Pasją do gór zarażeni są od dawna. Miłość do zdobywania szczytów zaowocowała fajną przyjaźnią. Jeśli tylko nadarzy się okazja pakują się i wyruszają.

Podział obowiązków jest taki Grzegorz Bedra wytycza szlak, mówiąc zawsze, że jest on łatwy. Tyle tylko, gdy drapią się w górę wiedzą już, że to wcale nie jest łatwy szlak. Wojciech Kowalik to człowiek o doskonałej kondycji, sportowiec. Iwona Piwko drobniutka kobieta, która swoim hartem ducha goni chłopaków.

Siłownia, to tam się poznali i zaczęli trzymać razem. Potem przyszedł czas na góry. Zarażają miłością do Tatr swoje dzieci. Grzegorz mimo tego, że leczy się na astmę i ma problemy z oddychaniem z gór zrezygnować nie potrafi. Bywa tak, że trzeba zwolnić, puścić innych przodem. Jednakże nigdy nie pomyślał nawet o zrezygnowaniu z chodzenia po górach. – „Nie zrezygnuję” – mówi Grzegorz. Podczas pandemii górskie szlaki były niedostępne dla turystów, był to dla nich i wielu zapaleńców czas ciężki.

Troję ludzi, tak różnych od siebie, a jednak zakochanych w Tatrach. Nie jest ważne, że byli tam już tyle razy. Nieistotne jest to, że często na drugi dzień ledwo się ruszają. Ważne, że byli tam znowu i mogli oddychać tym cudownym powietrzem.

Na pytanie, co widzą w tym chodzeniu po górach? Chórem odpowiadają, że jest zaje… znaczy fajnie. Iwona mówi: „to super spędzony czas, idziesz przed siebie i podziwiasz widoki”. Wojtek dodaje: „my po prostu kochamy Tatry za widoki, za klimat i za ludzi”.

Niejednokrotnie słyszałam opowieści jak to jest na szlakach, jacy mili i przyjaźni ludzie. Grzegorz twierdz, że „ludzie w górach są lepsi”. Gdy okazało się, że już w weekend majowy mogą ruszyć w swoją górską wycieczkę, nic nie miało znaczenia.

Pasjonaci, którzy widząc kilka razy te same szlaki uśmiechają się jakby, to była ich pierwsza wyprawa w życiu. Gdy schodzili z dzisiejszego szlaku zapytani i jak nie żałujecie? Stwierdzili: „w życiu, było cudownie, już planujemy kolejny wypad”. – „Dzięki temu, że były pustki w końcu można było sobie porobić zdjęcia, do tej pory robienie zdjęć na szlaku graniczyło z cudem. Gdy przyjechaliśmy na Krupówki, to byliśmy zdumieni, widać urok słynnych Krupówek, a nie tabuny ludzi” – podkreślają zgodnie.

Czy warto było zerwać się wczesnym rankiem? Według moich bohaterów warto. Może przyjdzie kiedyś taki czas, że dam się przekonać i pojadę z nimi? Może zobaczę, co ich tak ciągnie do gór.

Dziękuję Wam Kochani, że mogłam opisać Waszą historię. Iwona, Wojtek, Grzegorz życzę Wam jeszcze wielu cudownych wypraw oraz tyle samo wyjść w góry, co powrotów.