Niezapomnianym przeżyciem było zwiedzanie XVIII-wiecznego pałacu królewskiego w niewielkiej miejscowości Caserta, położonej około 35 km od Neapolu. Jest największą z czterech byłych rezydencji królewskich, wybudowaną dla dynastii Burbonów, panujących w XVIII i XIX wieku w Królestwie Neapolu i Królestwie Sycylii.

Już w założeniach miał rywalizować z Wersalem oraz pałacem królewskim w Madrycie, jako dumne świadectwo potęgi i wizytówka rodziny królewskiej, miejscem oficjalnych ceremonii. Był to największy pałac i prawdopodobnie największy budynek wzniesiony w Europie w XVIII wieku.

Jego budowę zlecił ówczesny król Neapolu Karol III Hiszpański z dynastii Burbonów (1716-1788) który nigdy w nim nie zamieszkał ponieważ  w 1759 r. zmarł bezdzietnie , jego starszy przyrodni brat  – król Hiszpanii Ferdynand Karol abdykował by objąć tron Hiszpanii. Dalsze prace kontynuował jego syn – Ferdynand I.
Podczas jego powstawania zmarł główny projektant Ludwig van Wittel i dalsze prace odbywały się pod nadzorem jego syna Carla.

Ostatecznie powstał monumentalny kompleks na planie prostokąta o wymiarach 252 x 202 x 41 m. Ma 5 pięter, posiada cztery wewnętrzne dziedzińce, 1200 pokoi, 143 okna na elewacji budynku, 34 klatki schodowe i 120 ha parku. Większa część pokoi przerobiona została na biura administracji i mieszkania wojskowych. Całość otoczona została rozległym parkiem krajobrazowym z licznymi fontannami, posągami i kaskadami wodnymi. W 1996 roku został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Pałac wykorzystywany jest często jako plan filmowy. Kręcono tu sceny do takich filmów jak m.in. „Gwiezdne Wojny” („Mroczne widmo”, „Atak klonów”) czy „Anioły i demony”.

Gdy go zobaczyłam to muszę przyznać, że robi wrażenie jego wielkość. Jego bliźniacza fasada skierowana jest ku ogrodom. Znajdujące się w nich okna nadają im lekkości.

Po wejściu do środka przez główną bramę, idąc długim holem przeszłyśmy na drugą stronę pałacu. Po drodze minęliśmy gigantyczną klatkę schodową prowadzącą do pałacowych komnat. Po wyjściu z holu naszym oczom ukazał się główny prosty ciąg wodny w kształcie kanału z tarasowymi kaskadami. Nadaje on niesamowitego blasku i harmonii otoczeniu. Ciągnie się on na przestrzeni ok 3 km, od pałacu ku horyzontowi. Każda z nich zwieńczona jest coraz piękniejszymi marmurowymi rzeźbami. Całość zakończona jest przepięknym wodospadem z grupami figur znajdującymi się przy wysokim zboczu, z którego spływa woda w dół zasilając poszczególne kaskady.

Ponieważ w Caserte nie było dostatecznej ilości wody do zapełnienia wszystkich basenów i fontann, wybudowany został kanał wodny o długości 42 kilometrów, zwany Acquedotto Carolino (akwedukt karoliński), lub Akwedukt Vanvitellego który pobierał wodę ze źródeł w okolicy.

Widziałam wiele pięknych pałaców i otaczających je fontann, jednak pod względem wizualnym najwspanialszy jest kaskadowy kanał pałacu królewskiego w Caserte. Łączy on po mistrzowsku w jedną całość wspaniały pałac, park i ogrody.

Barokowy ogród zaprojektowany został jako park, niestety, na jego zwiedzenie mieliśmy tylko 50 minut. Ponieważ wejście znajduje się na końcu kaskad więc pieszo do niego dotrzeć, zwiedzić go i wrócić tą samą trasą nie było możliwe. Musieliśmy skorzystać z podwożących turystów busików w których mieściło się 20 osób. Dużo czasu straciliśmy na czekaniu ponieważ busik był tylko jeden (drugi z niewiadomych względów stał nieużywany), nasza grupa była liczna 55 osób, a przed nami ustawiła się kolejka innych turystów.

Po dojechaniu na miejsce weszliśmy do niego w zasadzie tylko na moment. Jednak to co zobaczyliśmy było fascynujące. Widzieliśmy przepiękne drzewa, krzewy i kwiaty. Wracając zatrzymaliśmy się przy ostatniej fontannie zamykającej całość.

Zasilana jest ona sztucznym wodospadem którego spływająca woda kojarzy się z delikatnym welonem. U jego podnóża znajduje się sporych rozmiarów oczko wodne, a w nim po obu stronach znajdują się marmurowe posągi. Z wielkim zainteresowaniem im się przyglądałam bowiem nawiązują one do mitu Diany i Akteona, według którego myśliwy z Teb Akteon, zaskoczył boginię łowów Dianę i jej towarzyszki podczas kąpieli. Czyn ten tak rozgniewał boginię, że zamieniła Akteona w jelenia, którego później rozszarpały jego własne psy.

Gdy będąc przy ostatniej fontannie spojrzałam w kierunku pałacu zachwyciła mnie przestrzeń i harmonia okolicy.

Niestety nie mogłam zbyt długo podziwiać tego cudownego widoku bowiem czas było wracać, przed nami było zwiedzanie pałacu. Z powodu kolejki do busika powrót był również uciążliwy.

Nim zaczęliśmy zwiedzanie pałacu, musieliśmy poczekać na wszystkich z naszej wycieczki. Gdy byli już wszyscy ruszyliśmy ozdobną majestatyczną główną klatką schodową do 25 okazałych komnat i królewskich apartamentów które udostępnione są turystom.

Pierwsze kroki skierowaliśmy do kaplicy królewskiej stworzonej na wzór Wersalu. Ponieważ kościoły generalnie wyposażone są w długie drewniane ławy, to wrażenie robią przezroczyste krzesła które je zastępują.

Zwiedzając poszczególne apartamenty na każdym kroku widać, że jego wnętrze jest wyjątkowe, ponieważ nad jego wykończeniem pracowali najlepsi malarze, rzeźbiarze i twórcy. Efektem ich pracy są pełne przepychu komnaty z marmurowymi inkrustowanymi posadzkami, marmurowymi posągami, przepięknie malowanymi sufitami, sztukaterią i freskami na ścianach, złoceniami, ozdobnymi żyrandolami. Duże wrażenie robi sala tronowa.

Królewskie apartamenty urządzone są w stylu łączącym rokoko i styl neoklasyczny i odpowiadały ich przeznaczeniu: bardzo eleganckie i wyrafinowane, biblioteki królewskie, bardziej ascetyczne, białe i bez zdobień pomieszczenia dla sądu. Pokoje mniejsze, mniej oficjalne w których królowa przyjmowała swoich gości są bardziej intymne w stylu „wiosna”.

Wychodząc z pałacu byłam zawiedziona bowiem około 3 godzin na zwiedzanie wspaniałego otoczenia pałacu, parku z jego fontannami i bogato wyposażonych apartamentów to stanowczo za mało.

Wydaje mi się, że mogłabym tu spędzić cały dzień i pieszo przejść całą drogę od pałacu do ostatniej fontanny i z powrotem. Odpocząć w cieniu egzotycznych drzew w ogrodzie botanicznym, ochłodzić się przy fontannach. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tu wrócimy.

Foto:Liliana i Zdzisław Borodziuk