W związku z entuzjastycznym przyjęciem przez wolne społeczeństwo mobilnych punktów szczepień publikuję swój wiersz z lipca 2020.

„Znamię Bestii

Jako posłuszny poddany cesarza
roku pańskiego dwa tysiące dwudziestego pierwszego
kolejnego dnia miesiąca letniego
w niedzielę
udałem się do pałacu z pokorą
i stanąłem w blasku
cesarskiego ołtarza
by znakiem świętym
ozdobić swe czoło.

I tak z niewolnika stałem się obywatelem.

Od dziś prowadzony
układem scalonym
podążyłem ścieżką
Nowej Cnoty
i chodzę dumnie drogami cesarstwa
a gdy skaner wyświetla moje imię
pretorianin uśmiecha się mile
więc patrzę na tłum
z którym ulicami płynę
gardząc tymi
co zostali w tyle.

Dziś stałem się członkiem wspólnoty.

Drzwi świątyń i urzędów są dla mnie otwarte
a sklepikarze udzielają kredytu
i nie pytają czy stać mnie na ratę
gdy widzą na mym czole
nowoczesny symbol człowieczeństwa
a nie znak starego mitu
który w oczy kole
przypominając
że kiedyś czas przyjdzie na spłatę
więc lepiej zapomnieć o krzyżu i łotrach
i cieszyć się łaską cesarza
i jego słowa powtarzać
i jemu ofiary składać
i jego pomniki kwiatami ozdabiać
i przed nim paść na kolana
by podziękować
za telewizor
za samochód
za chatę w lesie
za wodę i powietrze
za szczęście
którym mnie obdarza
i już nie boję się
że trup na krzyżu może mieć rację
bo tron jest teraz centralną częścią ołtarza
a złoto wyznacza fazy nabożeństwa
więc wielbię szczęśliwy
mego boga papieża i zbawcę.

Dziś stałem się członkiem społeczeństwa.

Rok minął
od kiedy przyjąłem układ scalony
jako posłuszny poddany cesarza
i dziś pretorianin
przyniósł mi do domu
wezwanie do podróży
w którą zabrać mogę
jedną sztukę bagażu
z naklejonym kodem
dołączonym do listu.
Pociąg już jest podstawiony
i czeka na mnie
a ja podekscytowany
wraz z nosicielami świętego znaku
niektórzy noszą go na prawej dłoni
niektórzy na czole
zajmuję miejsce w wagonie
odprowadzany
obojętnym spojrzeniem cesarskich strażników.
Pociąg szarpnął ruszył
słyszę jak koła stukocą na szynach
czuję podłogi regularne drżenie
przez kratki wentylacji wpada kilka słonecznych promyków
koło mnie śmieje się przepiękna dziewczyna
i dziecko przysypia spokojnie.
Pociąg stanął drzwi otwarto i wyszedłem z wagonu.
„Czas już spłacić kredyt”
czytam napis na budynku stacji
z głośników dochodzi wesoła muzyka
Pretorianie w czerni dzielą nas na grupy
i każą bagaż zostawić na peronie
a miejsce wskazują paralizatorami
trzymanymi w dłoniach
za chwilę prowadzą kolumny do łaźni
idziemy spokojni błogosławiąc cesarza
i dla niego pieśń świętą śpiewamy
by uczcić początek wakacji.
Wchodzę do szatni wyłożonej kafelkami
ubranie zostawiam w szafce
pamiętam numer zgodnie z poleceniem
a potem przechodzę do sali pryszniców.
Słyszę jeszcze szczęk wrót zamykanych
i nagle myśl niespokojna przemknęła jak piorun
wspomnienie budynku widzianego po drodze
stojącego obok kolejowych torów
z którego kominów
dym gęsty i tłusty mieszał się ze słońcem.
To ciepły i letni miesiąc
a w tę spokojną niedzielę
powietrze jest suche i gorące.

Nie niewolnikiem przecież jestem
lecz obywatelem.”

Piotr Wroński