Spotkanie potomków szwedzkich Wikingów z wnukami alpejskich Górali na stadionie w Petersburgu nie należało do zbyt widowiskowych. Być może nie zachęcały grających liczne puste trybuny z miejscami, których już nie wyprzedano powtórnie po tym, gdy kibiców nazywanej teraz wśród  komentatorów zza Odry „niemiecką delegacją” drużyny z RFN opuściła ochota na dalsze zagrzewanie pozostałych drużyn w tych mistrzostwach do walki o trofeum FIFA. Tutaj według nich nie miała przecież zagrać Szwecja. Czy to może dlatego w sławnym meczu z Koreą Płd. przedłużono czas doliczony o prawie 5 minut? Jakieś uzasadnienie tego musi być, bo takich sytuacji nie widuje się zbyt często. 

Ale wróćmy do meczu. Obydwie drużyny zdawały się brnąć poprzez stadion niczym koń pod górę na zwieszonych żaglach, zachęcając dzieci do drzemki, i najwyraźniej ciekawsze były dla reportera opowieści o losach zawodników, szczególnie o infekcji jednego ze szwajcarskich graczy, który byłby prawdopodobnie nie dojechał na mundial, gdyby nie jego Babcia, która pokonała swoimi metodami groźną infekcję i przywróciła sportowca jego narodowej reprezentacji. Moja Śp. Babcia także wiedziała jak się to robi, i także była z gór, więc jak widać nasze seniorki mają ciągle więcej wiedzy na ten temat od przemysłu leczniczego i farmaceutycznego. Dzielna starsza Pani stała dumnie na trybunie kibicując swemu podopiecznemu. I to był naprawdę piękny widok. 

Mecz ciągnął się jednak niemożliwie i dopiero strzelona przez szwedzki zespół bramka Emila Forsberga w 66 minucie, która padła dzięki nodze Szwajcara, skłoniła ich przeciwników do bardziej zdecydowanych kontrakcji. Remis nie wchodził jednak w grę. Górale rzucili się do odrobienia straty. Ostatnie cztery doliczone minuty były nawet bardzo emocjonujące, choć dla Szwajcarów okazały się niestety fatalne, faul na szwedzkim napastniku w trakcie pięknej akcji pod ich bramką wykluczył Michaela Langa z boiska. Słusznie, Michael powinien był zachować w pamięci przedwczorajsze podobne zachowanie hiszpańskiego kolegi. Za to tylko rzut wolny wydawał się w tej sytuacji dziwnie nieuzasadniony. 2:0 byłoby bardziej realne. Ale było już praktycznie po meczu. Szkoda, to spotkanie mogło być ciekawsze i dać więcej emocji. Może w Szwecji są za niskie góry, albo w Szwajcarii za mało morza? Nie wiadomo. W każdym razie obydwa zespoły wygrać chciały dopiero pod koniec. A może tak się nam tylko zdawało? W końcu czego dusza nie widzi tego oczy nie pragną. A może na odwrót?

Na koniec pozostaje tylko pytanie, na kogo trafi teraz Szwecja, która dzięki zwycięstwu awansowała do ćwierćfinału? Jeśli na Kolumbię, to muszą popłynąć na pełnych żaglach. Inaczej nie odbiorą jej już skarbu piratów. Jeśli jednak trafią na Anglię, to oby nie lało!

 

Foto: Cyfrasport