– „W 2 minuty przenieśliśmy bagaże. Prezydent napił się kawy na stacji paliw” – tak opisuje Marcin Kędryna, najbliższy doradca Dudy chwile grozy, gdy limuzyna prezydencka „zaparkowała” w rowie, a on był z PAD-em na pokładzie. Piątkowy incydent na A4 poruszył dużą część Polaków do żywego, nawet jeśli Olbrychski, któremu się zdaje, że pozostał Kmicicem, myśli inaczej. Kierowca Prezydenta, Jacek, nie popełnił żadnego błędu, choć każdy ruch mógł być śmiertelny. Samochód Prezydenta zrobiony został tak, by VIP przeżył, ale śmiertelny dla innych ludzi na drodze.

Marcinn Kędryna, doradca Prezydenta Dudy – człowiek, który mówi o sobie, że jest od „knucia” – na swoim blogu: „Codzienne trzy negatywy„, tak opisał wypadek prezydenckiej limuzyny. Zamieszczamy ten wpis w całości. Relacja jest tym bardziej niecodzienna i wstrząsająca, bo jej autor był w samochodzie, który stracił sterowność, ale dzięki opanowaniu i doświdczeniu kierowcy BOR nikomu nic się nie stało. Skończyło się tylko na strachu.

1. To będą Negatywy nietypowe. I to jest zła informacja.

2. Zasadniczo miało mnie w Karpaczu nie być. W piątek Facebook otwierał swoje polskie biuro. A jak bardziej, bądź mniej wiadomo życie moje z fejsem jest związane, wypadało więc się na imprezie z okazji otwierania tego biura pojawić. Niestety parę godzin później w Wiśle było coś, w czym musiałem wziąć udział. A do Wisły jest kawałek. Wybrałem obowiązek.

Nie będę opisywał zawodów narciarskich parlamentarzystów i samorządowców. Ani demonstracji KOD-u. Złą informacją jest, że nie udało mi się zrobić selfie z panem, który jeździł na nartach w kamizelce, na której z przodu napisane miał „precz z dyktaturą”, a z tyłu coś o demokracji. Też jestem przeciw dyktaturze i za demokracją.

Nie będę opisywał obiadu w restauracji u Ducha Gór, gdzie Ważny Dyrektor posadził mnie z miejscowymi samorządowcami, którzy narzekali na sześciolatki [zmianę przepisów], bo teraz mają wybór i muszą się zastanawiać co robić, a wcześniej wyboru nie było, czyli było prościej. [Tak to przynajmniej zrozumiałem, ale mogłem coś pomylić, bo narzekali cicho, a w sali było głośno]

Nie będę opisywał piękna Dolnego Śląska, bo dziś bym to zrobił słabo. Przejdę do rzeczy.

3. Jechaliśmy w kolumnie A4 na wschód. Między naszym Sharanem a prezydenckim BMW jechało jedno BOR-owskie audi. Na kolanach miałem komputer. Męczyłem Negatywy, choć właściwie raczej przeglądałem Twittera.
Minęliśmy Wrocław – droga zaczęła mieć awaryjny pas. Przejechaliśmy przez bramki, minęliśmy korek spowodowany przez wypadek, zmieniliśmy prowadzący radiowóz. Jedziemy. Ja z głową w komputerze.

W pewnym momencie kierowca [nie pamiętam jak] zasygnalizował, że się coś dzieje. Podniosłem wzrok i zobaczyłem, że z beemki lecą kawałki gumy. Samochód traci stabilność. Ściąga go w prawo. Kierowca kontruje. Łapie lewymi kołami trawę. Spod kół lecą kamienie. Zjeżdża z trawy. Ściąga go znowu w prawo. Kierowcy znowu się udaje z tego wyjść. Prawie. Opony już chyba nie ma. Auto wylatuje z drogi i tyłem wpada do płytkiego rowu.

Stajemy. Nim się zdążyłem ogarnąć i wysiadłem, wkoło beemki byli już BOR-owcy. Otwierają drzwi. PAD wychodzi. Podjeżdża X5. Szybko przekładają bagaże. PAD wsiada. Ruszamy. Nie wiem, czy staliśmy dwie minuty. Jedziemy.

Zjeżdżamy na Shella. Pan Jacek, prezydencki kierowca pali papierosa. Z dużym zaangażowaniem.
PAD w automacie robi sobie kawę. Rzuca jakimś żartem o sensowności jeżdżenia w pasach.

Jedziemy dalej. Do mnie zaczyna dochodzić, czego byłem świadkiem. I to jest zła informacja.

Mam pewne motoryzacyjne doświadczenia. Widziałem parę wypadków. Wiem co nieco o 760 High Security. O oponach, w jakie jest wyposażona. O tym, ile waży i co z tego wynika.

Jestem w stanie wyliczyć krytyczne błędy, których pan Jacek nie popełnił. Każdy z nich mógł być śmiertelny. Dla innych ludzi na drodze. Może niekoniecznie Prezydenta, bo ten samochód zrobiony jest tak, by VIP przeżył.
Choć z drugiej strony jest zrobiony tak, że opony w nim nie powinny wybuchać.

Wieczorem w Wiśle był kulig. I ognisko. Znaczy, z braku śniegu kulig był na kołach. Zmarzłem i nie chciało mi się na wozie wracać. Wbiłem się więc panu Jackowi do X5. Pogadaliśmy chwilę o samochodach. O wyższości beemek nad Golfami. Opowiedział historyjkę z czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego – kiedy ta X5 była nowa. Jechaliśmy z prędkością drabiniastego wozu, więc było bardzo bezpiecznie. Ale i tak czułem się bezpieczny bardziej.

Autor i foto: Marcin Kędryna