Do Lwowa wybierałem się kilkadziesiąt lat i zawsze coś stało na przeszkodzie. A może najbardziej odstręczała od przyjazdu rozpacz z utraty polskiego grodu zaszczepiona mi przez pisarzy: Stanisława Cata-Mackiewicza i Mariana Hemara. I tak trwałem w moim oporze przed wyjazdem do miasta, które stworzyła Rzeczpospolita i które w czasach zaborów a potem międzywojnia stało przy Polsce niezłomnie, oddając ojczyźnie w tych czasach wojny i pokoju najwspanialszych synów tej ziemi. Wreszcie w jesieni życia przełamałem się i, pod koniec grudnia zeszłego już roku, dotarłem do rogatek miasta z lwem w herbie, o którym Jan III Sobieski na sejmie koronacyjnym w 1674 r. powiedział:

Między wszystkimi miastami Królestwa najliczniejszymi zasługami względem Rzeczypospolitej, (…), niewzruszoną w mnogich niebezpieczeństwach wiernością, wyróżnia się nasze miasto Lwów, który w tylu nieprzyjacielskich oblężeniach przez Kozaków, Moskwę, Tatarów, a teraz świeżo przez Turków podupadł, lecz nie uległ. Z tych to chwil tak krytycznych wyszedł zwycięsko, wstrzymał z podziwienia godnym męstwem i odwagą potęgę otomańską i nie dopuścił, aby ona wdarła się do wnętrza Królestwa. (…) miasto przeto wykształceniem, męstwem, trwałą wiernością względem Rzeczypospolitej zasłużyło na wiekopomną sławę (…).

Wieki minęły. I Polska została we Lwowie jednak zamordowana, chociaż broniła się dzielnie jak Orlęta Lwowskie onegdaj. Dzisiaj ślady bolszewickiego buciora widać w mieście na każdym kroku a może najbardziej we wszechobecnej biedzie, która zmorą wychodzi z każdego zakątka. To obrzydliwe postsowieckie osiedla z wielkiej płyty, ale także zniszczone secesyjne kamienice w centrum miasta, na zamieszkanie których dzisiejszych Lwowian nie stać i nocą w większości okien nie widać światła lamp. Widma.

Czasy bolszewickie Ukraińcy przepacykowali na swoją modłę. Z ulicy Kopernika skręcimy w ulicę Stefana Bandery a od przepięknej kolumny pomnika Adama Mickiewicza do postumentu bojownika ukraińskiego szowinizmu już tylko krok. W tej drodze na miejskich murach wielkim graffiti rozlega się gromki okrzyk „Bandera wstawaj”! A władzom miasta nawet do głowy nie przychodzi, żeby ten okrzyk cenzurować. Rajcy cenzurują natomiast polskie świętości, bo lwy strzegące Cmentarza Orląt Lwowskich uwięzili w paździerzowych klatkach.

Biorę do ręki przewodnik po Lwowie i zagłębiam się w historii Cmentarza Łyczakowskiego. Taras Pałkow – autor przewodnika, napisał, że Cmentarz Obrońców Lwowa, to najbardziej kontrowersyjne miejsce Łyczakowa. Kontrowersyjne? Prawda, że niewiele trzeba, ledwie jedno słowo, żeby zranić polskie sacrum?

Podążam w wędrówce po mieście za przewodniczką Galiną. Włada dobrą polszczyzną. Przeklina czasy sowieckie. Przeklina też Putina za ofiary Donbasu. Można odnieść wrażenie, że Galina brzmi wiarygodnie. Ale stajemy na Wzgórzach Wuleckich obok pomnika rozstrzelanych przez Niemców 4 lipca 1941 profesorów lwowskich uczelni. Galina opowiada, że okupacja Lwowa zaczęła się z chwilą wkroczenia tutaj hitlerowców w 1941 r. Ale o 17 września 1939 r. i sowieckiej okupacji Galina milczy. Jednego słowa wspomnienia nie słychać, że w nocy z 9 na 10 grudnia 1939 r. we Lwowie NKWD aresztowało ok. 2 tys. polskich oficerów, po czym słuch po nich zaginął w Starobielsku, w Katyniu, w Charkowie…, czy gdzieś dalej na nieludzkiej sowieckiej ziemi.

Idę dalej. Nie słucham już Galiny. Nadstawiam uszu, bo we Lwowie każdy kamień powtarza: – Przechodniu, powiedz Polsce…

Jeżów, 3 stycznia 2020 roku

Zdjęcie tytułowe zostało zacytowane ze strony – zob. https://kresy.pl/wydarzenia/szeremeta-usunac-lwy-z-cmentarza-orlat-to-symbol-polskiej-okupacji-foto/.