołnierzy, którzy zginęliby w przypadku konieczności zdobywania Wysp Japońskich zamienionych w twierdze.

Kiedy jednak komuś ginie rodzina nie roztrząsa, czy wybuchająca bomba była słuszna czy niesłuszna.

Narasta chęć odwetu tym większa, im dłużej trwa konflikt.

Dziwimy się, i składamy na karb fanatyzmu muzułmańskiego wpisy, jaki pojawiły się w mediach społecznościowych po ataku w Manchesterze.

Podobne pojawiały się po innych atakach.

W imię miłosiernego i wielkiego Allaha, to dopiero początek. Lwy Państwa Islamskiego będą atakować wszystkich krzyżowców. Allah jest wielki! Allah jest wielki!

W ten właśnie sposób komentowane są również i inne akty terroru.

Choćby i ten poprzedni w Londynie.

 

Muzułmanie pod tym względem wcale tak bardzo się nie różnią od nas, jeśli w końcu uzmysłowimy sobie, że toczy się wojna, a nie jakaś tam akcja pacyfikacyjna wymierzona w zbuntowanych przemytników narkotyków i handlarzy żywym towarem.

Nie tak dawno przecież ludzie z kraju, który wydał Bacha, Goethego, Heideggera, Hoffmana i wielu innych śpiewali gromko:

Kamerad! Kamerad!
Alle Mädels müssen warten!
Kamerad! Kamerad!
Der Befehl ist da, wir starten!
Kamerad! Kamerad!
Die Losung ist bekannt:
Ran an den Feind!
Ran an den Feind!
Bomben auf Engelland!

Bombardować Anglię.

Trzeba było wysiłku całego świata, by zdusić faszystowską hydrę.

Do końca.

W kultowym filmie „Czterej Pancerni i Pies” jest taka scena. Już nad Odrą, obok świeżo wkopanego słupa granicznego (tego z gruzińskim szczytem) Gustlik rozmawia z Tomkiem (cytuję z pamięci).

Czereśniak: Panie plutonowy, jakby dalej nie iść, to by mniej ludzi zginęło.

Gustlik: – Jak ci dzika świnia wejdzie w pole to ino do miedzy odganiasz?

Dokładnie tak samo powinno być teraz.

Nie można pozwolić sobie na ciągnące się przez dekady konflikty, bo to właśnie one w efekcie prowadzą do destrukcji społeczeństw.

Atak, przeprowadzony zaraz na początku ISIS spowodowałby, że zamiast emigrantów mielibyśmy prosperitę firm budowlanych, które wznosiłyby nowe miasta i miasteczka na terenach Iraku i Syrii.

Nie byłoby żadnej migracji, gdyż po prostu tłumy nie zdążyłyby się poruszyć.

Zamiast tego prowadzimy dziwną wojnę, która coraz bardziej rozjusza przeciwnika, zamiast go pokonać i pozwolić przebudować społeczeństwo wg bardziej demokratycznych zasad.

Co stało na przeszkodzie?

Konflikt interesów pomiędzy mocarstwami. Zarówno wielkimi (Rosja, USA), jak i lokalnymi (Turcja, Izrael, Arabia Saudyjska).

Interesy wszelkiej maści spekulantów, dla których wojna to przede wszystkim okazja do powiększania majątków.

Nie można także pomijać chorych wizji neomarksisty Sorosa, który czyni wszystko, by w Europie zapanowało społeczeństwo multikulturowe.

Łudzenie się, że gdzieś tam trwa wojna, ale jej skutki nas nie dosięgną, to złudzenie.

Stan wojny między Unia Europejską a sporą częścią świata muzułmańskiego trwa.

Póki ludzie tego nie pojmą i nie wymuszą na rządach takiego zaangażowania w konflikt, że ten wreszcie zakończy się obaleniem terrorystycznego kraju, będzie coraz gorzej.

Kto wie, czy za chwilę nie dojdzie do wybuchu „brudnej bomby”, pieczołowicie konstruowanej w wynajętym mieszkaniu?

To podobno jedynie koszt ok. 10.000,- USD i wiedza na poziomie studenta trzeciego roku chemii.

Tylko likwidacja Państwa Islamskiego może przynieść względny spokój.

Bo na jego akceptację i nawiązanie z nim stosunków jest za późno;  ISIS może liczyć na sporo zwolenników, skrytych w wielomilionowej grupie ludności.

Ci zwolennicy różnią się jednak od tych, do jakich przywykła Europa. Zamiast brać kredki i rysować na asfalcie wolą założyć pas szahida i pójść na koncert.

Ewentualnie wsiąść do autobusu.

Tymczasem ciągle obowiązujący lewacki sposób myślenia wroga upatruje w rozumiejących, czym jest Naród.

Niegdysiejsze „Nie będziemy umierać za Gdańsk” zastępowane jest „Nie będziemy umierać za Europę”.

„….Zachód niepowstrzymanie biegnie do własnej śmierci, nie tylko śmierci duchowej, a dalej tak biegnąc, upadnie tak samo, jak upadła cywilizacja egipska, imperium rzymskie, Święte Cesarstwo Rzymskie. Jak upadły i upadną (dodaję ja) wszystkie narody, które zapominają, że posiadają duszę. Zabijamy się, moi drodzy. Zabijamy się moralnym rakiem, brakiem moralności, nieobecnością duchowości. I ta sprawa ze światem, który ma stworzyć na nowo oszukańcza eugenika, kłamliwa biotechnologia, jest niczym innym jak ostatecznym stadium naszego masochizmu.”*

Czy mamy jeszcze duszę?

23.05 2017

 ___________________________________________

* Oriana Falacci