Niedawna zagadkowa śmierć (a może jej upozorowanie) Andrzeja Izdebskiego, handlarza bronią i kontrahenta pisowskiej watahy od respiratorów, pokazuje nam, że po 33 latach od upadku PRL, cienie starych służb specjalnych jeszcze nie do końca odeszły do lamusa. Tylko idiota może myśleć, że wybór takiego a nie innego kontrahenta mógł zostać podjęty przez rząd.
W 1978 roku Izdebski zostaje zwerbowany przez lubelski kontrwywiad – II Departament SB. Jego oficerem prowadzącym zostaje kapitan Witold Wieczorek. Agent Izdebski otrzymuje pseudonim operacyjny TW „Zygmunt” i zostaje oddelegowany do zakładów zbrojeniowych w Świdniku, które jako zakłady zmilitaryzowane były pod ścisłą kontrolą wywiadu.
W 1990 roku upada stary system i Izdebski przechodzi pod nadzór „nowych” służb specjalnych czyli WSI. W latach dziewięćdziesiątych wchodzi w deal z korsykańską mafią i o mało nie kończy się to jego egzekucją. W wyniku nieporozumień biznesowych Patrick Castelli, rezydent Korsykańczyków w Europie Wschodniej wysyła do Izdebskiego Albańczyków z Wiednia, którzy wywożą go nad Zalew Zemborzycki w bagażniku.
W tym samym czasie Izdebski otwiera na Słowacji spółkę, jego wspólnikiem zostaje Aleksandr Islamow, powiązany z międzynarodowym handlarzem bronią Wiktorem Butem, który całe życie pracował dla rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. Idźmy dalej. But działa w tandemie z niejakim Robertem Szustkowskim, przedstawicielem rodziny Gambi w Moskwie. To jego ludzie kilka lat temu zamontowali podsłuchy w słynnej restauracji „Sowa i Przyjaciele”. I tak zaczęła się słynna „afera podsłuchowa” za czasów Platformy.
W końcu zaczyna się „pandemia” i taki ktoś jak Izdebski nagle ma dla Polski kupować zagranicą respiratory. CBA wydaje opinię negatywną ale nacisk oficerów Agencji Wywiadu powoduje, że opinia nagle staje się pozytywna. Na piękne oczy Izdebskiemu mafia pisowska wypłaca szybko 165 milionów zaliczki!
Firma Izdebskiego J&K (powstała z połączenia z Uniwersalem Dariusza Przywieczerskiego, jednego z bohaterów afery FOZZ – matki chrzestnej afer III RP) ma zabezpieczenie majątkowe na ledwie milion. Wydaje się to niepojęte! To tak jakby ktoś poszedł do banku i chciał wziąć milion kredytu pod zastaw wartego 1000 złotych zegarka.
Hucpa z respiratorami od początku jest całkowitą mistyfikacją. Umowę podpisano wyłącznie po to aby stara generalicja mogła rąbnąć z kasy państwa 200 baniek. Izdebski nie miał w ogóle zamiaru sprowadzać czegokolwiek do Polski, ale media zaczęły drążyć sprawę i wtedy w panice sprowadził trochę szmelcu z Pakistanu… z wtyczkami do kontaktów na rynek brytyjski. Po trzykrotnie wyższych cenach.
I teraz hit!
W trakcie gdy służby w porozumieniu z bandą Kaczyńskiego przy pomocy swojego agenta dzieliły wielki tort… Agencja Rezerw Materiałów z Tomaszowa Mazowieckiego kupiła na rynku respiratory po normalnych cenach…
Po co więc była cała ta mistyfikacja?
Po dwieście milionów. Oto państwo PiS. Bantustan i republika bananowa w najczystszej postaci. Umowę z firmą J&K podpisał uwczesny zastępca Szumowskiego w Ministerstwie Zdrowia, Janusz Cieszyński, który zamiast do więziennej celi, trafił jako wiceprezydent do ratusza jednego z polskich miast.
Na końcu Izdebski nagle umiera… i podobno go szybko kremują w albańskiclej Tiranie. Szkopuł w tym, że w Tiranie nie ma ani jednego krematorium… Co ciekawe, przed rzekomą śmiercią Izdebski robił interesy z szefem albańskiego wywiadu wojskowego. Umarł… zniknął… Już nikt go nie zmusi do mówienia. Bo gdyby tak nagle wypłynął i mu się język rozwiązał, mafia pisowska musiałaby skończyć w areszcie śledczym na Rakowickiej. Ale przecież winnych nie ma. Jak zawsze…
Polska za Kaczyńskiego jak zatem widzimy, wstała z kolan. Takie sobie państwo na niby, siedem warstw tektury i wielki teatr dla lemingów. Wiktor Suworow kiedyś napisał, że współpracę ze służbami specjalnymi można zakończyć tylko w jeden sposób… poprzez piec krematoryjny. Cóż za ironia losu!
Kurtyna.
Zostaw komentarz