To jest blok na przedmieśiach Sztokholmu, w którym mieszkają rosyjscy szpiedzy. Dziennikarze SVT udowodnili, że bywają tam przynajmniej dwaj agenci: jeden to agent SWR zamieszany w aferę szpiegowską w Volvo, drugi to agent GRU zamieszany w próbę zabójstwa Skripala.
Jak to możliwe?
Otóż pewnemu biznesmenowi z Niemiec Ruscy znacjonalizowali majątek. Facet chciał robić interesy, tylko coś nie pykło. Polazł nawet do ówczesnego zastępcy mera Petersburga*, bo chciał się dogadać. Wiecie, piwko, kiełbaski. Guzik, zabrali mu wszystko.
Wkurzony pozwał państwo rosyjskie i o dziwo wygrał – ale nie w Rosji, a w Szwecji. Sąd przyznał mu odszkodowanie i nakazał zajęcie komornicze majątku Federacji Rosyjskiej, który był akurat pod ręką – przedstawicielstwo handlowe w Lidingö. Po latach procesów blok zlicytowano, facet dostał 12 baniek koron i se polazł. Nowym właścicielem został pewien szwedzki adwokat. Był rok 2014.
Zgadliście. Biedny adwokat kupił dom z lokatorami z immumuniu dyplomatycznymi. Nie da się ich wykurzyć w absolutnie żaden sposób. Sprawa się ciągnie od 10 lat, a MSZ Szwecji rozkłada ręce, bo immumuniu i konwencje.
I nic. Szpiegów wywalić się nie da. Nawet typa, który otruł Skripala.
Welcome into świat bez NATO.
*Wicemer, o którym mowa, to Władimir Putin.
Autor: Gerardyna Wrocławska
Zostaw komentarz