11 kwietnia 2019 wczesnym rankiem opuściliśmy Smoleńsk udając się w drogę do Mińska – stolicy Białorusi. Nasza niezawodna przewodniczka Pani Bożenka oznajmiła nam, że nie będziemy musieli pokonywać tak dalekiej drogi jak poprzednio jadąc do Smoleńska.

W pewnym momencie otrzymaliśmy od niej informację, iż zbliżamy się do granicy rosyjsko-białoruskiej. Jej przekroczenie było prawie niezauważalne i odbyło się podobnie jak w strefie Szengen, bez żadnej kontroli. Gdyby nie przydrożna tablica informacyjna, że wjeżdżamy na terytorium Republiki Białoruskiej nawet nie zauważylibyśmy, że jesteśmy na terytorium innego kraju.

Pani Bożenka opowiadała nam o Białorusi i mijanych okolicach, w przerwach słuchaliśmy patriotycznych pieśni i poezji w wykonaniu nieocenionego mjr rezerwy Pana Jarosława Walińskiego.

Terytorium Białorusi jest o jedną trzecią mniejsze od Polski i wynosi 207, 275 km2, które zamieszkuje 9.500 mln osób. Około trzydziestu procent powierzchni pokrywają lasy, co sprzyja rozwojowi leśnictwa przekladający się na wzrost dochodów państwa.

Zawiłe były losy Białorusi. Do końca X w. żyły tu plemiona słowiańskie Krywicze, Dregowicze, Radymicze, Bałtowie. Z wydzielenia z Rusi Kijowskiej w końcu X wieku powstało księstwo połockie. Istniało, jako niezależny byt państwowy z przerwami do ok. 1392 roku.
Pod koniec XIV w. zostało przekształcone w województwo i znalazło się w składzie państwa polsko-litewskiego. Po około czterystu latach ziemia połocka weszła w skład Imperium Rosyjskiego.

Była pod okupacją sowiecką, niemiecką i ponownie sowiecką. Obecnie jest silnie powiązana gospodarczo, militarnie i politycznie z Rosją. System polityczny przekształcił się w republikę prezydencką–autorytarną.

Mimo, iż funkcjonują 2 języki urzędowe: białoruski i rosyjski, Białorusini nie mówią po białorusku. Pierwszy jest uczony w szkole tylko na oddzielnym przedmiocie, podczas gdy wszystkie pozostałe klasy oraz dokumentacja urzędowa prowadzona jest w języku rosyjskim.

Ponieważ 44% to ziemia uprawna, skupiona w kołchozach i sowchozach są one wspierane przez państwo, natomiast indywidualnym gospodarstwom nie stwarza się dobrych warunków rozwoju. Rząd postawił na rozwój szeroko rozumianego przemysłu. Od roku 2013 nastąpił znaczący rozwój turystyki.

Pani Bożenka bardzo ciekawie opowiadała nam o zwyczajach ludowych, strojach, muzyce, białoruskiej kuchni opartej na bazie ziemniaków i potraw mącznych, napojach takich jak kwas chlebowy, sok z brzozy i innych. Mieliśmy nadzieję, że będzie nam dane tego wszystkiego spróbować.

Minęliśmy Orszę nad Dnieprem obwód Witebski liczącą 117 tys. mieszkańców następnie miasto Borysław. Zbliżając się do Mińska liczyliśmy na to, że odwiedzimy znajdujące się na skraju miasta uroczysko Kuropaty, w których odkryte zostały masowe groby ludzi rozstrzelanych przez NKWD w latach 1937–1941, wśród nich byli Polacy.

To, że społeczeństwo białoruskie i świat dowiedzieli się o tragedii jaka tu się rozegrywała na przestrzeni lat zawdzięczamy pierestrojce Michaiła Gorbaczowa. To ona spowodowała, że na jaw wyszły liczne stalinowskie zbrodnie.

Inspiratorem i zleceniodawcą zbrodni był J. Stalin, który mając obsesję na punkcie spisków, wydał rozkaz bezwzględnej walki z „wrogami ojczyzny”. W marcu 1937 r. grzmiał na plenum Komitetu Centralnego „Szkodliwa i dywersyjno-szpiegowska działalność agentów obcych państw dotknęła w mniejszym czy większym stopniu wszystkie, albo prawie wszystkie, nasze organizacje zarówno gospodarcze, jak i administracyjne oraz partyjne”. Po tym wystąpieniu rozpoczęły się masowe aresztowania.

Wykonawcą woli Stalina został „krwawy karzeł” Nikołaj Jeżow, komisarz Generalny Bezpieczeństwa Państwowego. Skierował on do podległych mu jednostek NKWD rozporządzenie, w którym określił przybliżoną liczbę osób, które należy aresztować w danej republice, sposób prowadzenia śledztwa i wyrok, jaki ma zapaść. Ludność podzielono na dwie grupy. Pierwszą likwidowano, drugą zsyłano na Sybir.

Enkawudziści stosując najwymyślniejsze tortury zmuszali zatrzymanych do jak najszybszego przyznania się do winy. Większość przyznawała się, co było jednoznaczne z wyrokiem śmierci. Skazanych przewożono do Kuropat i zabijano strzałem w głowę. Ciała zakopywano w zbiorowych mogiłach. Zamieszkujący w okolicach uroczyska świadkowie opowiadali o ciężarówkach zwożących do lasu ludzi i rowach pełnych trupów.

Akcja objęła także wszystkich Polaków, bez względu na przynależność klasowo-społeczną, decydowała narodowość. Wśród zamordowanych i deportowanych byli mieszkańcy dawnego terytorium Rzeczypospolitej, członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej, aresztowani według specjalnej listy, wszyscy jeńcy polscy z wojny 1920 roku, imigranci z Polski, uchodźcy polityczni z Polski (głównie członkowie KPP). Spośród 470 duchownych, świadczących posługę w sowieckiej Rosji po zakończeniu czystki etnicznej, pozostało zaledwie 10 kapłanów.

W latach 1936–1938 ofiarą padło, co najmniej 8 milionów obywateli ZSRR. Mordy ustały w czerwcu 1941 roku z chwilą ataku hitlerowskich Niemiec na ZSRR.

W Kuropatach ostrożne obliczenia mówią o 500 mogiłach, w których według szacunków może spoczywać od 7 do 250 tys. ofiar zbrodni NKWD. Część mogił zniszczono w czasie budowy obwodnicy Mińska w latach 50. oraz podczas prac w lesie.

Po dojściu do władzy Aleksandra Łukaszenki, nigdy nie wspomniał on publicznie o zbrodniach stalinowskich w Kuropatach i nigdy nie pojawił się w miejscu zbrodni, natomiast popiera prowadzoną przez państwowe organy akcję dezinformacji. Do miejsca kaźni nie prowadzi żadna linia autobusowa. Aby tam dotrzeć, trzeba dojechać do rogatek Mińska, a dalej przejść pieszo wzdłuż autostrady. Przemilczanie i dezinformacja spowodowały, że młode pokolenie Białorusinów nie interesuje się historią Kuropat.

W miejscu kaźni od trzydziestu lat stawiane były drewniane krzyże upamiętniające ofiary NKWD. Prezydentowi Łukaszence coraz bardziej one przeszkadzają. W 2019 roku postanowił je usunąć. W marcu podczas tzw. „Wielkiej Rozmowy z Prezydentem”, czyli spotkania z delegacją wybranych dziennikarzy, Łukaszenka zapowiedział, że czas zakończyć „gry na kościach” i zaprowadzić na Kuropatach porządek.

„Po co wy te białe krzyże wzdłuż lasu ustawiliście? Wam je Cerkiew pozwoliła stawiać? – zwracał się zaocznie do aktywistów, broniących miejsca pamięci. – To demonstracja, a je jestem przeciwko takiej demonstracji!”

Za słowami poszły czyny. Jadąc wzdłuż kompleksu leśnego ci, co siedzieli przy oknach w pewnym momencie zobaczyli robotników usuwających przy pomocy koparki drewniane krzyże oraz wyłaniające się zza drzew, duże i małe te jeszcze nieusunięte. Mąż zdążył zrobić kilka zdjęć.

Było nam z tego powodu bardzo przykro i smutno. Chcieliśmy, bowiem w tym miejscu zapalić znicze a nasi oficerowie tj. mój mąż oraz Jarosław Waliński założyć swoje mundury, by w ten sposób złożyć hołd tym którzy stracili tu życie. Musieliśmy się z tym pogodzić

Po minięciu rogatek wjechaliśmy do Mińska, będącego miastem królewskim Wielkiego Księstwa Litewskiego I Rzeczypospolitej, a obecnie stolicą Białorusi. To liczące 1, 975 mln. ludności miasto położone nad Świsłoczą jest największym a zarazem głównym ośrodkiem gospodarczym, kulturalnym i naukowym kraju. Ma w nim siedzibę sekretariat założonej w 1991 Wspólnoty Niepodległych Państw.

W Mińsku spotkaliśmy się z naszym miejscowym przewodnikiem Olegiem Hajdukiewiczem. Z zawodu geolog a z zamiłowania turysta i przewodnik, genialny samouk języka polskiego który nigdy nie chodził do polskiej szkoły.

Opowiadał o sobie, że jako młody chłopak gdziekolwiek chodził jako turysta to słuchał piosenek w języku polskim. Jego ulubieni wykonawcy to Czesław Niemen, Anna German, Jerzy Petersburski. Bardzo lubi słuchać Bułata Okudżawę i jego piosenek m.in. o Katyniu. Oleg wspomniał o dziadku, który pracował przed wojną we Francji w kopalniach a gdy wrócił w swoje strony został zesłany na Kołymę.

Z nim udaliśmy się do dworku hr. Czapskiego, który jako jeden z nielicznych uniknął Katynia. Mam jego książkę pt „Na nieludzkiej ziemi”

Oleg był perfekcyjnie przygotowany do tego, aby nam opowiedzieć historię pałacu oraz rodziny Czapskich. Dysponował wieloma fotografiami, rysunkami i mapami. W latach 1921–1941 urządzono w nim sanatorium Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Białorusi. Powstał w nim pierwszy narodowy film białoruski „Leśna historia”. W 1941 pałac zajęli niemiecy lotnicy, był też letnią rezydencję gauleitera Okręgu Generalnego „Białoruś” Wilhelma Kube. W 1944 roku został częściowo wysadzony w powietrze przez wycofujących się Niemców, odbudowano go po wojnie. Obecnie w pałacu mieści się Białoruski Naukowo-Badawczy Instytut Ochrony Roślin.

Do środka nie wchodziliśmy, bowiem nie ma w nim pamiątek po Czapskim. Na zakończenie bardzo ciekawie opowiadał o ludziach urodzonych w Mińsku, sławnych Polakach m.in. A Domeyce. Jego potomkowie przybyli do Mińska na specjalną konferencję.

Ponieważ dzień się już kończył udaliśmy się do naszego hotelu w Mińsku, który nazywał się „Słowiański” nie powstydziłaby się go nawet największa światowa metropolia, chociaż ja widziałam lepsze np. w Iranie.

Byłam zaskoczona Białorusią. Zawsze kojarzyła mi się z biedą i brudem. Przemieszczając się od granicy rosyjskiej do Mińska, mijając lasy, wioski, miasta i miasteczka zaskoczyły mnie czystość i porządek, zadbane trawniki, czyste ulice bez śladu graffiti, sklepy pełne towarów. Tak samo było w Mińsku.

Z 20 piętra hotelowego pokoju widzieliśmy budynki o ciekawej architekturze i przemierzające się po ulicach elektryczne autobusy.

Po kolacji wyszliśmy z mężem na wieczorny spacer do znajdującego się w pobliżu super marketu „Arena”. Po wejściu zaskoczył nas wybór towarów – był oszałamiający, warszawskie „Złote tarasy” mogą się przy nim schować. Niestety kantor był już zamknięty i nie mogliśmy dokonać wymiany a z związku z tym zrobić zakupów.

Następnego dnia 12 kwietnia udaliśmy się na spacer po Mińsku pod hasłem „Wędrówka śladami wielkich Polaków”. Mińsk był miastem wielonarodowym, była m.in. dzielnica tatarska i Lachowka nazwana tak od mieszkających tam Polaków. Przed I Wojną Światową zdążył jeszcze pracować, jako adwokat w Mińsku Białoruskim prezydent RP na uchodźstwie Władysław Raczkiewicz

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od pomnika Adama Mickiewicza, który urodził się 150 km stąd w Nowogródku. Oleg bardzo ciekawie opowiadał nam o relacjach A. Mickiewicza z A. Puszkinem.

Część naszej wędrówki odbyliśmy autobusem, ponieważ było niemożliwością pokonanie takich odległości pieszo. Oleg potrafił zadbać o atmosferę i klimat tamtych dni piosenką „Naprzód młodzieży świata” odtwarzając ją z CD. Słuchając piosenki Jerzego Petersburskiego „Błękitna chusteczka” szukaliśmy jego śladów. Minęliśmy hotel, w którym ta piosenka powstała. Kiedyś nazywał się „Białoruś”, teraz jest to „Mariot”. Symboliczna brama pamięta jeszcze czasy ZSRR.

Mińsk odbudowany został w stylu socrealizmu, szerokie ulice noszą nazwy m.in. Lenina i Kirowa. Część budynków budowali po wojnie niemieccy jeńcy wojenni.

Ciekawy był plac, na którym w jednym ciągu był budynek parlamentu, stojący przed nim monumentalny pomnik Lenina oraz zbudowany z czerwonej cegły kościół katolicki pw. św. Szymona i Heleny, który tylko dlatego przetrwał czasy komuny, że było w nim kino.

Zatrzymaliśmy się naprzeciwko polskiej Archikatedry Imienia Najświętszej Maryi Panny która została wzniesiona przez Jezuitów w latach 1700-1710. Zawiłe były jej dzieje.

W 1797 roku świątynia pojezuicka ucierpiała na skutek pożaru. W 1934 roku władze sowieckie zamknęły katedrę i przekształciły w garaż. W 1941 roku niemiecka administracja okupacyjna zwróciła ją wiernym, a po wojnie władze sowieckie ponownie zamknęły. W 1951 roku dokonano przebudowy, rozbierając wieże i zmieniając wygląd fasady – budynek przekształcono w siedzibę towarzystwa sportowego „Spartak”, co nie przeszkodziło władzom wpisać go na listę dziedzictwa narodowego Białoruskiej SRR. Elewacje boczne i absyda zostały jednak niezmienione. Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku na drugim piętrze budynku znów odbywały się nabożeństwa katolickie aż do całkowitego przekazania świątyni katolikom 15 grudnia 1993 roku stając się centrum życia religijnego mińskich katolików.

Nie weszliśmy jednak do środka ponieważ o tak wczesnej porze była zamknięta, niektórzy z nas zwiedzili ją dopiero w czasie wolnym.

Idąc dalej piękną starówką doszliśmy do XVII- wiecznej barokowej trójnawowej cerkwi pw. Świętego Ducha. Fronton składa się z dwóch sześciokondygnacyjnych wież zwieńczonych hełmami. Pomiędzy wieżami znajduje się ozdobny szczyt. Fasada zdobiona jest pilastrami, profilowanymi gzymsami i różnego kształtu niszami.

Była częścią zabudowy dawnego Górnego Rynku, odbudowana po pożarze w pierwszej połowie XVIII wieku. W 1870 świątynia została przebudowana na prawosławny sobór i monaster Świętego Ducha. Obecnie dawna świątynia katolicka jest prawosławną cerkwią katedralną. Budynek dawnego klasztoru służy obecnie duchowieństwu prawosławnemu. Znajdują się w niej relikwie św. Zofii Słuckiej i św. Gabriela Zabłudowskiego. Mimo ciekawej fasady po wejściu do środka ikonostas niczym specjalnie się nie wyróżniał.

Po wyjściu udaliśmy się na dalsze zwiedzanie starówki. Dzień był słoneczny, ale chłodny i wiał lodowaty wiatr, dlatego było niewiele ludzi. Miło było spacerować lśniącymi czystością krętymi uliczkami. Znajdujące się przy nich kafejki były jeszcze zamknięte. Na jednej z uliczek naszą uwagę zwróciły ciekawe metalowe rzeźby przedstawiające bajkowe postaci jakby wzięte z cyrku.

Po pewnym czasie doszliśmy do pochodzącego z końca XVIII wieku dworku Wańkowiczów, przed którym stoi pomnik Walentego Wańkowicza – malarza.

Dwór zbudowany w stylu klasycystycznym w XIX wieku pełnił funkcję salonu artystycznego. Bywali w nim m.in. Jan Damel, Stanisław Moniuszko, Władysław Syrokomla – przyjaciele Władysława Wańkowicza. Od 2000 we dworze mieści się muzeum poświęcone twórczości malarza. Znajduje się w nim również pełny zbiór dzieł reportażysty i pisarza Melchiora Wańkowicza.

Następnym ważnym polskim śladem był dom, w którym żył i tworzył nasz słynny kompozytor Stanisław Moniuszko, oraz znajdujący się niedaleko jego pomnik z Wincentym Dunin-Marcinkiewiczem białoruskim poetą, dramaturgiem, klasykiem literatury polsko-białoruskiej XIX w.

Na chwilę zatrzymaliśmy się przy naturalnej wielkości mosiężnej rzeźbie powozu i koni oraz ażurowej karecie, która musi robić wrażenie nocą gdyż cała jest podświetlana przy pomocy oplatających ją przewodów z mikro żarówkami.

Mieliśmy potem trochę czasu wolnego, więc grupa rozeszła się w różne strony. Część z nas pojechała zwiedzać stadion Dynamo, inni zobaczyć zmianę warty, jeszcze inni wrócili do archikatedry Imienia Najświętszej Maryi Panny, która o tej porze była już otwarta.

We wszystkich tych miejscach być nie sposób w tak krótkim czasie.

Czekała nas jeszcze podróż do Grodna a przedtem obiad.

Restauracja do której się udaliśmy dysponowała bogatym zestawem dań i każdy z nas mógł wybrać coś dla siebie w ramach określonej sumy. Nadszedł czas pożegnania z Olegiem Hajdukiewiczem, którego wszyscy bardzo polubiliśmy za jego nieprawdopodobne zaangażowanie w zapoznaniu nas z dziejami Mińska. Wymieniliśmy adresy, wizytówki mając nadzieję, że kiedyś spotkamy się na turystycznym szlaku.

Wyruszyliśmy późnym popołudniem mając około 150 km do pokonania.

Foto: Liliana i Zdzisław Borodziuk oraz Andrzej Motylski