Rosja uderza w porty i szlaki morskie właśnie w momencie, gdy Ukraina rozpoczęła żniwa. Dla państwa, którego jednym z najważniejszych źródeł dochodów jest eksport zboża, to cios o ogromnym znaczeniu. Bez możliwości sprzedaży plonów trudno będzie utrzymać gospodarkę, a każde kolejne ograniczenie przybliża ją do finansowych tarapatów.
Jednocześnie na Zachodzie coraz wyraźniej widać zmęczenie tą wojną. Coraz częściej słychać głosy, że nie da się w nieskończoność finansować konfliktu. Media informowały także o napięciach wokół systemu Starlink i o tym, że Elon Musk nie chciał spotkać się z Zełenskim w tej sprawie. To kolejne sygnały, że bezwarunkowe wsparcie dla Ukrainy przestaje być oczywistością i moim zdaniem się kończy.
Jeżeli Morze Czarne pozostanie w praktyce zamknięte dla eksportu, ukraińskie zboże ponownie ruszy drogą lądową. Najkrótsza trasa prowadzi przez Polskę. A to oznacza ryzyko powrotu problemu, który polscy rolnicy już dobrze pamiętają.Tanie ukraińskie ziarno może ponownie zachwiać rynkiem, obniżyć ceny skupu i sprawić, że wielu gospodarstwom zwyczajnie przestanie opłacać się produkcja.
Gdy do tego dodamy cenę oleju napędowego, która wynosi dziś średnio około 8,19 zł za litr, otrzymujemy pełny obraz sytuacji polskiego rolnictwa i skutków obecnej polityki. Za konsekwencje tej wojny coraz częściej płacą ludzie, którzy nie mają z nią nic wspólnego.
Im dłużej trwa ten konflikt, tym wyraźniej widać, że rachunek rośnie dla wszystkich: dla Ukrainy, dla Europy i dla Polski. Coraz więcej ludzi zadaje sobie już nie pytanie, kto ma rację, lecz jak długo świat będzie w stanie ponosić koszty tej wojny. I nie będzie przesadą stwierdzenie, że wielu Polaków jest już po prostu zmęczonych nieustannie powracającymi problemami związanymi z wojną na Ukrainie oraz ich konsekwencjami dla naszego kraju.