Chiny wprawdzie najpierw wypowiedziały się, że nie powinno się aż tak karać Rosjii za takie głupstwo jak  wojna z Ukrainą. Ale wygląda na to, że Chiny liczyły, że Rosja rozprawi się z Ukrainą raz dwa i dzie po wszystkim. Teraz poszli Chińczycy po rozum do glowy.

Jak wojna potrwa dłużej, to zagrożony dzie ich „jedwabny szlak” czyli szlak płynącej do nich forsy. I teraz nadzieja w Chinach,

Jak tylko odwrócą się od Rosji (co możliwe) to już nie tyle po Rosji, co po Putinie. Sami jego oligarchowie znajdą go. A jak wiemy  rzadko takim przywódcom jak Stalin, Leni czy Putin udaje się umierac na zapalenie płuc, albo ze starości.

Słusznie facet jest przestraszony. Nie sankcjami. Bo to dla niego furda. Boi się swoich przyjaciół.

Przemówienie Putina było długie, głupie i nudne, jak by to określił w swoim dzieciństwie moj wnuk Dusio, komentując w ten sposób wszystko, czego nie rozumiał albo nie chcial rozumieć.

Myślałam, że jestem jedyną na świecie osobą, która wysłuchała od początku do końca, z natężoną uwagą i bardzo starając się pojąć o czym mówi. Teraz wydaje mi się, że mogli wysłuchać i rosyjscy generałowie. I usłyszeli, że Ukraińcy to właściwie Rosjanie, bracia najmilsi i tylko durny Stalin w przypływie alkoholowego zamroczenie oddielił ich od macierzy. A teraz Putin i owi generałowie ich do macierzy przywrócą i pewnie z taką myslą i przeświadczeniem szli.

A tu masz! Ukraińcy stawiają opór. Nie chcą do macierzy. Więmoże morale w rosyjskiej armii nie jest za wysokie. Putin powiedział, że to Rosjanie, tylko troszkę przez Stalina ogłupieni, więc z braćmi trudno walczyć.

Ja nie znam się na wojnach. Ale  z komunikatów nie widać, aby armia rosyjska  uderzała z prawdziwą zaciętością. Coś jest w tych atakach ślamazarnego. Może się myle. Ale chciałabym tak mysleć.  Jako emerytka z Konstancina.

Nurtuje mnie jeszcze jedna sprawa. Czy ktoś słyszał może ministra zdrowia i wie ile osób zachorowało na covid, ile przeprowadzono testów, ile osób umarło z powodu covida lub chorób towarzyszących, a także z powodu niezaszczepienia.

Już nie mamy ministra? Profesora Guta? Nie mamy już testowania, łóżek covidowych, covida? Był i nie ma? Cud taki? Uznany przynajmniej?

A co z granicą z Bialorusią? Gdzie ta miła blondyneczka w mundurze, która opowiadała, że trzech Hindusów probowało przedrzeć się przez contertine, ale zostali zawróceni w głąb Bialorusi? Nie ma? Ani blondyneczki, ani Hindusów?

A co z Białorusinami, którzy teraz uciekają z Bialorusi, bo boją się że zostaną wcieleni do armii rosyjskiej i zmuszeni do walki na Ukrainie. jest taki problem, czy nie ma?

Wiele spraw, które były priorytetowe (nienawidzę tego słowa, ale byływane bez przerwy)  nagle odeszlo w najbardziej siną dal. Mur budujemy, czy sarenki i żubry już nie muszą się martwić?

Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.