Wyświadczył nam wielką łaskę pan tow. Schnepf Ryszard, ambasador Rzeczypospolitej w USA. Uszczęśliwił, i już. Odszczekał te oto swoje perełki:

„Fala antysemickich hejtów dotarła za ocean budząc konsternację, a przede wszystkim skutecznie burząc z mozołem budowany przeze mnie wizerunek Polski tolerancyjnej, bez rasizmu i antysemityzmu. (…) Szczują, grożą, prowokują. Nie, nie boję się o siebie. Nauczyłem się żyć na krawędzi. Boję się jednak o swoje dzieci, Boję się jednak o swoje dzieci, którym ktoś zapewne też powie kiedyś „wynocha!”. Boję się o Polskę”.

http://m.niezalezna.pl/78889-ambasador-na-dywaniku-u-ministra-schnepf-wycofal-sie-z-haniebnych-slow

Co prawda, odszczekał dopiero po ciepłej rozmowie z Panem Ministrem Waszczykowskim, który słusznie zauważył:

„Minister stwierdził, że skoro ambasador porównuje Polskę roku 1968, gdy doszło do szeroko zakrojonej i wspieranej przez władze PRL antysemickiej nagonki, do Polski dnia dzisiejszego, to powinien się zastanowić nad tym, czy chce tej Polsce służyć. Ambasador stwierdził, że porównanie Polski z roku 1968 do dzisiejszej jest jednak nieadekwatne”.

Jak najbardziej nieadekwatne!

No, patrzcie Państwo sami: synal katów polskiego narodu, razem z innymi takimi zasiadł w państwowym resorcie RP. Nie tylko nie odciął się od zbrodni swych nieludzkich rodziców, ale jeszcze wylewa pomyje na kraj i naród, który niszczyli jego śmiecie rodzice. Chowa się za „antysemityzm”, czy widzicie.

To ot, co, panie towarzyszu Schnepf. Odchodzą czasy kiedy towarzysza narodowość zapewniała bycie „świętą krową”. Wszyscy wiemy, ilu towarzysza rodaków było w UB, SB, ORMO, ZOMO. Wiemy że wśród was było nie tak znowu mało podwójnych agentów NKWD i gestapo, jak Bartoszewski, także wśród policji w gettach. Takie jest to wasze „życie na krawędzi”. Niszczyliście nie tylko nas Polaków, jeszcze i własnych rodaków, tych biednych.

Odtąd o tym będziemy mówić głośno.

Towarzysz mógł odciąć się od zbrodni rodziców. Ale nawet o tym nie pomyślał. Cóż, niech się towarzysz nie skarży gdyż wierność towarzysza zbrodniom ludobójstwa na polskim narodzie została ogłoszona na cały kraj oraz na cały świat.

Towarzysz apeluje za ocean? Nie pomoże, proszę towarzysza. Odtąd nas obchodzi wyłącznie polska racja stanu, dobro polskiego narodu. A nie „tolerancja” dla niszczenia narodu i państwa. Za oceanem są nasi partnerzy, którzy także nie mają prawa wtrącać się w nasze wewnętrzne sprawy. Drugi straszak po „antysemityzmie”, „zagrożenie demokracji” także guzik pomoże. Niech towarzysz synalek komunistycznych zbrodniarzy w to nie wątpi.

Niech towarzysz nie liczy także na ojczystą lożę B’nei B’rith Polin. Również na szefów z Komitetu 300, Klubu Bilderberg etc. Na tę zarazę mamy obecnie dobre antidotum.

A co do towarzysza dzieci, to od nich zależy. Jeśli będą tacy jak towarzysz, przywiązani do „tradycji rodzinnej” – nie zawahamy się, prosto w twarz powiemy: wynocha.

A towarzysz ma niebawem zakończyć swoją wdzięczną służbę, po szczycie NATO? A potem? W ojczystej loży będzie się martwić towarzysz o Polskę? W KODzie, nie?

Przyjdzie nam wtedy powiedzieć, nie kiedyś, tylko od razu: wynocha, Schnepf, była „święta krowo”.