POCIĄG W LESIE

Pociąg się zatrzymał
Pod arką liścianą,
Kolej pod drzewami,
Jak stalowa cień…
Las w tym pięknym lecie
Rozkosznie ubrany,
I pod śpiewy ptaków
Trwa łaskawy dzień…

Słucha maszynista –
Jak pasażerowie –
Dźwięków tych lasowych…
I powietrza smak
Cicho świadczy sobą
O obecnym Słowie,
A ciepło tej ziemi
Kolej grzeje wszak…

Choć i ma wyruszyć
Pociąg mały dalej,
A gotowy gwizdnąć
Już lokomotyw –
Po nim pozostanie
W lesie spokój stały –
A w wagonach ptaszy
Odwieczny motyw…

SPEKTR MIŁOŚCI

…Wiosna ma mnóstwo kolorów,

Rozmaitych i najpiękniejszych

Ze wszystkich istniejących w naturze.

Ich dużo więcej niż w spektrze,

Bo spektr kolorów niebiańskich jest najbogatszym…

On włącza w sobie nawet czerwony kolor –

Lecz bez kojarzenia z białym

Przestaje ten być niebiańskim.

Bo nie ma niebiańskiego bez tej czystości,

Która jest zawsze białą…

Kolorami życia są kolory życia wiecznego

Bo są nam wiadomością,

Wieścią radosną w rodzaju tej od Gabriela Anioła,

Który objawia nam Łaskę Zupełną

Przez wiosnę i jej kolory…

Tak – wiosna jest objawieniem

Bo odrodzeniem życia,

Życia wiecznego

Przez życia ziemskiego radości,

Główną ze których jest

Miłość.

PRAWDZIWE ŻYCIE

Przejrzyste tło przesięknięto

przez zabytkową gwarę…

Słońce łaskawe w lecie,

i ratujące zimą…

A wnętrz góralskiej chaty

pełen zapachów, którzy

są nie mniej wonnymi

od przejrzystości…

W tym zapachu mieszają się trawy

i kwiaty z dymem fajki,

jaka (jest dziwnym, prawda?)

na papieros się nie zmieniła…

…Włożę no kapelusz z piórem,

ten ulubiony, brązowy,

wyjdę na ganek mej chaty

popatrzeć na linię

między szczytami i niebem,

słońca porannego pokosztuję,

fajkę zapalę, bo jej dym

przejrzystości nie zepsuje…

…A przecież tak kiedyś

będzie:

prawdziwe życie

góralskiego wnuka…

„BYĆ I MIEĆ”

Bruk ulic, placów… Pola, góry, lasy…

Powietrze gdzieś tam nawet nie zepsute…

Wycieczki, grille choć przy cienkiej kasie…

Codzienna praca, i w biurach, i w hucie…

Zarobek, dom i wychowanie dzieci…

I odpoczynek, – jaki już wychodzi…

I troski – cały rok, zimą i w lecie…

I ten niepokój, gdy o zdrowie chodzi,

Nie swoim nawet, akurat najbliższych…

Tak… jeśli zachoruje pies czy kotek, –

Nie mówiąc o domowych – stoimyśmy

I dzień, i noc bezsenną wartą obók…

I cud koncertów… Uczta symfoniczna…

Pinakoteki cieni zagadkowe…

Zabytek gmachów… Style wieków licznych,

To wszystko, czym się żywili przodkowie,

I to co wiecznie ich zachowywało

Od wiatrów śmierci w tych mistycznych rytach:

Czarnej Madonny niebiańskie zwiercadło

I czujny Tamtych sen w Wawelskich kryptach…

Rutyny szarej codziennej problemy,

I dusza, co tak prosi ją nauczyć…

To „być i mieć”, ten sens, po co żyjemy,

I za co każdy z nas gotowym umrzeć.